Maj się kończy... Niby zapowiadałam, że mnie nie będzie... ale...
Oddelegowałam się do innych obowiązków. Po latach pracy umysłowej przyszło mi wykonywać pracę fizyczną. Ciężką.
Złachana wracam do domu i na nic ani sił ani czasu już nie mam. Tak będzie do końca czerwca. Jak się swojemu organizmowi (po czterdziestce) funduje taką zmianę to i nie dziwne, że zdycha. W każdym razie jestem pewna, że mam kręgosłup. Długi i bardzo kręgowy. Dużo kręgów w nim mam... Oj dużo...
Trudno. Taki czas- takie warunki. Będą lepsze. Choć w czerwcu będą jeszcze gorsze... Od września wracam na stare/nowe śmieci to i kręgosłup odpocznie.
Niestety odkryłam też, że jestem uzależniona. Nie wiem- być może czas na odwyk...
Kochani...
Ja nie umiem...
Nie umiem żyć... bez dziergania... :)
Wyobraźcie sobie jak silne jest to uzależnienie... Codziennie wracam złachana, palce popuchnięte ledwo zginam... ale rano...
Rano palce już są nieco wypoczęte. Zginają się... No to w autobusie "do" dziergam ;)
"Nazad" już sił nie mam. Mogę zapomnieć o trzymaniu w dłoniach igły- za mała i za drobna kanwa- ale szydełko! Szydełko tak.
No to wydziarałam...
A właściwie dokończyłam. Bo wreszcie dokupiłam brakujące motki :)
Na ani jednym z powyższych zdjęć nie ma prawdziwego koloru. Dziergałam z Dory nr 101 czyli głęboki morski wpadający w butelkową zieleń. Naprawdę bardzo piękny.
Na forum Maranciaków sweterek ten zyskał wdzięczną nazwę "Gwiazda Wostoku-piękny kwiat lilii" Zaczęłam go dziergać bardzo dawno temu... Nauka nie poszła w las...
Przy okazji sesji fotograficznej została "zdjęta" również wcześniejsza szydełkowa bluzeczka. Voila! Wersja "na ludziu"
Ten kolor wyszedł prawie zgodny z rzeczywistością
W sesji zdjęciowej wziął udział jeszcze jeden sweterek.. tak, tak. Byłam w stolicy i wydziergałam go w podróży. Ale to już historia na osobny dłuższy post...
A majowa kawka razem z czerwcowa będą pewnie dopiero w lipcu... Niby coś dłubię, ale nie idzie. "Uwidim"- powiedział ślepy i wyrżnął głową w mur.
Jest jednak i plus tej całej sytuacji. Schudłam dwa kilo. Zapewne schudnę jeszcze przynajmniej dwa.
I tego się trzymajmy ;)
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
niedziela, 31 maja 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
SAL Kawowy (11)
Kwietniowa kawka:
Tej kawki nigdy nie wezmę do ust. Tak już mam, że jakikolwiek ciepły napój z dodatkiem alkoholu powoduje ożywioną dyskusję z dyrekcją kanalizacji miejskiej ;) Zatem i herbatka po góralsku odpada. I nawet wino grzane też niestety. Taka uroda ;)
Kochani! Muszę się na czas jakiś oddelegować do innych obowiązków. Mam nadzieję, że wrócę z dwiema ostatnimi kawkami w odpowiednich terminach, ale niestety na nic innego czasu mieć nie będę. Zajmie mi to jakieś dwa miesiące. Czeka mnie tez podróż do Stolicy więc pewnie podróż wykorzystam twórczo ;)
Do przeczytania zatem!
Tej kawki nigdy nie wezmę do ust. Tak już mam, że jakikolwiek ciepły napój z dodatkiem alkoholu powoduje ożywioną dyskusję z dyrekcją kanalizacji miejskiej ;) Zatem i herbatka po góralsku odpada. I nawet wino grzane też niestety. Taka uroda ;)
Kochani! Muszę się na czas jakiś oddelegować do innych obowiązków. Mam nadzieję, że wrócę z dwiema ostatnimi kawkami w odpowiednich terminach, ale niestety na nic innego czasu mieć nie będę. Zajmie mi to jakieś dwa miesiące. Czeka mnie tez podróż do Stolicy więc pewnie podróż wykorzystam twórczo ;)
Do przeczytania zatem!
Etykiety:
Hafty,
SAL kawowy
środa, 8 kwietnia 2015
SAL Kawowy (10)
Marcowa kawka ;)
I z lampą:
I wszystkie:
I z lampą:
Skończone dziś o pierwszej w nocy.
Dlaczego marcowa? Ano znowu poślizg...
Kochani!
W poprzednich postach zamieściłam filmiki dotyczące ciekawych szydełkowych wyzwań. Mam wielką ochotę zmierzyć się z nimi a zapisane w "ulubionych", "przydatnych" czy innych chmurach o kant tyłka można potłuc ;) Tak już mam, że gdzie bym nie zapisała to przysłowiowy szlag je trafi prędzej czy później. Blog to blog. Spodziewajcie się zatem czasem ciekawych inspiracji. Ciekawych ( nie ukrywam) dla mnie ;)
Pozdroofka!
