Kiedys postanowilam, ze musze zrobic porzadek w moich mulinach. Zakupilam w sklepie z narzedziami potrzebne pudelka na srobki (!) i dwa dni spedzilam na:
- segregowaniu mulin wg producentow,
- wycinaniu tekturek (ktore udaja profesjonalne binki),
- nawijaniu,
- podpisywaniu,
- ukladaniu wg numerow... kazdego producenta z osobna.
Efekt przeszedl moje najglebiej skrywane oczekiwania ;)

I zobaczylam, że to bylo dobre ;)
Nastepnie zabralam sie za wloczki. Choc nie robie ani na szydelku, ani na drutach wloczek mam tysiace. Te, ktore byly do odzysku, siedzialam i caly tydzien prulam, powkladalam kazde do osobnych przezroczystych woreczkow i wlozylam na sam koniec szafy (dlatego bez fotki). Czekają na lepsze czasy (a chodza ostatnio za mna druty nieziemsko!)
To tez okazalo sie dobre ;)
Zabralam sie za dokumenty. Wstyd, ale balagan mialam w nich przeokrutny ;) Posegregowalam w segregatory, poukladalam w specjalnym nam tylko znanym tajnym miejscu ;) To bylo jakies 2 miesiace temu...
... hmmm... widocznie przegielam....
...tydzien szukalam indeksu...
... intensywnie myslac jaki pokrętny system zastosowalam chowajac te wszystkie badziewia!...
... znalazlam... ale w zyciu bym nie przypuszczala, ze TAM bedzie lezal... ;)
P.S. Przepraszam za brak polskich czcionek, ale jak jakas przycisne to zamiast niej jakies nastepne okno wyskakuje. Pewnie znowu jakis "swirus" sie przyplatal...