środa, 21 marca 2012

Szydełkowy komin ;-)

Mruczuś wydrapał sobie wielka dziurę na łopatce. W sobotę dostał dwa zastrzyki, przeciwświądowy i przeciwzapalny, i zalecenie od pani Weterynarz (Pani Weterynarki?) aby zorganizować mu jakąś ochronę przeciw drapaniu. Konkretnie to Pańcia najdroższa jedyna miała to zorganizować.
Pańcia nie miała bladego pojęcia od czego zacząć. Myślała trzy dni... W tym czasie co tylko zabliźniona rana została rozdrapana again. Podziałało. Pańcia chwyciła za szydełko...

Mruczuś początkowo nieufny przyglądał się walczącej z szydełkiem Pańci z wyrazem pobłażliwości na pyszczku. "A niech se kobita ma te złudzenia, że ja sobie to dam założyć!"- myślał w skrytosci kociej duszy.

Nadejszła wiekopomna chwila, w której trza było przymierzyć owo wydziarane cudo... No i zaczęło się! Okazało się, że Mruczuś to najprawdziwszy potwór w kociej skórze! Ma co najmniej 3 głowy, tysiąc dwieście łap i milonpięćsetstodziewięćset różnej ostrości pazurów...

Łatwo nie było, ale Pańcia to tez nie lelija ani byle gruszka na wierzbie, o nie! Walka była wyrównana, siły rozkładały się różnie. Raz przewaga była po stronie Pańci, raz po stronie wroga...

Wywalczony kompromis wygląda póki co tak...


Pisząc "póki co" mam świadomość, że moje zwycięstwo może być pozorne...


Kołnierz zmienia z minuty na minutę rozmiar, kształt i miejsce, ale póki co zdaje (tfu, tfu, tfu!) egzamin.

Skrzypeczek słysząc odgłosy walki przyszedł zaciekawiony zobaczyć w czym dzieło. Zobaczył Mruczka i z dzikim sykiem zaatakował go jakby ten był przynajmniej ósmym pasażerem Nostromo. Mruczek oddalił się do kąta udając niskopodłogowy autobus przegubowy...

Macie jakieś pomysły na taki kołnierz dla kota? Dodam, że klasyczny kołnierz się nie nadaje, gdyż rana jest właśnie tam gdzie ów się wspiera na karku. Czyli interesująca część do zakrycia obejmuje obszar od uszu do końca łopatek.

Jak widzicie, u nas mimo milczenia na blogu, atrakcji nie brakuje...

P.S. A pogoda taka, że ciągnie człowieka do Kju! Oj ciągnie!