Pamiętacie jak pytałam co to za owocki? Przywiozłam sobie z Chorwacji nasionka, które wyrosły. Długo kopałam w necie i znalazłam! To drzewo truskawkowe vel drzewo poziomkowe. Owoce są jak najbardziej jadalne, a krzewy z powodzeniem można hodować w warunkach domowych.
Ale fajnie!
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 sierpnia 2014
czwartek, 10 maja 2012
Syrop z sosny
Robiłam go po raz pierwszy w życiu. Skorzystałam z pierwszego przepisu jaki wyświetliło Google, a mianowicie z przepisu Pauli
Coś chyba jednak schrzaniłam, bo w kolorze i konsystencji "nieco" się różnią... Mój jest ledwo słomkowy. Nic to, w smaku czuć sosnę aż w uszy idzie ;)
Co w nim jest takiego szczególnego, że aż pochwaliłam się nim na blogu?
Otóż jest wykonany w całości z moich prywatnych sosen rosnących w moim prywatnym Kju!
Miałam jeszcze ochotę na syrop z mniszka, ale chyba nie zdążę. Mlecze już przekwitły, albo własnie przekwitają, a ja w ten weekend pracuję. Za tydzień już może być po ptokach
Coś chyba jednak schrzaniłam, bo w kolorze i konsystencji "nieco" się różnią... Mój jest ledwo słomkowy. Nic to, w smaku czuć sosnę aż w uszy idzie ;)
Co w nim jest takiego szczególnego, że aż pochwaliłam się nim na blogu?
Otóż jest wykonany w całości z moich prywatnych sosen rosnących w moim prywatnym Kju!
Miałam jeszcze ochotę na syrop z mniszka, ale chyba nie zdążę. Mlecze już przekwitły, albo własnie przekwitają, a ja w ten weekend pracuję. Za tydzień już może być po ptokach
niedziela, 6 maja 2012
Moja mała pustelnia...
... czyli wiosna w Kju.
I po raz pierwszy, nigdzie wcześniej nie publikowana... Wasza Suzzie w 3D ;)
Pozdrawiam weekendowo... jeszcze!
I po raz pierwszy, nigdzie wcześniej nie publikowana... Wasza Suzzie w 3D ;)
Pozdrawiam weekendowo... jeszcze!
środa, 25 maja 2011
Roztoczańskie krze...
Rownież przed świętami (o ludzie!!!) wizytowałam Roztoczański Park Narodowy oraz bardzo szeroko rozumiane okolice ;)
Widac przede mną juz nasi musieli tu być ;) Haft krzyżykowy na basenie w Horyńcu Zdroju ;)
Zwierzyniec
Niestety nieczynny... ;(
No dobra wizytówkowe miejsca tez zwiedzałam ;)
Tam jest kościół i w Boże Ciało odbywa się procesja na łodziach dookoła jeziora! Nieźli są...
W tym roku w moim prywatnym Kew Gardens pojawi się altana. To wyjaśnia, dlaczego wszędzie gdzie mogę szukam inspiracji i natchnienia ;)
Następnie był Zamość:
Łańcut
I Sandomierz. Niestety zdjęcie mam tylko jedno i w dodatku ocenzurowane ;)
Pięknie było!!! Pierwszy raz tam byłam i juz wiem, ze w kilka miejsc powrócę... Taki Sandomierz na ten przykład! Coś pieknego! Kto jeszcze nie był niech natychmiast wsiada w samochód i jedzie ;) Polecam bo warto!
Widac przede mną juz nasi musieli tu być ;) Haft krzyżykowy na basenie w Horyńcu Zdroju ;)
Zwierzyniec
Niestety nieczynny... ;(
No dobra wizytówkowe miejsca tez zwiedzałam ;)
Tam jest kościół i w Boże Ciało odbywa się procesja na łodziach dookoła jeziora! Nieźli są...
W tym roku w moim prywatnym Kew Gardens pojawi się altana. To wyjaśnia, dlaczego wszędzie gdzie mogę szukam inspiracji i natchnienia ;)
Następnie był Zamość:
Łańcut
I Sandomierz. Niestety zdjęcie mam tylko jedno i w dodatku ocenzurowane ;)
Pięknie było!!! Pierwszy raz tam byłam i juz wiem, ze w kilka miejsc powrócę... Taki Sandomierz na ten przykład! Coś pieknego! Kto jeszcze nie był niech natychmiast wsiada w samochód i jedzie ;) Polecam bo warto!
piątek, 27 sierpnia 2010
Wspomnienia z wakacji
Bardzo Wam dziękuję za wsparcie po odejciu Gryzeldy... To bardzo ważne.
Ten post napisałam zaraz po powrocie z urlopu, jednak złosliwosć aparatu który nie chcial oddac zdjęć i późniejsze wydarzenia spowodowały, że publikuję go dopiero teraz.
Urlop był krótki, jak to urlopy mają w zwyczaju ;) Ile by nie trwał zawsze będzie krotki. Zaplanowany był co do najmniejszego szczegółu ale jak to w życiu bywa… hmm… pogoda popsuła szyki.
Plan był taki: 4 dni Władysławowo, potem Kołobrzeg i Ogrody w Dobrzycy, potem odwiedziny Rodziny w okolicach Świnoujścia.
Władysławowo było strzałem w 10. Pogoda jak drut! Kobiety lubią brąz i kobiety miały brąz, a nawet czerwień i inne odcienie pośrednie ;) Trzeciego dnia wybraliśmy się z mężem rowerami do Helu… jakieś 40 km bo jeszcze kręciliśmy się po okolicy… Okolice przepiękne! Wzdłuż całego Półwyspu Helskiego jest ścieżka rowerowa i jedzie się jak po masełku brzegiem morza! Bajka! Niestety dla kogoś takiego jak ja, mającego siedzący tryb pracy… hmmm… dość powiedzieć, że okolice „okołopupia” … no cóż… Ale warto było ;) Jednak z powrotem wróciliśmy Pekapem nie wiedzieć czemu ;)
Nadmorski Park Krajobrazowy zaliczam na poczet odfajkowanych:

