Skorzystałam z propozycji naszego Miejskiego Centrum Kultury, które organizowało kurs filcowania. Ponieważ pierwszy raz w życiu miałam brać udział w czymś takim nie wiedziałam kto na takie kursy chodzi...
I tak np napisano, że grupy 16+... Oczami wyobraźni widziałam siebie jako babcię Susan wśród licealistek... Weszłam do ośrodka i pierwszy obrazek jaki zobaczyłam to dziewczynka w wieku ok 10 lat... W oczach mi pociemniało... ;) ;) ;) Okazało sie jednak, że owe dziewczę robi za osobę towarzyszącą swojej Mamusi, a grupy są naprawdę tak dla 25+ do... o ho ho! Uff...
Atmosfera była boska!!!!!
3,5 godziny totalnego ciapania się w wodzie, wełnie, mydle i gadanie, gadanie, gadanie!!! Dziękuję!!!
Kurs prowadziła autorka bloga http://www.zafilcowana.blogspot.com/
Na zajęciach każda z nas robiła torebkę kopertówkę. Moja może nie jest szczytem świata, ale wszak nie o to chodziło, aby złapać króliczka, ale by gonić go. Czyli zdobywać tzw "wiedzę operacyjną" (kto oglądał Złotopolskich pozna gryps- swoja drogą szkoda, że sie serial był skończył)
Tadam!



Jak tylko zobaczycie, ze taki kurs jest u Was organizowany to idźcie i nawet sie nie zastanawiajcie! A tak by the way, Justyna prowadzi kursy stacjonarne u siebie w Bielsku, ale także wyjazdowe (np u nas) w ramach http://www.pracowniakreatywnosci.pl/
U nas ten kurs kosztował 40 zł, reszta była pokrywana przez ośrodek. Najlepiej zainwestowane 40 zl na świecie! ;) ;) ;)
Justynko dziękuję za świetna zabawę!




