piątek, 27 sierpnia 2010

Wspomnienia z wakacji

Bardzo Wam dziękuję za wsparcie po odejciu Gryzeldy... To bardzo ważne.
Ten post napisałam zaraz po powrocie z urlopu, jednak złosliwosć aparatu który nie chcial oddac zdjęć i późniejsze wydarzenia spowodowały, że publikuję go dopiero teraz.


Urlop był krótki, jak to urlopy mają w zwyczaju ;) Ile by nie trwał zawsze będzie krotki. Zaplanowany był co do najmniejszego szczegółu ale jak to w życiu bywa… hmm… pogoda popsuła szyki.
Plan był taki: 4 dni Władysławowo, potem Kołobrzeg i Ogrody w Dobrzycy, potem odwiedziny Rodziny w okolicach Świnoujścia.
Władysławowo było strzałem w 10. Pogoda jak drut! Kobiety lubią brąz i kobiety miały brąz, a nawet czerwień i inne odcienie pośrednie ;) Trzeciego dnia wybraliśmy się z mężem rowerami do Helu… jakieś 40 km bo jeszcze kręciliśmy się po okolicy… Okolice przepiękne! Wzdłuż całego Półwyspu Helskiego jest ścieżka rowerowa i jedzie się jak po masełku brzegiem morza! Bajka! Niestety dla kogoś takiego jak ja, mającego siedzący tryb pracy… hmmm… dość powiedzieć, że okolice „okołopupia” … no cóż… Ale warto było ;) Jednak z powrotem wróciliśmy Pekapem nie wiedzieć czemu ;)
Nadmorski Park Krajobrazowy zaliczam na poczet odfajkowanych:



Następnego dnia zachmurzyło się i trochę popadało. Wprowadziłam w życie „Plan B”. Jak pisałam zabrałam ze sobą parę rozgrzebanych haftów. Zatem „Wiosna” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:



Następnego dnia w planie była teleportacja do Kołobrzegu i dalej do Hortulus w Dobrzycy. W tym momencie diabeł ogonem nasz urlop nakrył!!! Od tego momentu wszystkie plany jeden po drugim brały w łeb! O jaka ja byłam nieszczęśliwa!!!
Otóż zaraz jak wyjechaliśmy z Władysławowa do Gdyni otwarło się niebo i wylało cała wodę jaką w sobie miało… Lało całą drogę z Gdyni do Kołobrzegu. I to lało tak potężnie i wiało tak okrutnie, ze łamało drzewa… Nawet w Wiadomościach o tym mówili. Jasny szlag! Nie tracąc nadziei, z duszą na ramieniu jednak przedostaliśmy się do Dobrzycy. Dostać się tam… no cóż bardzo trudno jest jak się nie ma własnego środka transportu i tylko liczy na publiczny. A liczyć na publiczny musieliśmy, gdyż 2 dni przed wyjazdem jakiś pan oślepiony słońcem wjechał nam w diup.
Dojechaliśmy. Weszliśmy do sklepu zaopatrzyliśmy się w płaszcze przeciwdeszczowe a tu zonk!!! Ogrody zamknięte z powodu zalania!!! Ogród japoński a w zasadzie oczko wystąpiło z brzegów! Jasny szlag!!!
Co ja się naprosiłam tych ludzi :
- biorąc na litość (taki szmat drogi przebyliśmy)
- oraz podstępem (zakupimy u Państwa kalosze w cenie bardzo drastycznej)
- znowu litością (napiszemy oświadczenie, ze wchodzimy na własną odpowiedzialność a jak się utopimy zrezygnujemy z odszkodowania ;) )
Jedyne ustępstwo na jakie poszli to pozwolili obejść naokoło i porobić kilka zdjęć przez szpary w ogrodzeniach… Dali nam także pana anioła stróża, który pilnował, żebyśmy jednak się nie pomylili i nie weszli przez czysty przypadek, no bo przecież nie specjalnie ;) ;) ;)
Opłakane (bardzo dosłownie) efekty tego spaceru widać poniżej :













A mnie, tak samo jak i Wam, pozostaje tylko spacer wirtualny
No chyba, że ktoś poczuł się w jakiś sposób zachęcony i zapragnie pojechać. Trudno powiedzieć czy polecam (buuu!) ale z tendencją na „tak”. Ja w każdym razie kiedyś je zobaczę (cholera jasna!)

Tego samego dnia przedostaliśmy się w okolice Świnoujścia. Następnego dnia pogoda jak drut!!! Holender jasny złośliwy jeden!!! Słoneczko, fakt, że i wiaterek ale jednak NIE padało!!! Podłość (ludzka?) nie zna granic!
Na znak protestu wcielałam w życie drugą część „Planu B”.
„Jesień” Alfonsa Muchy doczekała się backstich’y:



Tym samym wszystkie Cztery Pory Roku czekają na wypranie i oprawców.
Potem pospacerowalismy troszkę po Puszczy Goleniowskiej
Reszta w następnym poście.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Dzierga się



RR u KasiS
Obrazek ma być wyslany 1.09. 2010.
Wystarczy "tylko" wyszyć domek...

czwartek, 12 sierpnia 2010

Żegnaj...

Przyjaciółko szarych dni...



