Przybyło 7 stron konturów. Tym samym uznaję, że jestem przygotowana do lipcowej podróży do Warszawy. Wypełnianie tych konturów nie zajmuje dużo czau. Akurat wystarczy na podróż w obie strony.
Tymczasem znów musimy od siebie odpocząć ;)
I kolejne spełnione marzenie! Zawsze chciałam umieć piec chleb na zakwasie. Nie wiem czemu wydawało mi się to takie strasznie trudne. Niniejszym ogłaszam, że pieczenie chleba na zakwasie jest dziecinnie proste. Jeśli tylko spadnie z nieba zakwas i nie trzeba go samemu tworzyć to reszta jest dziecinnie prosta tyle, że cholerycznie czasochłonna. Uczciwie pracujący w tym kraju człowiek może go piec tylko w weekendy ;)
Oto moje pszenno-żytnie urobki :)
No to chyba zasłużyłam na nagrodę ;)
A! A'propos nagród to dostałam taką jedną fajną ale o tym następnym razem. Dziś niech poświętuje HAED do spółki z chlebem.
Należy sie im :)
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
piątek, 20 czerwca 2014
"Przystanek Kju"
Wiedźmo Ewo - mówisz masz ;)
Kochani! bardzo dużo się dzieje i życiowo i dziergaczo i nie dam rady ująć tego w jednym poście. Ewa wskazała mi drogę jak podzielić a nie pominąć niczego.
Czas! Czas! Czas! To jest to czego mi ostatnio brakowało, choć było w nadmiarze ;) Zamieszałam, co? No tak. Przyszedł taki czas w moim życiu,
że musiałam się zatrzymać i zadbać o największy skarb jaki mam czyli zdrowie i życie moich najbliższych - moich ukochanych Rodziców... Mama zmuszona była pozwolić się zoperować a Tato, z racji wieku i różnych innych rzeczy, potrzebował opieki. No i miałam 2 tygodnie, które nazwałam roboczo "Przystanek Kju". Zdrowotnie u Rodziców już jest wszystko w porządku.
Jak wiecie nie mieszkam w Kju, zatem radość cieszenie sie ogrodem każdego dnia nie jest dla mnie taka oczywista. W Kju mieszkają moi Rodzice i na owe 2 tygodnie zamieszkałam u nich...
No i pięknie tam jest! Chwasty przerastały mnie o głowę ;) ale to nic. Najważniesze jest to, ze rano piłam kawę w takim cudnym towarzystwie:
Wiewiórek było dwie, ale tylko jedna miała w sobie gen celebryctwa ;)
Druga - szara- była zdecydowanie bardziej płochliwa. Zdjęcia robione moją idiotcamerą na największym zoomie.
To gniazdo już jest puste, ale byłam świadkiem jak z trzech jajeczek wykluły sie trzy piękne młode kosy! Gniazdo znajduje się w bardzo wywrotowej róży i cały czas drżałam, czy kosy dożyją wieku młodzieńczego
(że o dojrzałym nie wspomnę...)
Siedziałam sobie i dziergałam w takich okolicznościach przyrody:
To na stole to nieudolna próba odtworzenia mojej kolekcji agaw, która była nie przeżyła pewnej ostrej zimy (wtedy ocalała jedna! z 26...)
Nad głową pachniala robinia akacjowa...
Za plecami z kolei pachniały świerki... Pomiędzy... niemiłosiernie żarły komary!
Na prawo derenie, złotokap, jeżyna bezkolcowa, lipa i kasztan jadalny. Poniżej sad owocowy a w nim WSZYSTKO!
Przede mną krzewy: Buldynes, jaśmin i forsycje (tudzież wszechogarniajaca machonia! jak sie jej pozbyć?!)
Nieco dalej...
I prawdziwe łany lawendy... Rosną tam jak w Prowansji! Nie wiem co takiego tam widzą, ale to naprawdę najpiekniejsze kawiaty Kju...
Jednak nie byłabym sobą gdybym przy okazji nie spełniała swoich marzeń ;) jak na prawdziwego egoistę przystało...
Zanim zamieszkałam w Kju poznałam osobiście panią Krystynę Sienkiewicz! Miałam okazję wziąć udział w krotkim występie a następnie w bardzo sympatycznym spotkaniu autorskim! W bardzo kameralnym gronie każdy miał możliwość porozmawiać do wypęku! I tak siedziałam, siedziałam i gaworzyłam...
To był naprawdę magiczny czas! Panią Krystynę uwielbiam! Mam wszystkie Jej książki, a w ubiegłe wakacje wybrałam się, jak wiecie, do restauracji Pod Podłogą. W tym roku zamierzam się wybrać do Warszawy na spektakl "Harald i Matylda". Ta kobieta na w sobie tyle energii i tyle życia, a z drugiej strony jakąs taką wielką nostalgię i smutek... Kocham kobietę i podziwiam naprawdę i ze strachem myślę o upływającym niemiłosiernie czasie...
Przy okazji zdjęć całkiem przyziemnie zauważyłam, że się niemiłosiernie upasłam zatem w wakacje muszę się wziąć za siebie...
Poza tym byliśmy z Osobistym na weselu i... zakochałam się...
Obiekt moich westchnień jest nieco sztwny i mało ruchawy.... taki drewniany jakiś....
Nie mam pojęcia pod jakim hasłem ich szukać w necie i ile kosztują, ale mam niejakie podejrzenia jak je można podrobić.