Następnego dnia zachmurzyło się i trochę popadało. Wprowadziłam w życie „Plan B”. Jak pisałam zabrałam ze sobą parę rozgrzebanych haftów. Zatem „Wiosna” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:

Następnego dnia w planie była teleportacja do Kołobrzegu i dalej do Hortulus w Dobrzycy. W tym momencie diabeł ogonem nasz urlop nakrył!!! Od tego momentu wszystkie plany jeden po drugim brały w łeb! O jaka ja byłam nieszczęśliwa!!!
Otóż zaraz jak wyjechaliśmy z Władysławowa do Gdyni otwarło się niebo i wylało cała wodę jaką w sobie miało… Lało całą drogę z Gdyni do Kołobrzegu. I to lało tak potężnie i wiało tak okrutnie, ze łamało drzewa… Nawet w Wiadomościach o tym mówili. Jasny szlag! Nie tracąc nadziei, z duszą na ramieniu jednak przedostaliśmy się do Dobrzycy. Dostać się tam… no cóż bardzo trudno jest jak się nie ma własnego środka transportu i tylko liczy na publiczny. A liczyć na publiczny musieliśmy, gdyż 2 dni przed wyjazdem jakiś pan oślepiony słońcem wjechał nam w diup.
Dojechaliśmy. Weszliśmy do sklepu zaopatrzyliśmy się w płaszcze przeciwdeszczowe a tu zonk!!! Ogrody zamknięte z powodu zalania!!! Ogród japoński a w zasadzie oczko wystąpiło z brzegów! Jasny szlag!!!
Co ja się naprosiłam tych ludzi :
- biorąc na litość (taki szmat drogi przebyliśmy)
- oraz podstępem (zakupimy u Państwa kalosze w cenie bardzo drastycznej)
- znowu litością (napiszemy oświadczenie, ze wchodzimy na własną odpowiedzialność a jak się utopimy zrezygnujemy z odszkodowania ;) )
Jedyne ustępstwo na jakie poszli to pozwolili obejść naokoło i porobić kilka zdjęć przez szpary w ogrodzeniach… Dali nam także pana anioła stróża, który pilnował, żebyśmy jednak się nie pomylili i nie weszli przez czysty przypadek, no bo przecież nie specjalnie ;) ;) ;)
Opłakane (bardzo dosłownie) efekty tego spaceru widać poniżej :





A mnie, tak samo jak i Wam, pozostaje tylko spacer wirtualny
No chyba, że ktoś poczuł się w jakiś sposób zachęcony i zapragnie pojechać. Trudno powiedzieć czy polecam (buuu!) ale z tendencją na „tak”. Ja w każdym razie kiedyś je zobaczę (cholera jasna!)
Tego samego dnia przedostaliśmy się w okolice Świnoujścia. Następnego dnia pogoda jak drut!!! Holender jasny złośliwy jeden!!! Słoneczko, fakt, że i wiaterek ale jednak NIE padało!!! Podłość (ludzka?) nie zna granic!
Na znak protestu wcielałam w życie drugą część „Planu B”.
„Jesień” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:

Tym samym wszystkie Cztery Pory Roku czekają na wypranie i oprawców.
Potem pospacerowalismy troszkę po Puszczy Goleniowskiej
Reszta w następnym poście.
Ten post napisałam zaraz po powrocie z urlopu, jednak złosliwosć aparatu który nie chcial oddac zdjęć i późniejsze wydarzenia spowodowały, że publikuję go dopiero teraz.
Urlop był krótki, jak to urlopy mają w zwyczaju ;) Ile by nie trwał zawsze będzie krotki. Zaplanowany był co do najmniejszego szczegółu ale jak to w życiu bywa… hmm… pogoda popsuła szyki.
Plan był taki: 4 dni Władysławowo, potem Kołobrzeg i Ogrody w Dobrzycy, potem odwiedziny Rodziny w okolicach Świnoujścia.
Władysławowo było strzałem w 10. Pogoda jak drut! Kobiety lubią brąz i kobiety miały brąz, a nawet czerwień i inne odcienie pośrednie ;) Trzeciego dnia wybraliśmy się z mężem rowerami do Helu… jakieś 40 km bo jeszcze kręciliśmy się po okolicy… Okolice przepiękne! Wzdłuż całego Półwyspu Helskiego jest ścieżka rowerowa i jedzie się jak po masełku brzegiem morza! Bajka! Niestety dla kogoś takiego jak ja, mającego siedzący tryb pracy… hmmm… dość powiedzieć, że okolice „okołopupia” … no cóż… Ale warto było ;) Jednak z powrotem wróciliśmy Pekapem nie wiedzieć czemu ;)
Nadmorski Park Krajobrazowy zaliczam na poczet odfajkowanych:

Następnego dnia zachmurzyło się i trochę popadało. Wprowadziłam w życie „Plan B”. Jak pisałam zabrałam ze sobą parę rozgrzebanych haftów. Zatem „Wiosna” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:

Następnego dnia w planie była teleportacja do Kołobrzegu i dalej do Hortulus w Dobrzycy. W tym momencie diabeł ogonem nasz urlop nakrył!!! Od tego momentu wszystkie plany jeden po drugim brały w łeb! O jaka ja byłam nieszczęśliwa!!!
Otóż zaraz jak wyjechaliśmy z Władysławowa do Gdyni otwarło się niebo i wylało cała wodę jaką w sobie miało… Lało całą drogę z Gdyni do Kołobrzegu. I to lało tak potężnie i wiało tak okrutnie, ze łamało drzewa… Nawet w Wiadomościach o tym mówili. Jasny szlag! Nie tracąc nadziei, z duszą na ramieniu jednak przedostaliśmy się do Dobrzycy. Dostać się tam… no cóż bardzo trudno jest jak się nie ma własnego środka transportu i tylko liczy na publiczny. A liczyć na publiczny musieliśmy, gdyż 2 dni przed wyjazdem jakiś pan oślepiony słońcem wjechał nam w diup.
Dojechaliśmy. Weszliśmy do sklepu zaopatrzyliśmy się w płaszcze przeciwdeszczowe a tu zonk!!! Ogrody zamknięte z powodu zalania!!! Ogród japoński a w zasadzie oczko wystąpiło z brzegów! Jasny szlag!!!
Co ja się naprosiłam tych ludzi :
- biorąc na litość (taki szmat drogi przebyliśmy)
- oraz podstępem (zakupimy u Państwa kalosze w cenie bardzo drastycznej)
- znowu litością (napiszemy oświadczenie, ze wchodzimy na własną odpowiedzialność a jak się utopimy zrezygnujemy z odszkodowania ;) )
Jedyne ustępstwo na jakie poszli to pozwolili obejść naokoło i porobić kilka zdjęć przez szpary w ogrodzeniach… Dali nam także pana anioła stróża, który pilnował, żebyśmy jednak się nie pomylili i nie weszli przez czysty przypadek, no bo przecież nie specjalnie ;) ;) ;)
Opłakane (bardzo dosłownie) efekty tego spaceru widać poniżej :