Moja iskierko szczęscia... spoczywaj w pokoju...

wtorek, 10 sierpnia 2010

"Miejsce"

Urlop się skończył jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam się wziąć za pisanie. A pisać jest o czym... Najpierw jednak obiecane „Miejsce”. Znajduje się ono w Warszawie i ciekawa jestem czy Warszawianki będą wiedzieć gdzie dokładnie ono jest ;) Rozwiązanie quizu na końcu posta.
Uwaga, zaczynamy:



Dach garażu:











I pomysl z trawą, który już wykorzystałam w moim prywatnym Kew Gardens ;)



I zjazd dla niepelnosprawnych





Czy już wiecie gdzie to jest???

Jeszcze nie?

No to podpowiem ;)



Myslicie, ze doceniają fakt, ze pracują w tak pięknym miejscu???

Hmm...

W drodze powrotnej już w Krakowie, a dokładniej w Galerii Krakowskiej zakupiłam sobie coś o czym marzyłam od baaardzo długiego czasu! A jest to… kanwa 14 w kolorze surowego lnu!
Kosztowała majątek, ale co tam. Hobby to hobby ;)



Kolor, jak to zwykle z kolorami na zdjęciu bywa, przekłamany.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Niespodziewany wyjazd!

Kochani 'Miejsce' musi poczekać. Wszystko musi poczekać ;)
Jadę na niespodziewane wakacje nad Bałtyk. Decyzja z tzw 'dzis' na jutro'. Małżonek dostał urlop a to u niego baaardzo wielka rzadkosć! Musimy to wykorzystać. Postanowilismy objechać Wybrzeże od Gdańska do Swinoujscia, zaliczając po drodze kilka parków i ogrodów...
Trzymajcie kciuki, bo akurat za oknem niezłe pandemonium jest. Jakas burza gigant...

Będę za dwa tygodnie!

Pa!

P.S. Zabieram jakąs gigantyczną liczbę rozgrzebanych haftów ;) w razie gdyby taka pogoda jak ta teraz za oknem miała potrwać dłużej... (tfu, tfu, tfu! na psa urok!)

czwartek, 15 lipca 2010

Ogrodowy weekend rozmaitości cz. 3

Była proza, potem poezja, teraz czas na 'tfurczosć' własną... 'From the mountain' bardzo przepraszam ;) ;) ;)

Z Ogrodu Botanicznego do Ogrodu Ujazdowskiego prowadzi kładka, wzdłóz której jest niby to zwykła rabatka...



Lecz jak się jej tak bliżej przyjrzeć...









... można zobaczyć przesłanie dla kosmitow... WWRRRÓÓÓĆĆ! Dla samolotow ofkors ;)

Dla tych, którzy nie znają Warszawy od strony ogrodów: wzdłuż Alei Ujazdowskich znajdują się obok siebie 3 wielkie parki. Pierwszy, ktorego nazwa sprawia najwiecej radosci obcokrajowcom - Łazienki, następnie Ogród Botaniczny, dalej kladka nad jakąs okrutnie ruchliwa ulicą i Park Ujazdowski (w dwóch częsciach). Z braku czasu zwiedzilam tylko jedną. Parki te w sobotnie popołudnie były prawie calkowicie wyludnione. Jako, że poruszam sie po nieznanych mi miejscach zazwyczaj kompletnie bez planu miasta, za główne źrodło informacji sluży mi przyslowiowy 'koniec języka'. I tak też dowiedziałam się o drugiej częci Parku Ujazdowskiego, że piekny, że stare domy, że warto odwiedzić, ale, tu cytat "Pani, nie samej bo tam strasznie torebki wyrywają". No to nie poszłam, zeresztą czas mnie okrutnie gonił. Będzie okazja za rok ;)
Zreszta już ta pierwsza częsć zachęca do tego, zeby tam jeszcze wrocić. Zobaczcie sami...













I skwerek z rzeźba dla dorosłych, nieletnich uprasza się o zamknięcie oczu ;) ;) ;)



I ostatni rzut oka przed wyjciem



Jeszcze chwila i zamienię sie w warszawską syrenkę ;)



Zachęcam Wszystkich, ktorzy odwiedzaja Stolicę do odwiedzenia tych sąsiadujących ze sobą parków. A moze i rdzennych mieszkańców, na codzień zagonionych, na chwilę oddechu w zielonej oazie? Z doswiadczenia wiem, że własnego miasta można nie doceniać i nie widzieć jego uroku. Dopiero spojrzenie z zewnątrz jest kierunkowskazem ;)
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Miło, ze posty nie-dziergacze też wywołują chęć komentowania ;)
Udręczonych moimi ogrodami uspokajam: dzierga się ;)i to sporo ;) i się fajną dzierganą rzecz w podroży kupiło, ale o tym jak opuscimy 'Miejsce'...

środa, 14 lipca 2010

Ogrodowy weekend rozmaitości cz. 2

Po warszawskim Ogrodzie Botanicznym oprowadzi nas Jonasz Kofta:

Pamiętajcie o ogrodach

Bluszczem ku oknom
Kwiatem w samotność
Poszumem traw
Drzewem co stoi
Uspokojeniem
Wśród tylu spraw







Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście





Pamiętajcie o ogrodach
Czy tak trudno być poetą
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton





Ten ogród odwiedzam najczęciej. Zawsze ilekroć tam jestem nucę sobie tę piosenkę. Nie wiem dlaczego, ale tylko i wylącznie w tym ogrodzie. A dzis taki refleksyjny mam nastrój... Obiecuję, ze już nie bedzie więcej poezji :)

A ten post dedykuję Pikini