sobota, 28 grudnia 2013

Święta, święta...

i po świętach. Nie mam sie czym chwalić, bo spedziłam je w szczelnie zaciemnionym pokoju- z migreną gigant! Trzy dni wyjęte z życiorysu totalnie. Dzis po raz pierwszy wyszłam do ludzi :)
Zanim jednak zaniemogłam zdążyłam ubrać choinkę i przygotować święta...


Zakwitły róże:


Powstał tymczasowy łańcuch, bo ewidentnie jeszcze jeden był brakował (muszę dorobić jeszcze jeden wg pomysłu Fascinaty- to jest postanowienie na Nowy Rok). Zrobiłam go z zamotki z tego postu. Niestety wyszedł bardzo krotki:


Dziś dokupiłam nowy łańcuch w reniferki ;)


I tak sobie siedzę teraz i dłubię szydełkowy pled. Zaczynam juz go mieć serdecznie dosyć, ale przeszkadza mi taki niedokończony okrutnie. Zawzięłam się. Myślałam, że zimą będzie się go dziergało przyjemniej, bo to zima i tak dalej... A tu trudno było sfotografować choinkę - tak dawało majowe słońce zza okna ;)


Piękną mamy wiosnę tej zimy! Tylko bardzo bym nie chciała mieć pieknej zimy na wiosnę tak jak ostatnio...

Pozdrawiam serdecznie świątecznie ( bo nie zdążyłam wcześniej)
Dla mnie święta (wbrew hipermarketom i migrenie) dopiero się zaczęły ;)

niedziela, 15 grudnia 2013

Dywanik łazienkowy i przygotowania do świąt

Mało casu, mało casu, kruca! W fotograficznym skrócie wygląda to tak:

Naprawdę bardzo się starałam sfotografować go bez kotów... One jednakowoż były innego zdania ;)


Małe zbliżenie. Dywanik ma grubość ok 1 cm. Bardzo bolały mnie ręce przy dzierganiu.


Teraz już wiem jak nastepnym razem ciąć tkaninę: CIENKO i RÓWNO! Niezbyt cienko i niezbyt równo powoduje, że brzegi są lekko pofalowane:


Tu najlepiej widać, że dywanik jest w dwóch odcieniach pomarańczu. Zgłaszam dywanikowy ciąg dalszy do akcji "Uwolnij tkaniny" (uff!).

......................................................................................

Choinkowo:


Ze względu na koty w dużym pokoju mamy tylko sztuczne kwiaty. Wszelkie żywe są traktowane przez nich jak pożywienie...


Takimi dekoracjami ozdobiłam w mojej pracy regały biblioteczne:


A takie cudo kupiłam w szrociku koło mojej pracy! Ceramiczny pojemnik na ciasteczka! Kocham go!


Grzechem byłoby nie upiec do niego ciasteczek. Upiekłam owsiane z przepisu z internetu, tylko zmieniłam dodatki. Dodałam to co akurat było w domu: rodzynki, daktyle, słonecznik i zapach migdałowy.


Trwają też prace przy szydełkowym pledzie, gdyż udało mi się zdobyć brakujące włóczki. Nie identyczne, ale bardzo podobne. Staram się codziennie wydziergać, jak to nazywam,"secik", czyli sekwencję kolorów: seledyn, niebieski, lila. Niby nic, a 2,5 godz. na bidę potrzeba.

Świąteczny SAL zostawiam na święta...

Kochani! Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie ciepłe słowa!

Pozdrawiam Was serdecznie!
Susan

piątek, 6 grudnia 2013

Nie miała baba kłopotu...

To się zapisała na SAL świąteczny :)



Zasadniczo bieżnik robimy. No chyba, że co inszego się urodzi po drodze ;)

Kanwa czerwona, nici białe. Zamiaruję poczynić bieżnik na stół. Rzecz o tyle ciekawa, że jeszcze tego stołu nie mam. Będzie w przyszłym roku :)
Bieżnik nie zając, może nie ucieknie.

Innymi słowy ten bieżnik jest mi niesamowicie potrzebny ;)
Ale czy w życiu musimy mieć tylko te rzeczy, które są do niego koniecznie niezbędne?
Czyż to nie te niepotrzebne czynią nasz świat piękniejszym?

sobota, 30 listopada 2013

Pomieszanie z poplątaniem :)

U Was już klimaty świąteczne, a ja... zapragnęłam wydziergać dywanik łazienkowy :) Jakoś klimaty świąteczne jeszcze mnie nie biorą. Zresztą własnie taka jestem fiu bzdziu. Nie wiadomo kiedy i co mi "wiunie" w danej chwili. I tak na ten przyklad szał na ozdoby swiąteczne napadł mnie... w wakacje. Wtedy to postanowiłam, że na mojej choince w tym roku zakwitną róże...




Wtedy też powstała zimowa zamotka...


I coś co kiedyś będzie całkiem niecodziennym łańcuchem choinkowym, ale póki co nie jest skończone i "robi" za zamotkę:


Podczas wakacyjnej podroży do Stolicy powstał szalik...


Również w wakacje na Kiermaszu Rękodzieła w Krakowie nabyłam frywolitkowe cudeńka od pani Eugenii Wieczorek. Co to jest za wspaniała kobieta! Każdego kto tylko chciał uczyła frywolitki. Tak wspaniale się rozmawiało, że trudno było odejść od Jej stoiska!