I z lampą:
I wszystkie:
I z lampą:
Skończone dziś o pierwszej w nocy.
Dlaczego marcowa? Ano znowu poślizg...
Kochani!
W poprzednich postach zamieściłam filmiki dotyczące ciekawych szydełkowych wyzwań. Mam wielką ochotę zmierzyć się z nimi a zapisane w "ulubionych", "przydatnych" czy innych chmurach o kant tyłka można potłuc ;) Tak już mam, że gdzie bym nie zapisała to przysłowiowy szlag je trafi prędzej czy później. Blog to blog. Spodziewajcie się zatem czasem ciekawych inspiracji. Ciekawych ( nie ukrywam) dla mnie ;)
Pozdroofka!
Etykiety:
SAL kawowy
Wyższa szkoła szydełkowania cz.1
Muszę sobie zapisać te filmy ku pamięci.
Może ktoś jeszcze też się pozytywnie zainspiruje ;)
Może ktoś jeszcze też się pozytywnie zainspiruje ;)
Etykiety:
Inspiracje,
Szydełko,
YouTube
czwartek, 2 kwietnia 2015
Świątecznie...
Kochani!
ZDROWYCH, spokojnych i optymistycznych Świąt.
Miejcie czas dla bliskich (okna nie zając) i czas dla swojego hobby (bo okna nie zając).
Niech te Święta wniosą w wasze życie radość i nadzieję...
I wiarę w lepsze jutro...
I miłość...
P.S.
Jajka z Pepco, kwiatek dostany od Osobistego, serwetka wygrzebana w Lumpeksie. Koty przyłapane na drzemce w kuchni ;) Kocham te moje sierści!
ZDROWYCH, spokojnych i optymistycznych Świąt.
Miejcie czas dla bliskich (okna nie zając) i czas dla swojego hobby (bo okna nie zając).
Niech te Święta wniosą w wasze życie radość i nadzieję...
I wiarę w lepsze jutro...
I miłość...
P.S.
Jajka z Pepco, kwiatek dostany od Osobistego, serwetka wygrzebana w Lumpeksie. Koty przyłapane na drzemce w kuchni ;) Kocham te moje sierści!
sobota, 28 marca 2015
SAL Wielkanocny cz. 5 tym razem ostatnia ;)
Nigdy nie mów nigdy i nigdy nie mów zawsze.
W życiu bowiem nigdy nie jest za późno na zawsze a zawsze jest za późno na nigdy... ;)
Tym niesamowicie skomplikowanym językowo łamańcem chciałam Wam przypomnieć ubiegłoroczny SAL Wielkanocny u Katarzyny.
Oto co wtedy powstało:
Baranki pozostawały wtedy w sferze marzeń. Ale, jak to mówią, kto czeka, ten się doczeka. Natknęłam się na wzór przez zupełny przypadek, można więc powiedzieć, że los tak chciał ;)
Dziergałam tą samą nitką co poprzednie. Lubię jak błyszczy, ale dzierga się nią parszywie...
Od razu mówię, że w rzeczywistości wygląda naprawdę ładniej...
Tamte hafty zwiedziły ze mną prawie całą ścianę wschodnią Polski ;) Ten zwiedził lwią część jej południa, zdobywając co ważniejsze szczyty ;) Ot taka widać karma ...
Mam nadzieję, że nie będzie się z tego powodu w przyszłości wywyższał ;)
P.S. Ale i tak ten KasiS jest ładniejszy... :)
W życiu bowiem nigdy nie jest za późno na zawsze a zawsze jest za późno na nigdy... ;)
Tym niesamowicie skomplikowanym językowo łamańcem chciałam Wam przypomnieć ubiegłoroczny SAL Wielkanocny u Katarzyny.
Oto co wtedy powstało:
Baranki pozostawały wtedy w sferze marzeń. Ale, jak to mówią, kto czeka, ten się doczeka. Natknęłam się na wzór przez zupełny przypadek, można więc powiedzieć, że los tak chciał ;)
Dziergałam tą samą nitką co poprzednie. Lubię jak błyszczy, ale dzierga się nią parszywie...
Od razu mówię, że w rzeczywistości wygląda naprawdę ładniej...
Tamte hafty zwiedziły ze mną prawie całą ścianę wschodnią Polski ;) Ten zwiedził lwią część jej południa, zdobywając co ważniejsze szczyty ;) Ot taka widać karma ...
Mam nadzieję, że nie będzie się z tego powodu w przyszłości wywyższał ;)
P.S. Ale i tak ten KasiS jest ładniejszy... :)
Etykiety:
Hafty,
SAL Wielkanocny,
Skończone
Subskrybuj:
Posty (Atom)