A mnie, tak samo jak i Wam, pozostaje tylko spacer wirtualny
No chyba, że ktoś poczuł się w jakiś sposób zachęcony i zapragnie pojechać. Trudno powiedzieć czy polecam (buuu!) ale z tendencją na „tak”. Ja w każdym razie kiedyś je zobaczę (cholera jasna!)
Tego samego dnia przedostaliśmy się w okolice Świnoujścia. Następnego dnia pogoda jak drut!!! Holender jasny złośliwy jeden!!! Słoneczko, fakt, że i wiaterek ale jednak NIE padało!!! Podłość (ludzka?) nie zna granic!
Na znak protestu wcielałam w życie drugą część „Planu B”.
„Jesień” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:

Tym samym wszystkie Cztery Pory Roku czekają na wypranie i oprawców.
Potem pospacerowalismy troszkę po Puszczy Goleniowskiej
Reszta w następnym poście.
czwartek, 15 lipca 2010
Ogrodowy weekend rozmaitości cz. 3
Była proza, potem poezja, teraz czas na 'tfurczosć' własną... 'From the mountain' bardzo przepraszam ;) ;) ;)
Z Ogrodu Botanicznego do Ogrodu Ujazdowskiego prowadzi kładka, wzdłóz której jest niby to zwykła rabatka...

Lecz jak się jej tak bliżej przyjrzeć...




... można zobaczyć przesłanie dla kosmitow... WWRRRÓÓÓĆĆ! Dla samolotow ofkors ;)
Dla tych, którzy nie znają Warszawy od strony ogrodów: wzdłuż Alei Ujazdowskich znajdują się obok siebie 3 wielkie parki. Pierwszy, ktorego nazwa sprawia najwiecej radosci obcokrajowcom - Łazienki, następnie Ogród Botaniczny, dalej kladka nad jakąs okrutnie ruchliwa ulicą i Park Ujazdowski (w dwóch częsciach). Z braku czasu zwiedzilam tylko jedną. Parki te w sobotnie popołudnie były prawie calkowicie wyludnione. Jako, że poruszam sie po nieznanych mi miejscach zazwyczaj kompletnie bez planu miasta, za główne źrodło informacji sluży mi przyslowiowy 'koniec języka'. I tak też dowiedziałam się o drugiej częci Parku Ujazdowskiego, że piekny, że stare domy, że warto odwiedzić, ale, tu cytat "Pani, nie samej bo tam strasznie torebki wyrywają". No to nie poszłam, zeresztą czas mnie okrutnie gonił. Będzie okazja za rok ;)
Zreszta już ta pierwsza częsć zachęca do tego, zeby tam jeszcze wrocić. Zobaczcie sami...






I skwerek z rzeźba dla dorosłych, nieletnich uprasza się o zamknięcie oczu ;) ;) ;)

I ostatni rzut oka przed wyjciem

Jeszcze chwila i zamienię sie w warszawską syrenkę ;)

Zachęcam Wszystkich, ktorzy odwiedzaja Stolicę do odwiedzenia tych sąsiadujących ze sobą parków. A moze i rdzennych mieszkańców, na codzień zagonionych, na chwilę oddechu w zielonej oazie? Z doswiadczenia wiem, że własnego miasta można nie doceniać i nie widzieć jego uroku. Dopiero spojrzenie z zewnątrz jest kierunkowskazem ;)
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Miło, ze posty nie-dziergacze też wywołują chęć komentowania ;)
Udręczonych moimi ogrodami uspokajam: dzierga się ;)i to sporo ;) i się fajną dzierganą rzecz w podroży kupiło, ale o tym jak opuscimy 'Miejsce'...
Z Ogrodu Botanicznego do Ogrodu Ujazdowskiego prowadzi kładka, wzdłóz której jest niby to zwykła rabatka...

Lecz jak się jej tak bliżej przyjrzeć...




... można zobaczyć przesłanie dla kosmitow... WWRRRÓÓÓĆĆ! Dla samolotow ofkors ;)
Dla tych, którzy nie znają Warszawy od strony ogrodów: wzdłuż Alei Ujazdowskich znajdują się obok siebie 3 wielkie parki. Pierwszy, ktorego nazwa sprawia najwiecej radosci obcokrajowcom - Łazienki, następnie Ogród Botaniczny, dalej kladka nad jakąs okrutnie ruchliwa ulicą i Park Ujazdowski (w dwóch częsciach). Z braku czasu zwiedzilam tylko jedną. Parki te w sobotnie popołudnie były prawie calkowicie wyludnione. Jako, że poruszam sie po nieznanych mi miejscach zazwyczaj kompletnie bez planu miasta, za główne źrodło informacji sluży mi przyslowiowy 'koniec języka'. I tak też dowiedziałam się o drugiej częci Parku Ujazdowskiego, że piekny, że stare domy, że warto odwiedzić, ale, tu cytat "Pani, nie samej bo tam strasznie torebki wyrywają". No to nie poszłam, zeresztą czas mnie okrutnie gonił. Będzie okazja za rok ;)
Zreszta już ta pierwsza częsć zachęca do tego, zeby tam jeszcze wrocić. Zobaczcie sami...