Po powrocie z owego Kiermaszu gnana tęsknotą za pania Eugenią
i niebywałą chęcia frywolenia popełniłam wiekopomne "dzieuo":


Niestety gołym okiem widać, że jeszcze długa przede mną... ehh...


Ale! Gdy pierwszy raz w życiu dziergałam ten element to zeszło mi dwa dni! Teraz - dwie godziny... Jak nic idzie ku lepszemu ;)

Idę kończyć chodnik łazienkowy :)

Pozdroofka!

P.S. WITAM DWIE NOWE OBSERWATORKI!

niedziela, 10 listopada 2013

Post fotograficzny


Wiem, były dawno. Niestety ostatnio mam spore opóźnienia we wszystkim ;)

Targi Książki w Krakowie! KOCHAM! KOCHAM! KOCHAM!
I zawsze staram sie być choćby nie wiem co. Jest to o tyle dziwne, że na codzień bliżej mi mentalnie do pustelnictwa, a tam... Zresztą sami popatrzcie:


Zaiste jest to ostatnie miejsce, w którym miłośnik ciszy i spokoju mógłby oczekiwać odpoczynku. Ja jednak tam ładuję akumulatory na caly rok. Kocham atmosferę Targów i kocham fakt, że nawet jak się z nikim znajomym wcześniej nie umówię, to tam spotykam tabuny bliższych lub dalszych znajomych Królika ;)
Z racji bardzo ciężkich warunków, zdjęcia zrobione przeze mnie są bardzo spontaniczne i nie tknięte photoshopem! Popatrzcie sobie jak to jest naprawdę ;)



Ten pan był zdecydowaną gwiazdą Targów...

A ta pani jest w rzeczywistości piękniejsza niż w telewizji. Co za klasa!


Natomiast ta pani... potrzebuje dużo...nowoczesnej techniki komputerowej ;)


Ten w rzeczywistości jest dużo chudszy niż na zdjęciach i w telewizji:


Tych panów uwielbiam!

Ojciec Leon Knabit

Janusz Majewski

I pamiątkowe zdjęcie z panią Małgorzatą Gutowską-Adamczyk ;) Kocham jej książki!

Było też parę gości zza granicy, m. in. Joanthan Carroll
i podpisany na zdjęciu:
Jego książek nie znam, ale... hmmm.. poszukam ;) Pan ciasteczko!

Popularni pisarze dziecięcy:

Grzegorz Kasdepke

Rafał Kosik

A tego znacie?


No i na koniec kocio

i hand made'owo


Kazdego roku robie tam jakis miliard zdjęć! W tym niwiele bo wysiadły mi baterie. Oczywiście wzięłam jedną zastępczą... JEDNĄ! Pogratulować intelektu...

Zdobyczy mam dużo w tym dwie z autografem: Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk i Janusza Majewskiego. Jestem wielbicielką "Siedliska" ;)

To by było na tyle.
Następny post bedzie dziergaczy. Obiecuję!




czwartek, 31 października 2013

HAED cz. 3 i zegarek

Krucho u mnie z czasem na dzierganie. Pochłonęły mnie praca i książki ;)

Niemniej coś tam przybywa:



Znudził mnie jednak potwornie więc tymczasowo wzbogaci UFOki...

Zdobyłam brakującą włóczkę do pledu i dziergam dopadkami. Niedługo jednak skończy się lila i znowu bedzie przestój.

Co zatem się dzierga?
Rzeczy praktyczne. Zero sztuki. Proza życia, czyli tzw "siera żyzn'".

Zegarek.
Wypatrzyłam go w szmateksie i bardzo mi się spodobał. Niestety nie dzialał. W naiwności swojej myslałam, że to tylko bateria...
Kupiłam ( 14 zł- nie był taki tani), zaniosłam do zegarmistrza i tu pierwszy zonk. Naprawa kosztowała 36 zł! Do tego pan skomentował negatywnie wygląd i moje z nim plany.
Podliczyłam. Zmięłłam w ustach parę 'ciepłych' słów i zostawiłam do naprawy.
Odebrałam. Przyniosłam do domu i... rozsypała się bransoletka!
Szlag mnie trafił i na jakiś tydzień zegarek trafił do szuflady a ja chodziłam koło niej jak osa.
Po tymże czasie stwierdziłam (ze zdziwieniem), że ja jestem(przecież) osobą dziergającą! Oprawić go w obrazek po prawdzie nie oprawiłam, ale postanowiłam, że więcej ani złotowki w dziada nie zainwestuję!
Pogrzebałam w przydasiach i stworzyłam potwora:


Wykorzystałam zapięcie z poprzedniej:



I wyszedł model bezpieczny dla alergików ;)


Może ja nigdy prochu nie wymyślę. Być może też nie stworzę wiekopomnego dzieła, które będą z podziwem oglądać przyszłe pokolenia ;) ;) ;)
Póki co zegarek robi furorę ;)
Dlaczego?
Bo nikt inny nie ma takiego ;)


Trzeba się cieszyć z małych kroczków ;)

P.S W następnym poście wspomnienia z Targów Książki, na których to miałam absolutnie nic! Ale to kompletnie NIC! A wyszłam lżejsza o... dużo za dużo...
Jak zwykle!