poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Zwariowałam!

I się zapisałam...


Potrzebuję motywacji. Duuużo motywacji.... Ojjj taaaak...

środa, 22 sierpnia 2012

Cebulkowe Candy


Moje Kju aż piszczy z radości!!!

Powiem Wam gdzie to jest, ale... no wiecie... ;) ;) ;)

Jest!

Wrócił! Kochany mój!!! Wrócił!!!

Zaginiony w akcji! Mój pierwszy i jedyny RR!



Z przepięknie wypełnionym dzienniczkiem! Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo za piękne słowa w pięknych listach!


Domki wróciły w czerwcu, a nie pokazywałam ich z wielu powodów. Po pierwsze czekałam na resztę na innych blogach (bo wiem, że niektóre doszły), a po drugie... hmmm...
Mój zaginiony w akcji gdzieś w Polsce, po dłuuugiej tułaczce wrócił do domu aby... zaginąć ponownie ;) W zagonieniu remontowym schowałam go tak fantastycznie (żeby oczywiście nic mu się nie stało...), że znalazłam go dopiero kilka dni temu ;)
Trzeba sobie powiedzieć uczciwie: jestem bałaganiarą ;)

Kochani! Witam kolejnych Obserwatorów! Cieszę się, że podoba Wam się tu na tyle, aby zostać na dłużej :)

piątek, 17 sierpnia 2012

Szydełkowa nieudolność ludzka...

Małe formy rozochociły mnie na tyle, aby sięgnąć motyką po słońce. Nie wzięłam jednak pod uwagę jednej, podstawowej, zasady zarządzania:


W tym sęk prawdziwy, że ja MYŚLAŁAM, że mam wszystko czego mi będzie potrzeba ;) Widać myślenie również u mnie szwankuje ;)
Wracając jednak do meritum. Otóż motyką były moje umiejętności szydełkowe, a słońcem rozpracowywany przez Maranciaki, a wcześniej przez Osinki, Gwiazda Wostoku.

(powyższe zdjęcia z sieci)

Od razu oczami mej nieco wybujałej wyobraźni, zobaczyłam ją w turkusie! Rzuciłam się na najpiękniejszy turkus w moich zasobach i dziergałam, dziergałam i dziergałam! Aż coś mi zaczęło nie pasić...


Po pierwsze wychodziło nieco grubawe, na pewno nie na letnia bluzeczkę. Po drugie już dwie taśmy wystarczyły na moje rozmiary, a w przepisie trzy były i potem reszta rozpisana analogicznie jak po trzech. Póki co uważałam, że nie jestem zbyt lotna, aby samej cokolwiek przerabiać. Następnie okazało się, że wzór dość żerty jest i może mi włóczki braknąć. Na krótki rękaw ok, ale ta nadawała się tylko na wersję z długim rękawem. Włóczka była wprawdzie kupiona, ale dokupić już jej się nie dało.
Serce troszkę straciłam, ale pomyślałam sobie, Susan, nie takie niepowodzenia masz na swoim koncie- nie zrażaj się. Znalazłam inną w równie pięknym odcieniu turkusu, zważyłam, jest! Robiłam, robiłam... robiłam... Cholerny świat!


W tle widać ostatni motek. No braknie jak nic! Włóczka z odzysku, najmniejszych szans nie ma na to, ze dokupię...
Serce do niej już konkretnie straciłam, rzuciłam w kąt! Dwa miesiące nie dotknęłam, ba! Nawet w tamtą stronę nie patrzyłam. Co w zasięgu wzroku się pokazało szlag konkretny mnie trafiał.

Minęły upały, minął remont... Znalazłam sobie inny cel "szlagtrafiania". Wiadomy kolor w salonie ;) Zaczęłam zatem łaskawszym okiem patrzeć w kierunku Gwiazdy Wostoku... Dokupiłam jakimś cudem brakujący motek do pierwszej i może... kto wie... ;) Wrócę do niej i pokombinuję co nieco? W końcu, kto nie kombinuje ten nie je, tak mawiają niektórzy ;)

To pierwsza moja większa forma i wyciągnęłam z niej dwie "nauki".
Pierwsza- już wiem jak dobrać grubość nitki do pory roku ;)
Druga- waga włóczki bywa zdradliwa- ważniejsza jest jej długość, czyli de facto- grubość.
Człowiek uczy się na błędach ;)

Sprostowanie do remontu:

Żeby nie było, że mam jakiś spaczony gust i maluję mieszkanie na jakieś dziwne kolory ;) pokażę Wam w jakim klimacie jest cała reszta. Więcej nie pokażę, gdyż nie jest to blog wnętrzarski ;)


Naprawdę, zabijcie mnie, nie mam bladego pojęcia dlaczego postanowiliśmy o tej DELIKATNEJ moreli w salonie... Pomroczność jasna jak nic!

Podsumowanie wakacji cz. 2

Czyli krakowski chillout ;)

Uwielbiam Kraków. Trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Kocham! Ubóstwiam! Przepadam!
Niestety w nim nie mieszkam.. już... kiedyś mieszkałam. Spędziłam tam najszczęśliwsze 13 lat swojego życia. Całkiem świadome, bo studenckie i "ciut" po... Ehh... Dobre to były czasy...
Pierwszy mój krakowski rok spędziłam w dzielnicy Kazimierz, która wtedy nie była jeszcze tak znana i modna, po zmroku lepiej było się tam nie zapędzać ;) Do dziś mam przeogromny sentyment do tych miejsc. Zawsze kiedy mam już wszystkiego "po kokardki" i chcę się zresetować, idę sobie tam na spacerek... Na całe szczęście nie wyremontowali go jeszcze tak pięknie i nie wysprzątali dokładnie, dlatego czuć tam ducha historii... Zresztą popatrzcie sami:







Alchemia - kiedyś ulubiona, na równi z Singerem ( w którym za stoliki robią stolikowe maszyny do szycia marki Singer własnie)


Ulica, która każdemu polskiemu turyście dostarcza wiele radości ;) W XXI wieku jest monitorowana ;)"Kupa" to po hebrajsku kasa, kiesa. Kiedyś mieściła się tu kasa krakowskiej gminy żydowskiej, stąd nazwa ulicy.


Obowiązkowe zapiekanki u Endziora ;)


Chwila zadumy na Skałce...


I już bardziej przyziemnie ;


I całkiem współcześnie ;)


I taki to ten Kraków mój-nie-mój...



czwartek, 16 sierpnia 2012

Podsumowanie wakacji cz. 1

Zafundowaliśmy sobie z Osobistym snobistyczne wakacje. Spędziliśmy je bowiem w Erze Kamienia Łupanego ;)


Oczywiście musieliśmy je odbyć w atmosferze skandalu ;)


Bezczelnie wyzyskując maluczkich:


Uzyskaliśmy na ścianie kolor, który można określić jako "wk.. łosoś"...


Ludzie! Ja ich podczas tego remontu tylko na jeden dzień! JEDEN DZIEŃ spuściłam z oczu i pojechałam się czilałtować do Krakowa!

Na cale szczęście zdążyli pomalować tylko jeden pokój...

cdn...