piątek, 24 lutego 2012

1%

Każdego roku zanudzam Was prośbami o pomoc dla Asi Zakolskiej. To naprawdę wspaniała osoba... W tym roku minie 4 lata od wypadku. Pani doktor prawa konstytucyjnego, która, gdyby była zdrowa, pewnie teraz... Ale cóż znaczą tytuły naukowe, jeśli teraz walczy się o to, aby znów zacząć mówić... Asia to naprawdę jedna z bardziej wartościowych kobiet jakie znam, a los... Wyjątkowo skopał ja po d***e. A ten, który przysięgał Jej w zdrowiu i chorobie... Ehhh.

Wspomóżcie Ja 1%, a jeśli już komuś go przekazaliście, wspomóżcie Asię jakimś datkiem. Każda złotówka jest tu naprawdę bardzo dobrze wykorzystana, za co ręczę osobista głową.



Bardzo Wam dziękuję za każdą dokonana wpłatę. Naprawdę...

czwartek, 23 lutego 2012

Co to jest zobowiązanie?

To jest coś na co się człowiek w przypływie pomrocznosci jasnej huraoptymistycznie zgodzi, a potem zaposiada koszmary senne pt: "omójbożecobędziejakniezdążę" ;) ;) ;)

Powstało zatem:


I powiem Wam, że całkiem fajnie się dziergało ;) Dziergałam go już kiedyś
Obrazek jest niemiłosiernie wymiętolony, ale później będzie posiadał znak towarowy zastrzeżony (R) czyli wszelkie dane osobowe. Zatem do zamieszczenia na blogu publicznym jedynie teraz.

P.S. Witam nowe Obserwatorki!

piątek, 17 lutego 2012

Dom bez Kota to głupota ;)


Kocham te moje Futerkowe Sierściuszki!

wtorek, 14 lutego 2012

"Walentynki" czy może "walę tynki"?

To święto ma tylu zwolenników co i przeciwników. Nie mnie oceniać, gdyż ani mnie ono "gziębi ani zieje", że tak zacytuję moje Guru_od_humoru ;)
W czasach młodości ;) należałam raczej do ludzi czynu, czyli tych walących tynki.
A teraz...
Teraz też, tyle tylko, że czyn się był zmienił i zamiast tynków pojawiło się w mym życiu szydełko. Nie oznacza to jednak, ze zaprzestałam tynków, o nie. Polecam Wam książkę, w której za pomoca szydełka runął nawet spory mur ;)

Ostatnio na szydełku działałam w czasach szkoły podstawowej i muszę powiedzieć, że było to trochę lat temu... Wtedy aż tak bardzo mnie szydełko nie porwało. Niemniej jakis czas temu znalazłam stronę Dorotkii ... i wpadłam po uszy.

Ale ponoć chcieć to móc...
Móc jak móc...
Koślawce to zawsze móc ... tyle, że nie chcieć ;)
Wczoraj zaprzestałam maślanych oczu i przystąpiłam do czynu.
Pierwsze śliwki robaczywki.

Czego tu nie ma! Jest czerwone serduszko, cukiereczki, szydełkowe koślawce i styropian (ten co podtrzymuje mur) ;)


Strach się bać! W planach mam bluzeczkę...

poniedziałek, 13 lutego 2012

Jak dobrze (?) wstać skoro świt...

Kochani.
Tak się stało w moim nie takim znów krótkim i nie tak może straszliwie burzliwym życiu ;), że poprawiając sobie warunki bytowe, pogorszyłam sobie warunki dojazdowe.
W życiu podobno zawsze jest coś za coś...
Niemniej uważam, ze wstawanie o 5 rano to lekka przesada jest jednak. Zwłaszcza, że powroty następują daleko po zmroku. Efekt taki w dużym stopniu uzyskałam korzystając z uprzejmości Polskich Kolei Państwowych (w skrócie - PKP), które to one postanowiły przenieść mi najwygodniejszy pociąg godzinę wcześniej...

Czujecie? - G O D Z I N Ę!

Co to jest rano 5 minut to każdy wie. Niekoniecznie trzeba być sową, żeby dokonać tak epokowego odkrycia, że jednak czas rano płynie dużo szybciej. Jak się tak jeszcze człowiek zawiesi nad kawą to może być klapa najnormalniej. A tu radośnie godzina

Wracając jednak do meritum. Co czuję i co mi się ciśnie na usta po usłyszeniu radosnego świergotu budzika o tejże PIĄTEJ rano nie nadaje się jednak ani do druku, ani do uszu osób postronnych. Jeśli zatem do tejże godziny dojdzie sobie taki mrozik, bagatelka MINUS DWADZIEŚCIA PIĘĆ stopni, no to sami powiedzcie. Moc słów musi byc dobrana odpowiednio do mocy mrozu.
Czyż nie?
Oczywiście korzystam z uprzejmości usługi o wdzięcznej nazwie "funkcja drzemka" ale umówmy się. Co człowieka uratuje rano, przypominam, o 5 rano w obliczu mrozu. NIC otóż.

Ja się zimą nie rozwijam.
Ja się zimą zwijam.
I zawijam czym mogę.
Przeczekuję.
Do ferii.
Normalnie odcinam centymetr krawiecki.
Normalnie jakby mi ktoś zaproponował zima wyjazd w góry to zabiłabym.
Wzrokiem.

Po powrocie z pracy jestem tak padnięta, że oprócz prac domowych które muszę, nic innego nie robię. Padam na pyszczek i hibernuję. Tyle tylko, ze z racji starości nie wygladam tak słodko jak ten tu jeden z Kotburgera ;)


Dlatego hafcik, który kiedyś powstałby w 2 dni (lub 1) powstawał MIESIĄC.

Kochani. Otóż.
To jest mój PROTEST- PIKCZER ;). Moje osobiste NIE - dla wstawania o 5 rano!


Jak widać tekst zamieszczony na owym PRECZU nawiązuje do klasyki słowa. Wszelkie podobieństwo jest jak najbardziej zamierzone ;)


(znalezione na blogu Majdawel)

A teraz mam ferie... I zamierzam leżeć na dowolnie wybranym boku. Stać z kubkiem kawy przy oknie, patrzyć na zimę za oknem i... nic jej nie pokazywać ;)
I DZIERGAĆ, DZIERGAĆ, DZIERGAĆ!

Ot, takie malutkie przyjemności dnia codziennego...

Starość nie radość

Młodość nie wieczność, jak mawiają starzy Górale ;)

Przynajmniej emerytura coraz bliżej... ;) ;) ;)

Taki piękny prezent dostałam od mojej dobrej znajomej z tzw reala - Majaleny


Korale są niesamowite! Dopracowane w najmniejszych szczegółach! Piękne! (zdjęcie pochodzi z bloga Madzi

DZIĘKUJĘ!!!

Majalena i Jej Rodzina zajmują naprawdę szczególne miejsce w moim sercu. Naprawdę nie wiem gdzie bym dziś była i co bym robiła, gdybym w pewnym momencie swojego życia nie spotkała ich na mojej drodze...
Kochani! Dziękuję nie tylko za korale, ale ... za wszystko!