I skwerek z rzeźba dla dorosłych, nieletnich uprasza się o zamknięcie oczu ;) ;) ;)

I ostatni rzut oka przed wyjciem

Jeszcze chwila i zamienię sie w warszawską syrenkę ;)

Zachęcam Wszystkich, ktorzy odwiedzaja Stolicę do odwiedzenia tych sąsiadujących ze sobą parków. A moze i rdzennych mieszkańców, na codzień zagonionych, na chwilę oddechu w zielonej oazie? Z doswiadczenia wiem, że własnego miasta można nie doceniać i nie widzieć jego uroku. Dopiero spojrzenie z zewnątrz jest kierunkowskazem ;)
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Miło, ze posty nie-dziergacze też wywołują chęć komentowania ;)
Udręczonych moimi ogrodami uspokajam: dzierga się ;)i to sporo ;) i się fajną dzierganą rzecz w podroży kupiło, ale o tym jak opuscimy 'Miejsce'...
środa, 14 lipca 2010
Ogrodowy weekend rozmaitości cz. 2
Po warszawskim Ogrodzie Botanicznym oprowadzi nas Jonasz Kofta:
Pamiętajcie o ogrodach
Bluszczem ku oknom
Kwiatem w samotność
Poszumem traw
Drzewem co stoi
Uspokojeniem
Wśród tylu spraw



Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście


Pamiętajcie o ogrodach
Czy tak trudno być poetą
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton


Ten ogród odwiedzam najczęciej. Zawsze ilekroć tam jestem nucę sobie tę piosenkę. Nie wiem dlaczego, ale tylko i wylącznie w tym ogrodzie. A dzis taki refleksyjny mam nastrój... Obiecuję, ze już nie bedzie więcej poezji :)
A ten post dedykuję Pikini
Pamiętajcie o ogrodach
Bluszczem ku oknom
Kwiatem w samotność
Poszumem traw
Drzewem co stoi
Uspokojeniem
Wśród tylu spraw



Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście


Pamiętajcie o ogrodach
Czy tak trudno być poetą
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton


Ten ogród odwiedzam najczęciej. Zawsze ilekroć tam jestem nucę sobie tę piosenkę. Nie wiem dlaczego, ale tylko i wylącznie w tym ogrodzie. A dzis taki refleksyjny mam nastrój... Obiecuję, ze już nie bedzie więcej poezji :)
A ten post dedykuję Pikini
wtorek, 13 lipca 2010
Ogrodowy weekend rozmaitośći cz. 1
Nastał czas kanikuły a w nim podróże. Te wielkie i te malutkie. Dziś z serii „A to Polska właśnie” – warszawskie ogrody w czterech odsłonach. Dzień po dniu.
W dużych miastach szukam zawsze oaz spokoju i ciszy. Od miast „Łubudubu i Wiecznego Zamieszania” oczekuję wysmakowanych ogrodów. Cieszy mnie, ze Warszawa cały czas się zmienia. Niegdyś betonowe miasto, teraz zielona oaza wypoczynku. Tych miejsc jest coraz więcej. Cieszy mnie ten fakt ogromnie. Staram się w niej bywać przynajmniej raz w roku i zawsze zwiedzam coś, gdzie już byłam i coś nowego, czego jeszcze nie widziałam.
W tym roku mój pobyt był szczególny. Zostałam włączona w poczet członków pewnego Towarzystwa. Dla mnie to bardzo wielkie wyróżnienie! Tak więc w ciągu dnia ogrody a wieczorami… imprezy ;) I to nie byle gdzie bo w dawnym gabinecie B. Bieruta ;) Kiedyś bardzo ważne miejsce, a dziś można go wynająć na cele bankietowe. O tempora, o mores! Dawni przywódcy przewracają się w grobie ;) Właściwie to może to i lepiej ;)
Zwiedziłam podczas tego pobytu trzy ogrody i jedno ‘miejsce’. Miejsce jest ciekawe, zielone i pełne inspiracji. Postanowiłam każde opisać osobno. Zatem dziś zapraszam na Pola Mokotowskie i spacer ścieżką Ryszarda Kapuścińskiego.


