Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pisz Pan Frywolitki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pisz Pan Frywolitki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 stycznia 2021

Koronkowa pandemia

 Kochani!

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu Ani z bloga  http://iwanna59.blogspot.com/2021/01/koronkowa-pandemia-zasady-i-inspiracje.html

Tym razem zamierzam sprostać...


Postanowiłam dołączyć, bo zamierzam parę "braków"* w wystroju, choinki i nie tylko, w tym roku uzupełnić. A że ostatnio bardziej mi po drodze z szydełkiem i drutami, bardziej niż z igłą...

No i potrzebuję bicza nad głową, żeby tego dokonać... 

Taki lajf...

A poza tym sytuacja pandemiczna zaczyna mi powoli bokiem wychodzić... (i niestety aparatem mowy także, więc fajnie by się było wyciszyć...)

Zapraszam w imieniu Ani :)


* "braków"? Jakich braków... ;) tak sobie podziergać chcę ;)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Pisz pan, Frywolitki ;)

Szpitalny urobek


Tym samym etap nauki frywolitki igłowej uważam za zamknięty



Następne już powinny być cieńsze. Jest tu oczywiście pierdyliard błędów ale każdy zdefiniowany i wytłumaczony sobie w szczegółach. Teoretycznie nie powinien być powtórzony. Jak będzie, czas pokaże :)
W każdym razie magiczny frywolitkowy Rubikon uważam za przekroczony. Nigdy nie sądziłam, że uda mi się kiedykolwiek w życiu zrobić frywolitkową śnieżynkę. Jeszcze powinnam się nauczyć podwójnych pikotek, ale to w swoim czasie. Chętnie tez zaczęłabym coś bardziej ambitnego :) Jak szaleć to szaleć ;)

Co się tyczy najmłodszego w rodzinie :) to dostałam w darze egzemplarz wyjątkowo absorbujący. Nie śpi w dzień i dużo krzyczy. Znaczy czasu na dzierganie nie ma wcale... Zdarza się, że przez kilka dni z rzędu nie ma nawet czasu aby włączyć komputer. Nic to. Jakoś przetrwamy :) W końcu, jak mawiał klasyk, wszystko przemija- nawet najdłuższa żmija :) Znaczy i mały się kiedyś ucywilizuje ;) Wychodzi z niego cały mój stres ostatniego miesiąca ciąży i szarpania z NFZ-tem. Dzięki ci Polsko... a właściwie (mściwie) nam panująca obecna partio... Dobra, ulało mi się i to tyle w temacie...

Pozdroofka i do następnego!


wtorek, 19 kwietnia 2016

Frywolitkowa wiosna

Zawzięłam się! Jak to? JA nie dam rady??? A właśnie że dam!


Żółtych było siedem, ale dwie poszły do ludzi zanim zostały zdjęte :) Powtarzałam do uśmiechniętej a to dlatego, żeby sobie raz na zawsze utrwalić co robimy w łuczkach i jak łączymy pikotki. Jak się dobrze opanuje podstawy to potem już idzie.
Tymczasowo zawisły na wierzbie ;)




Są grube a to dlatego, że są 'materiałem szkoleniowym'. Na cieńszej nitce źle się uczy. Jak już opanowałam technikę to nadeszła mnie taka refleksja... i dlaczego wcześniej robiłam z tego taki problem? Przecież to takie proste jest...

środa, 12 lutego 2014

Frywolitka igłowa

Okazała się prostsza od czółenkowej i pokochałam ją całym sercem.

Najpierw powstały kolczyki:


Następnie naszyjnik:


I komplet:


I już wiem, że powstaną następne :)
Ba! One już powstają tylko nici mam nieszczegolne.
Nic to. Testuję.
Jak skończę będę mądra ;)

Nie robiłam oficjalnej listy postanowień na 2014 rok, ale tak w środku, w sobie, bardzo chciałam nauczyć się frywolitek i skończyć HAEDa. Frywolitki powoli mogę uznać za odhaczone (choć jeszcze długa droga przede mną), a HAED się dzierga. Będzie w następnym poście.

Dziękuję za wszystkie zyczenia urodzinowe! Te tutaj a także pocztą (JoAnn) i mejlem (Bean). Jesteście kochane!

sobota, 30 listopada 2013

Pomieszanie z poplątaniem :)

U Was już klimaty świąteczne, a ja... zapragnęłam wydziergać dywanik łazienkowy :) Jakoś klimaty świąteczne jeszcze mnie nie biorą. Zresztą własnie taka jestem fiu bzdziu. Nie wiadomo kiedy i co mi "wiunie" w danej chwili. I tak na ten przyklad szał na ozdoby swiąteczne napadł mnie... w wakacje. Wtedy to postanowiłam, że na mojej choince w tym roku zakwitną róże...




Wtedy też powstała zimowa zamotka...


I coś co kiedyś będzie całkiem niecodziennym łańcuchem choinkowym, ale póki co nie jest skończone i "robi" za zamotkę:


Podczas wakacyjnej podroży do Stolicy powstał szalik...


Również w wakacje na Kiermaszu Rękodzieła w Krakowie nabyłam frywolitkowe cudeńka od pani Eugenii Wieczorek. Co to jest za wspaniała kobieta! Każdego kto tylko chciał uczyła frywolitki. Tak wspaniale się rozmawiało, że trudno było odejść od Jej stoiska!




Po powrocie z owego Kiermaszu gnana tęsknotą za pania Eugenią
i niebywałą chęcia frywolenia popełniłam wiekopomne "dzieuo":


Niestety gołym okiem widać, że jeszcze długa przede mną... ehh...


Ale! Gdy pierwszy raz w życiu dziergałam ten element to zeszło mi dwa dni! Teraz - dwie godziny... Jak nic idzie ku lepszemu ;)

Idę kończyć chodnik łazienkowy :)

Pozdroofka!

P.S. WITAM DWIE NOWE OBSERWATORKI!

piątek, 6 lipca 2012

Frywolitkowałam...

Poszłam na zorganizowany kurs, na którym poniosłam koszmarną porażkę! NIC! Normalnie ztumaniałam do reszty! NIC! Kruca, umysł mi się zlasował przez upał, czy jak?
Przyszłam do domu, myślę sobie, Susan, przecież ty łeb masz nie na wszy. Jeszcze tak nie było, żeby tak NIC! Ale na pewno NIC?? Susan, przecież to dzierganie było... a ty NIC??? A ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz?? Na koń nie siadasz???

Spać spokojnie nie mogłam ;)

Następnego dnia przystąpiłam do działania.Rozłożyłam w całym domu literaturę przedmiotu. Włączyłam youtuba. Miłosiernie pominę mocne słowa, od których puchły kocie uszy. Oraz rzucanie różnymi przedmiotami. Niekoniecznie w koty.

Niezbyt imponujący efekt osiągnęłam 2 dni później... DWA DNI!!! Skretyniałam jak nic.
Gdybym brała udział w Tusalu, zapewne wygrałabym w przedbiegach...

Koszmarny krzywulec. Dlaczego go publikuję i się nim chwalę? Publikuję, ponieważ szybko za następny się nie wezmę ;) A nie chwalę się tylko przestrzegam ;)




Po domu biegają mi teraz 2 pary ogromnych uszu, do których przyczepione są koty. Myszy, ani karalucha nie uświadczysz!

Kochane frywolitkujące koleżanki!

Szapoba! Szacun! Jesteście mistrzyniami świata!