I najważniejsze wydarzenie! Kju ma nowego władcę! Zaraz jak się u nas pojawił zaczął przesadzać kwiatki ;)
Teraz jak na prawdziwego władcę przystało... wypoczywa ;)
Nowy władca został wyrzucony z samochodu... dokładnie tak samo jak kilka lat temu nasza suczka Kropka... tez czarna. Na imię daliśmy mu Czarodziej ;) dla przyjaciół Czaruś ;) a to dlatego, że musiał zaczarować moich Rodziców. Normalnie są kotoprzeciwni ;)jednak dla niego to jak splunąć. Zastosował te swoje sztuczki socjometryczne w stylu "patrz jak ślicznie ziewam", "jakie mam cudne oczka", "naprawdę mnie nie chcesz, dobrze- tylko się prześpię- mogę na twoich kolanach?" ;)
No i póki co moi kochani to koniec.
Następny post będzie do wypęku dziergany ;)
Kochani! bardzo dużo się dzieje i życiowo i dziergaczo i nie dam rady ująć tego w jednym poście. Ewa wskazała mi drogę jak podzielić a nie pominąć niczego.
Czas! Czas! Czas! To jest to czego mi ostatnio brakowało, choć było w nadmiarze ;) Zamieszałam, co? No tak. Przyszedł taki czas w moim życiu,
że musiałam się zatrzymać i zadbać o największy skarb jaki mam czyli zdrowie i życie moich najbliższych - moich ukochanych Rodziców... Mama zmuszona była pozwolić się zoperować a Tato, z racji wieku i różnych innych rzeczy, potrzebował opieki. No i miałam 2 tygodnie, które nazwałam roboczo "Przystanek Kju". Zdrowotnie u Rodziców już jest wszystko w porządku.
Jak wiecie nie mieszkam w Kju, zatem radość cieszenie sie ogrodem każdego dnia nie jest dla mnie taka oczywista. W Kju mieszkają moi Rodzice i na owe 2 tygodnie zamieszkałam u nich...
No i pięknie tam jest! Chwasty przerastały mnie o głowę ;) ale to nic. Najważniesze jest to, ze rano piłam kawę w takim cudnym towarzystwie:
Wiewiórek było dwie, ale tylko jedna miała w sobie gen celebryctwa ;)
Druga - szara- była zdecydowanie bardziej płochliwa. Zdjęcia robione moją idiotcamerą na największym zoomie.
To gniazdo już jest puste, ale byłam świadkiem jak z trzech jajeczek wykluły sie trzy piękne młode kosy! Gniazdo znajduje się w bardzo wywrotowej róży i cały czas drżałam, czy kosy dożyją wieku młodzieńczego
(że o dojrzałym nie wspomnę...)
Siedziałam sobie i dziergałam w takich okolicznościach przyrody:
To na stole to nieudolna próba odtworzenia mojej kolekcji agaw, która była nie przeżyła pewnej ostrej zimy (wtedy ocalała jedna! z 26...)
Nad głową pachniala robinia akacjowa...
Za plecami z kolei pachniały świerki... Pomiędzy... niemiłosiernie żarły komary!
Na prawo derenie, złotokap, jeżyna bezkolcowa, lipa i kasztan jadalny. Poniżej sad owocowy a w nim WSZYSTKO!
Przede mną krzewy: Buldynes, jaśmin i forsycje (tudzież wszechogarniajaca machonia! jak sie jej pozbyć?!)
Nieco dalej...
I prawdziwe łany lawendy... Rosną tam jak w Prowansji! Nie wiem co takiego tam widzą, ale to naprawdę najpiekniejsze kawiaty Kju...
Jednak nie byłabym sobą gdybym przy okazji nie spełniała swoich marzeń ;) jak na prawdziwego egoistę przystało...
Zanim zamieszkałam w Kju poznałam osobiście panią Krystynę Sienkiewicz! Miałam okazję wziąć udział w krotkim występie a następnie w bardzo sympatycznym spotkaniu autorskim! W bardzo kameralnym gronie każdy miał możliwość porozmawiać do wypęku! I tak siedziałam, siedziałam i gaworzyłam...
To był naprawdę magiczny czas! Panią Krystynę uwielbiam! Mam wszystkie Jej książki, a w ubiegłe wakacje wybrałam się, jak wiecie, do restauracji Pod Podłogą. W tym roku zamierzam się wybrać do Warszawy na spektakl "Harald i Matylda". Ta kobieta na w sobie tyle energii i tyle życia, a z drugiej strony jakąs taką wielką nostalgię i smutek... Kocham kobietę i podziwiam naprawdę i ze strachem myślę o upływającym niemiłosiernie czasie...
Przy okazji zdjęć całkiem przyziemnie zauważyłam, że się niemiłosiernie upasłam zatem w wakacje muszę się wziąć za siebie...
Poza tym byliśmy z Osobistym na weselu i... zakochałam się...
Obiekt moich westchnień jest nieco sztwny i mało ruchawy.... taki drewniany jakiś....
Nie mam pojęcia pod jakim hasłem ich szukać w necie i ile kosztują, ale mam niejakie podejrzenia jak je można podrobić.
I najważniejsze wydarzenie! Kju ma nowego władcę! Zaraz jak się u nas pojawił zaczął przesadzać kwiatki ;)
Teraz jak na prawdziwego władcę przystało... wypoczywa ;)
Nowy władca został wyrzucony z samochodu... dokładnie tak samo jak kilka lat temu nasza suczka Kropka... tez czarna. Na imię daliśmy mu Czarodziej ;) dla przyjaciół Czaruś ;) a to dlatego, że musiał zaczarować moich Rodziców. Normalnie są kotoprzeciwni ;)jednak dla niego to jak splunąć. Zastosował te swoje sztuczki socjometryczne w stylu "patrz jak ślicznie ziewam", "jakie mam cudne oczka", "naprawdę mnie nie chcesz, dobrze- tylko się prześpię- mogę na twoich kolanach?" ;)
No i póki co moi kochani to koniec.
Następny post będzie do wypęku dziergany ;)
Etykiety:
Kju
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























