I się zapisałam...
Potrzebuję motywacji. Duuużo motywacji.... Ojjj taaaak...
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
środa, 22 sierpnia 2012
Jest!
Wrócił! Kochany mój!!! Wrócił!!!
Zaginiony w akcji! Mój pierwszy i jedyny RR!
Z przepięknie wypełnionym dzienniczkiem! Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo za piękne słowa w pięknych listach!
Domki wróciły w czerwcu, a nie pokazywałam ich z wielu powodów. Po pierwsze czekałam na resztę na innych blogach (bo wiem, że niektóre doszły), a po drugie... hmmm...
Mój zaginiony w akcji gdzieś w Polsce, po dłuuugiej tułaczce wrócił do domu aby... zaginąć ponownie ;) W zagonieniu remontowym schowałam go tak fantastycznie (żeby oczywiście nic mu się nie stało...), że znalazłam go dopiero kilka dni temu ;)
Trzeba sobie powiedzieć uczciwie: jestem bałaganiarą ;)
Kochani! Witam kolejnych Obserwatorów! Cieszę się, że podoba Wam się tu na tyle, aby zostać na dłużej :)
Zaginiony w akcji! Mój pierwszy i jedyny RR!
Z przepięknie wypełnionym dzienniczkiem! Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo za piękne słowa w pięknych listach!
Domki wróciły w czerwcu, a nie pokazywałam ich z wielu powodów. Po pierwsze czekałam na resztę na innych blogach (bo wiem, że niektóre doszły), a po drugie... hmmm...
Mój zaginiony w akcji gdzieś w Polsce, po dłuuugiej tułaczce wrócił do domu aby... zaginąć ponownie ;) W zagonieniu remontowym schowałam go tak fantastycznie (żeby oczywiście nic mu się nie stało...), że znalazłam go dopiero kilka dni temu ;)
Trzeba sobie powiedzieć uczciwie: jestem bałaganiarą ;)
Kochani! Witam kolejnych Obserwatorów! Cieszę się, że podoba Wam się tu na tyle, aby zostać na dłużej :)
Etykiety:
Hafty,
RR,
Zaginiony w akcji
piątek, 17 sierpnia 2012
Szydełkowa nieudolność ludzka...
Małe formy rozochociły mnie na tyle, aby sięgnąć motyką po słońce. Nie wzięłam jednak pod uwagę jednej, podstawowej, zasady zarządzania:
W tym sęk prawdziwy, że ja MYŚLAŁAM, że mam wszystko czego mi będzie potrzeba ;) Widać myślenie również u mnie szwankuje ;)
Wracając jednak do meritum. Otóż motyką były moje umiejętności szydełkowe, a słońcem rozpracowywany przez Maranciaki, a wcześniej przez Osinki, Gwiazda Wostoku.
(powyższe zdjęcia z sieci)
Od razu oczami mej nieco wybujałej wyobraźni, zobaczyłam ją w turkusie! Rzuciłam się na najpiękniejszy turkus w moich zasobach i dziergałam, dziergałam i dziergałam! Aż coś mi zaczęło nie pasić...
Po pierwsze wychodziło nieco grubawe, na pewno nie na letnia bluzeczkę. Po drugie już dwie taśmy wystarczyły na moje rozmiary, a w przepisie trzy były i potem reszta rozpisana analogicznie jak po trzech. Póki co uważałam, że nie jestem zbyt lotna, aby samej cokolwiek przerabiać. Następnie okazało się, że wzór dość żerty jest i może mi włóczki braknąć. Na krótki rękaw ok, ale ta nadawała się tylko na wersję z długim rękawem. Włóczka była wprawdzie kupiona, ale dokupić już jej się nie dało.
Serce troszkę straciłam, ale pomyślałam sobie, Susan, nie takie niepowodzenia masz na swoim koncie- nie zrażaj się. Znalazłam inną w równie pięknym odcieniu turkusu, zważyłam, jest! Robiłam, robiłam... robiłam... Cholerny świat!
W tle widać ostatni motek. No braknie jak nic! Włóczka z odzysku, najmniejszych szans nie ma na to, ze dokupię...
Serce do niej już konkretnie straciłam, rzuciłam w kąt! Dwa miesiące nie dotknęłam, ba! Nawet w tamtą stronę nie patrzyłam. Co w zasięgu wzroku się pokazało szlag konkretny mnie trafiał.