„Walizkę zapakować-rozpakować, zapakować-rozpakować, zapakować, maszyna do pisania (…) paszport, (…) bilet, lotnisko, schodki, samolot, zapiąć pasy, start, odpiąć pasy, lot, kołysanie, słońce, gwiazdy, kosmos, biodra spacerujących stewardes, sen, chmury, spadające obroty silników, zapiąć pasy, zniżanie, kołowanie, lądowanie, ziemia, odpiąć pasy, schodki, lotnisko, książeczka szczepień, wiza, cło, taksówka, ulice, domy, ludzie, hotel, klucz, pokój, duszno, pragnienie, inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie, życie.”
Wojna futbolowa


„Podróż to coś więcej niż przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Podróż to owocne przeżywanie świata, zgłębianie jego tajemnic i prawd, szukanie odpowiedzi na pytania, które stawia”
Lapidarium


„O każdej drodze lubię myśleć, ze jest ona bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, ze z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego Pińska można opłynąć cały świat”
Lapidarium II


„Najtrudniejsze jest tworzenie. Wszystko inne jest ucieczka przed wysiłkiem tworzenia”
Lapidarium



„Talent przetrwa, talent obroni się zawsze. Tego, kto ma talent można zabić, ale żywy – będzie tworzyć na przekór wszystkiemu”
Lapidarium


Jutro zapraszam do warszawskiego Ogrodu Botanicznego, miejsca, które odwiedzam kazdego roku.
W dużych miastach szukam zawsze oaz spokoju i ciszy. Od miast „Łubudubu i Wiecznego Zamieszania” oczekuję wysmakowanych ogrodów. Cieszy mnie, ze Warszawa cały czas się zmienia. Niegdyś betonowe miasto, teraz zielona oaza wypoczynku. Tych miejsc jest coraz więcej. Cieszy mnie ten fakt ogromnie. Staram się w niej bywać przynajmniej raz w roku i zawsze zwiedzam coś, gdzie już byłam i coś nowego, czego jeszcze nie widziałam.
W tym roku mój pobyt był szczególny. Zostałam włączona w poczet członków pewnego Towarzystwa. Dla mnie to bardzo wielkie wyróżnienie! Tak więc w ciągu dnia ogrody a wieczorami… imprezy ;) I to nie byle gdzie bo w dawnym gabinecie B. Bieruta ;) Kiedyś bardzo ważne miejsce, a dziś można go wynająć na cele bankietowe. O tempora, o mores! Dawni przywódcy przewracają się w grobie ;) Właściwie to może to i lepiej ;)
Zwiedziłam podczas tego pobytu trzy ogrody i jedno ‘miejsce’. Miejsce jest ciekawe, zielone i pełne inspiracji. Postanowiłam każde opisać osobno. Zatem dziś zapraszam na Pola Mokotowskie i spacer ścieżką Ryszarda Kapuścińskiego.


„Walizkę zapakować-rozpakować, zapakować-rozpakować, zapakować, maszyna do pisania (…) paszport, (…) bilet, lotnisko, schodki, samolot, zapiąć pasy, start, odpiąć pasy, lot, kołysanie, słońce, gwiazdy, kosmos, biodra spacerujących stewardes, sen, chmury, spadające obroty silników, zapiąć pasy, zniżanie, kołowanie, lądowanie, ziemia, odpiąć pasy, schodki, lotnisko, książeczka szczepień, wiza, cło, taksówka, ulice, domy, ludzie, hotel, klucz, pokój, duszno, pragnienie, inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie, życie.”
Wojna futbolowa


„Podróż to coś więcej niż przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Podróż to owocne przeżywanie świata, zgłębianie jego tajemnic i prawd, szukanie odpowiedzi na pytania, które stawia”
Lapidarium


„O każdej drodze lubię myśleć, ze jest ona bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, ze z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego Pińska można opłynąć cały świat”
Lapidarium II


„Najtrudniejsze jest tworzenie. Wszystko inne jest ucieczka przed wysiłkiem tworzenia”
Lapidarium



„Talent przetrwa, talent obroni się zawsze. Tego, kto ma talent można zabić, ale żywy – będzie tworzyć na przekór wszystkiemu”
Lapidarium


Jutro zapraszam do warszawskiego Ogrodu Botanicznego, miejsca, które odwiedzam kazdego roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












