Że tortu nie będzie, bo matka nie umie.
Wrrróć! Umie.
Tort jak tort, ale placek z masą mascarpone wyszedł. Serduszko z Pepco z Walentynek, do tego filcowe kwiatki i czwórka z taśmy ozdobnej z pasmanterii (bo czego, jak czego ale tego w domu nie brakuje).
Jest? Jest. Dziecko zachwycone ;)
Z kolegami na messengerze, z Dziadkami przez telefon. Impreza na 100 fajerek. Nawet na przedszkolnym FB został uwieczniony.
O tempora, o mores... (w duszy matki jednakoż zawyło)
W Kju oprócz altany, którą zrobiliśmy prawie 5 lat temu, przybyła huśtawka. Tylko jeździć tam nie można, nad czym ubolewam. Tzn jeździmy tam czasem pobiegać po podwórku, bo w domu są zamknięci Dziadkowie. Obawa, żeby im czegoś nie przywieź jest straszna. Zatem ogłaszamy, że jedziemy się przewietrzyć, oni wtedy zamykają się w domu. Koszmar. Ale takie są układy. Ja bardzo serio traktuję izolację i chyba bym sobie nie wybaczyła gdybym niechcący i nieświadomie im coś zawlokła. O ile Mama traktuje to ze zrozumieniem, to Tatowi zrozumieć to trudno dlatego byliśmy tam dopiero 3 razy. Muszę jednak znaleźć złoty środek- mam czterolatka, którego w bloku bez balkonu nie da się trzymać bez przerwy miesiąc. Lasy zamknięte, parki też, a po ulicach chodzić głupio i niebezpiecznie.
No i koty. Koty! W izolacji od 11 lat! Chryste ja dopiero teraz zrozumiałam jakie życie im zafundowałam!
Może mi to kiedyś wybaczą :)
I jeszcze zaległości virusowe (grrr...)
Powyżej dla Teściowej, poniżej dla Koleżanki
I tak życie sobie płynie... choć:
;)































