Czas wyprzedził mnie przynajmniej o trzy lata świetlne.
Listopad i grudzień pod tytułem szpitali. Operacja Synka (udana!), następnie zapalenie płuc i kolejny pobyt szpitalu... Potem dla odmiany posypałam się ja... Dziś pozostał "tylko" katar...
Projekty, projekty, projekty zajmowały mój czas w tzw. międzyczasie. Niestety nie miały wiele wspólnego z dzierganiem. Już teraz powiem, że książki będą dwie... Kiedy? Jedna na pewno w lipcu przyszłego roku.
A dziergaczo?
Zima nie zaskoczyła drogowców, ale mnie zaskoczyły święta. Kolejny raz przyszły za wcześnie. Nie zdążyłam powysyłać świątecznych kartek. Zbiesił się komputer (!) a do kompletu szlag trafił Wi-Fi.
Projekty w formie papierowej można czynić póki co, więc czyniłam.
No ale święta przecież. Prezenty kupiłam, ale jakoś tak wyrywkowo co drugi ;) Zatem szybciutko musiałam dopracować jeden brakujący, bo dziś sklepy nie pracowały.
I tak spędziłam ranek i południe w dzień pierwszy ;)
Dla wielbicielki gipiury i koloru bordowego.
No, ale Święta przecież! A jak to tak Święta bez choinki?
W tym roku u nas choinka bezpieczna, nietłukąca (się). Koty plus dwulatek to sytuacje wątpliwie bezpieczne. Zatem w tym roku naszą choinkę obsiadły misie ;)
No i takie tam szydełkowe formy i modele ;)
Życzę Wam, nie tylko w Święta, ale każdego dnia... zdrowia....
To nie pusty slogan, jak się ostatnimi czasy okazało. To bardzo ważna rzecz.
I normalności.
Braku pośpiechu.
Czasu.
Na przyjemności...