Minęły upały, minął remont... Znalazłam sobie inny cel "szlagtrafiania". Wiadomy kolor w salonie ;) Zaczęłam zatem łaskawszym okiem patrzeć w kierunku Gwiazdy Wostoku... Dokupiłam jakimś cudem brakujący motek do pierwszej i może... kto wie... ;) Wrócę do niej i pokombinuję co nieco? W końcu, kto nie kombinuje ten nie je, tak mawiają niektórzy ;)
To pierwsza moja większa forma i wyciągnęłam z niej dwie "nauki".
Pierwsza- już wiem jak dobrać grubość nitki do pory roku ;)
Druga- waga włóczki bywa zdradliwa- ważniejsza jest jej długość, czyli de facto- grubość.
Człowiek uczy się na błędach ;)
Sprostowanie do remontu:
Żeby nie było, że mam jakiś spaczony gust i maluję mieszkanie na jakieś dziwne kolory ;) pokażę Wam w jakim klimacie jest cała reszta. Więcej nie pokażę, gdyż nie jest to blog wnętrzarski ;)
Naprawdę, zabijcie mnie, nie mam bladego pojęcia dlaczego postanowiliśmy o tej DELIKATNEJ moreli w salonie... Pomroczność jasna jak nic!
W tym sęk prawdziwy, że ja MYŚLAŁAM, że mam wszystko czego mi będzie potrzeba ;) Widać myślenie również u mnie szwankuje ;)
Wracając jednak do meritum. Otóż motyką były moje umiejętności szydełkowe, a słońcem rozpracowywany przez Maranciaki, a wcześniej przez Osinki, Gwiazda Wostoku.
(powyższe zdjęcia z sieci)
Od razu oczami mej nieco wybujałej wyobraźni, zobaczyłam ją w turkusie! Rzuciłam się na najpiękniejszy turkus w moich zasobach i dziergałam, dziergałam i dziergałam! Aż coś mi zaczęło nie pasić...
Po pierwsze wychodziło nieco grubawe, na pewno nie na letnia bluzeczkę. Po drugie już dwie taśmy wystarczyły na moje rozmiary, a w przepisie trzy były i potem reszta rozpisana analogicznie jak po trzech. Póki co uważałam, że nie jestem zbyt lotna, aby samej cokolwiek przerabiać. Następnie okazało się, że wzór dość żerty jest i może mi włóczki braknąć. Na krótki rękaw ok, ale ta nadawała się tylko na wersję z długim rękawem. Włóczka była wprawdzie kupiona, ale dokupić już jej się nie dało.
Serce troszkę straciłam, ale pomyślałam sobie, Susan, nie takie niepowodzenia masz na swoim koncie- nie zrażaj się. Znalazłam inną w równie pięknym odcieniu turkusu, zważyłam, jest! Robiłam, robiłam... robiłam... Cholerny świat!
W tle widać ostatni motek. No braknie jak nic! Włóczka z odzysku, najmniejszych szans nie ma na to, ze dokupię...
Serce do niej już konkretnie straciłam, rzuciłam w kąt! Dwa miesiące nie dotknęłam, ba! Nawet w tamtą stronę nie patrzyłam. Co w zasięgu wzroku się pokazało szlag konkretny mnie trafiał.
Minęły upały, minął remont... Znalazłam sobie inny cel "szlagtrafiania". Wiadomy kolor w salonie ;) Zaczęłam zatem łaskawszym okiem patrzeć w kierunku Gwiazdy Wostoku... Dokupiłam jakimś cudem brakujący motek do pierwszej i może... kto wie... ;) Wrócę do niej i pokombinuję co nieco? W końcu, kto nie kombinuje ten nie je, tak mawiają niektórzy ;)
To pierwsza moja większa forma i wyciągnęłam z niej dwie "nauki".
Pierwsza- już wiem jak dobrać grubość nitki do pory roku ;)
Druga- waga włóczki bywa zdradliwa- ważniejsza jest jej długość, czyli de facto- grubość.
Człowiek uczy się na błędach ;)
Sprostowanie do remontu:
Żeby nie było, że mam jakiś spaczony gust i maluję mieszkanie na jakieś dziwne kolory ;) pokażę Wam w jakim klimacie jest cała reszta. Więcej nie pokażę, gdyż nie jest to blog wnętrzarski ;)
Naprawdę, zabijcie mnie, nie mam bladego pojęcia dlaczego postanowiliśmy o tej DELIKATNEJ moreli w salonie... Pomroczność jasna jak nic!
