sobota, 19 kwietnia 2014

Serwetka do koszyka

Wydziergana w ubiegłym roku przydała się dziś jak znalazł :)


Może chińskie są ładniejsze, ale ta jest moja! ;)


(mój aparat nadaje się na złom...)

Dziergana z kordonka merceryzowanego (muza) w całosci w miejscach publicznych.

Tak sobie właśnie pomyślałam, że to może juz nudne, że ja tak ciągle piszę o tym dzierganiu w miejscach publicznych, ale to najprawdziwsza prawda ;) Ostatnio na jakimś blogu zobaczyłam banerek, który postanowiłam sobie skopiować (przyznać sie proszę od kogo odgapiłam)


Bardzo mnie chwycił za serce! Po prawdzie nie wiem czy nie jestem staruszką ;) Niby (piękna) czterdziestoletnia kobieta to nie próchno i chlor, ale konia z rzędem jak ta sytuacja wygląda z perspektywy dziesięciolatka!

P.S. Majaleno i Olu dziekuję za dary! Dla Was kwiatuszek, który zakwitł u mnie :)


Pozdrawiam wielkanocnie!

czwartek, 17 kwietnia 2014

SAL Wielkanocny cz. 3 i ostatnia

Skończył się on w Niedzielę Palmową, ale niestety nie wyrobiłam się
(jak zwykle...)
Na moje usprawiedliwienie niech będą zdjęcia.

Ostatnio ostrzegałam, że mam trzeci wzór i nie zawaham się go użyć ;)
Tak było, ale czasu na dzierganie było tyle co kot napłakał.
Delegacje, delegacje, delegacje...
Niemniej dzieło ukończono:


Nawet udało się uwiecznić prawie idealnie kolor, który w świetle dziennym był nie do uchwycenia:


W calości dziergany w miejscach publicznych, regularnie odbywał długie podróże do Krakowa i z powrotem. Wybrał sie też na kilka wycieczek:

Pojechał do Nałęczowa i bardzo sie mu podobało:


Zastanawiał się nawet czy nie zostać tam na dłużej bo taki fajny tam klimat ;)(do dziergania)

(nie wymazywałam nr tel. niech ma ;) )

Pojechał do Kazimierza Dolnego nad Wisłą, gdzie przepłynął się statkiem,
i wylazł na Gorę Trzech Krzyży:



Pooglądał tamtejszy zamek:


Zlazł na rynek i pogadał z psami (jak człowiek z człowiekiem)


Posiedział w knajpie Pod Psem:


Bardzo mu się tam podobało (tyle, że nie podziergał) ;)

Następnie pojechał do Puław i usiadł pod świątynią Sybilli (gdzie zapłakał ze zmęczenia).


Nie przeszkodziło mu to jednak podpełznąć do wspaniałej siedziby Czartoryskich:


Po krótkim odpoczynku ruszyl dalej. Kierunek - Lublin:
Pooglądał zamek:


Żeby nie paść z glodu posilił sie regionalnym cebulakiem:


Popodziwiał pięknie wydziergane kamienice i balkony:



Zahaczył o wielki świat POLITYKI, obaczając dom p. Palikota:


Być może widział też domy członków zespołu Bajm i Budki Suflera, ale nie był świadomy ;)

Wysłuchał wielu, wielu podań, legend i prawdziwych opowieści o ludziach, którzy tam drzewiej mieszkali, bowiem zwiedzał wszystkie te miejsca z różnymi przewodnikami. A oni opowiadali barwnie oj barwnie...!

Potem jeszcze jeden dzień poszlajał sie po wąwozach:


Na koniec pojechał do Bałtowa! Ojojoj czego tam nie widział! Prze-super miejsce do wypadu z rodziną. Moim osobistym faworytem jest Prehistoryczne Oceanarium 3D! Jaaaaa!!! Jak jestem stara baba tak tam na powrot stałam się dzieckiem ;)


Zdjęć mogło być więcej, ale i ja i blogger mamy swoje limity, a chciałam zawrzeć wszystko w jednym poście. Oj pracowity miałam kwiecień...

Dziś ładnie wyprałam jaja (sic!) wyprasowałam ;) i pognałam do oprawcy.
Oj sponiewierał mnie cenowo, sponiewierał. Oj drogie sobie hobby wybrałam, oj oj...
Nic to. Mężnie przyjęłam na klatę, tyle, że oprawca nie zdąży oprawić przed świętami i będa po. Trudno. I tak święta spędzam na gościnnych występach, więc w domu by je oglądały koty (za takie pieniądze!!! ohhh!)

Przed wyjściem wszystkie wyglądały tak:


Uff... to juz wszystko. Kto dotrwał temu wielkie gratulacje i uściski ;)
Mam wielkie zaleglości w blogowaniu i czytaniu blogów. Może w święta...

Kochani!

ZDROWYCH SPOKOJNYCH, UŚMIECHNIETYCH
I ZADZIERGANYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY.
Niech każdy spedzi je sobie jak chce...