Etykiety:
Szydełko
Podsumowanie wakacji cz. 2
Czyli krakowski chillout ;)
Uwielbiam Kraków. Trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Kocham! Ubóstwiam! Przepadam!
Niestety w nim nie mieszkam.. już... kiedyś mieszkałam. Spędziłam tam najszczęśliwsze 13 lat swojego życia. Całkiem świadome, bo studenckie i "ciut" po... Ehh... Dobre to były czasy...
Pierwszy mój krakowski rok spędziłam w dzielnicy Kazimierz, która wtedy nie była jeszcze tak znana i modna, po zmroku lepiej było się tam nie zapędzać ;) Do dziś mam przeogromny sentyment do tych miejsc. Zawsze kiedy mam już wszystkiego "po kokardki" i chcę się zresetować, idę sobie tam na spacerek... Na całe szczęście nie wyremontowali go jeszcze tak pięknie i nie wysprzątali dokładnie, dlatego czuć tam ducha historii... Zresztą popatrzcie sami:
Alchemia - kiedyś ulubiona, na równi z Singerem ( w którym za stoliki robią stolikowe maszyny do szycia marki Singer własnie)
Ulica, która każdemu polskiemu turyście dostarcza wiele radości ;) W XXI wieku jest monitorowana ;)"Kupa" to po hebrajsku kasa, kiesa. Kiedyś mieściła się tu kasa krakowskiej gminy żydowskiej, stąd nazwa ulicy.
Obowiązkowe zapiekanki u Endziora ;)
Chwila zadumy na Skałce...
I już bardziej przyziemnie ;
I całkiem współcześnie ;)
I taki to ten Kraków mój-nie-mój...
Uwielbiam Kraków. Trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Kocham! Ubóstwiam! Przepadam!
Niestety w nim nie mieszkam.. już... kiedyś mieszkałam. Spędziłam tam najszczęśliwsze 13 lat swojego życia. Całkiem świadome, bo studenckie i "ciut" po... Ehh... Dobre to były czasy...
Pierwszy mój krakowski rok spędziłam w dzielnicy Kazimierz, która wtedy nie była jeszcze tak znana i modna, po zmroku lepiej było się tam nie zapędzać ;) Do dziś mam przeogromny sentyment do tych miejsc. Zawsze kiedy mam już wszystkiego "po kokardki" i chcę się zresetować, idę sobie tam na spacerek... Na całe szczęście nie wyremontowali go jeszcze tak pięknie i nie wysprzątali dokładnie, dlatego czuć tam ducha historii... Zresztą popatrzcie sami:
Alchemia - kiedyś ulubiona, na równi z Singerem ( w którym za stoliki robią stolikowe maszyny do szycia marki Singer własnie)
Ulica, która każdemu polskiemu turyście dostarcza wiele radości ;) W XXI wieku jest monitorowana ;)"Kupa" to po hebrajsku kasa, kiesa. Kiedyś mieściła się tu kasa krakowskiej gminy żydowskiej, stąd nazwa ulicy.
Obowiązkowe zapiekanki u Endziora ;)
Chwila zadumy na Skałce...
I już bardziej przyziemnie ;
I całkiem współcześnie ;)
I taki to ten Kraków mój-nie-mój...
czwartek, 16 sierpnia 2012
Podsumowanie wakacji cz. 1
Zafundowaliśmy sobie z Osobistym snobistyczne wakacje. Spędziliśmy je bowiem w Erze Kamienia Łupanego ;)
Oczywiście musieliśmy je odbyć w atmosferze skandalu ;)
Bezczelnie wyzyskując maluczkich:
Uzyskaliśmy na ścianie kolor, który można określić jako "wk.. łosoś"...
Ludzie! Ja ich podczas tego remontu tylko na jeden dzień! JEDEN DZIEŃ spuściłam z oczu i pojechałam się czilałtować do Krakowa!
Na cale szczęście zdążyli pomalować tylko jeden pokój...
cdn...
Oczywiście musieliśmy je odbyć w atmosferze skandalu ;)
Bezczelnie wyzyskując maluczkich:
Uzyskaliśmy na ścianie kolor, który można określić jako "wk.. łosoś"...
Ludzie! Ja ich podczas tego remontu tylko na jeden dzień! JEDEN DZIEŃ spuściłam z oczu i pojechałam się czilałtować do Krakowa!
Na cale szczęście zdążyli pomalować tylko jeden pokój...
cdn...
Etykiety:
Pół serio-pół żartem,
Prywatnie
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















