czwartek, 25 lutego 2021

Dzieje się

 na różnych frontach. 

Ze strony budowlanej trwa remont kapitalny Chaty w Kju! Oszalałam... Pandemia walnęła mi na mózg ;) Absolutnie!

Zdjęć "przed"nie będzie. Zdjęcia "po" będą pojawiać się systematycznie w późniejszym terminie. Przewidywalny termin końca przebudowy to koniec marca, początek kwietnia.

Ale to jest przedsięwzięcie!... Zastanawiam się z którego piętra skoczyłam, że się tego w ogóle podjęłam...

Ze strony "dzierganej" również dużo się dzieje ale z przyczyn "ze względu na wzgląd", głównie zamówienia.

Pierwsze to zamówienie na pomoce naukowe do przedszkola, dziergane z głowy, czyli z niczego ;)


Drugie, to czapki i komplety niemowlęce. Inspiracja z Internetu, bodaj LaPanda, a większe to już kombinacje własne.


W tej chwili dzierga się identyczna tylko na roczne dziecko. Ponieważ wszystko z tej samej włóczki więc nie będę Was zarzucać zdjęciami. Tu mniejsza dla noworodka, większa dla niemowlęcia (ok 3 miesiące).

Trzecie, to zamówienie na chustę Baktus, dzierganą od dołu. W trakcie realizacji.

Sama nie wiem kiedy na to wszystko znajduję czas. Do tej pory byłam przekonana, że igły w swój plan dnia nie wcisnę ;) a tu proszę. Ale dobrze. Bardzo się cieszę! Chata w Kju potrzebowała pogłaskania i zaopiekowania. Zamierzam zresztą spędzić w niej emeryturę (a najpierw jakimś cudem do niej dożyć).

Dziergam już absolutnie wszędzie ;) więc jak się pojawię w jakimś viralu internetowym jak pewien Pan w rękawiczkach, to się nie zdziwię ;) 

Na całe szczęście są tacy, którzy podjęli się trudnej sztuki odpoczywania za mnie...



 

Oczywiście NA STOLE! Bo wiadomo, że jak  Pańci nie ma to koty harcują ;)

Bo KIEDYŚ to na stole takie rzeczy się poniewierały ;)


A teraz to już tylko koty...

Do następnego!

P.S. Skrzypcio dziękuje za kciukasy! Rana się zagoiła i póki co nie zgłasza kolejnych problemów... (tfu!Tfu! Na psa urok!)

piątek, 15 stycznia 2021

Koronkowa pandemia

 Kochani!

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu Ani z bloga  http://iwanna59.blogspot.com/2021/01/koronkowa-pandemia-zasady-i-inspiracje.html

Tym razem zamierzam sprostać...


Postanowiłam dołączyć, bo zamierzam parę "braków"* w wystroju, choinki i nie tylko, w tym roku uzupełnić. A że ostatnio bardziej mi po drodze z szydełkiem i drutami, bardziej niż z igłą...

No i potrzebuję bicza nad głową, żeby tego dokonać... 

Taki lajf...

A poza tym sytuacja pandemiczna zaczyna mi powoli bokiem wychodzić... (i niestety aparatem mowy także, więc fajnie by się było wyciszyć...)

Zapraszam w imieniu Ani :)


* "braków"? Jakich braków... ;) tak sobie podziergać chcę ;)

wtorek, 12 stycznia 2021

Nowy Rok, nowy post

Nowe życie ;) 

Nie, nie u mnie. Za stara już jestem na takie atrakcje ;)

Ale z rozpędu, jako że nitki zostało to powstał komplecik:


Sprzeda się, to się sprzeda. Nie sprzeda się? To się nie sprzeda. Z potrzeby serca powstał, żeby sobie utrwalić technikę. Powstanie jeszcze miętowy ale nie wiem kiedy, bo się inne zobowiązania nawarstwiły- nie dziergane.

Z tej włóczki powstanie jeszcze komin i czapka dla Syna. Kiedyś.

Kochani! Mało pisałam w ubiegłym roku i to nie było dobre. Nowy rok- nowe postanowienia- nowa energia (oby nie w gwizdek). Ale może już dość leżenia na kanapie... Do roboty czas!

Najlepszości wszelakiej na ten nowy rok dla Was!

czwartek, 31 grudnia 2020

Ostatnie prace, podsumowanie i życzenia

 Nigdy nie sądziłam, że to powiem ale...chyba lubię wyzwania. 

Pojawiło się kolejne zamówienie. Najpierw ogarnęło mnie totalne przerażenie! Czapki nie dziergałam nigdy! A tym bardziej kompletu dla niemowlaka...

Czapka  miała być z gatunku "zwyklak" dla Mamy maluszka. Poprzednia już leciwa, a nowych takich już nie kupi. No to powstała, dziergałam ją na tzw intuicję kobiecą. Za nic nie potrafiłam rozliczyć początkowych oczek... Ale wyszła idealna! I Mamie maluszka jest w niej cudownie! Czego nie mogłam powiedzieć o sobie jak ją przymierzałam na wielkość ;)


Naoglądałam się przy tym filmików na YT od groma. I na jednym pani mówiła: nabierz 60 oczek. Na drugim: nabierz 96 oczek. Na trzecim (czapka dziergana na skos) nabierz 40 oczek... Metodą na ślepo nabrałam 88, bo skończyła się nitka dodatkowa. I w punkt! Bo 88 było idealnie. Dziergana z włóczki Merino.

Następny był komplecik dla Jej Synka. Tu z pomocą przyszła LaPanda (czapeczka) i Wełniany Grajdołek (rękawiczki). Nie byłabym sobą gdybym czegoś nie pozmieniała. Ale wyszło!


Również włóczka Merino

No i rok się był prawie skończył... Jaki był? Wszędzie wszyscy krzyczą, że najgorszy. Ja też początkowo porwałam się tej tragicznej retoryce ale potem pomyślałam, policzyłam i wyszło mi, że całkiem całkiem. A nawet nie najgorszy był to rok. Może nawet dobry był....

A dlaczego? Otóż:

  • 12 wydzierganych chust szydełkiem,
  •  ponad 100 uszytych maseczek,
  •  8 szydełkowych podkładek na stół do Kju,
  •  6 wymienionych okien w Kju, w tym 4 tarasowe,
  •  4 pary niemowlęcych bucików na drutach,
  •  2 czapki na drutach,
  •  para rękawiczek na drutach,
  •  1 domek drewniany dla Synka,
  • 1 huśtawka ogrodowa do Kju, drewniana
  • nowe meble w łazience,
  • nowe meble w "gabinecie",
  • nowe łóżko dla Synka
  • remont w kuchni- zamontowanie zmywarki i przeróbka mebli.

Ponadto był to rok spędzony z rodziną. BEZ rozwodu, BEZ wyrzucania nikogo/niczego przez okno. BEZ skakania z nadmiaru rodzinnego szczęścia z balkonu. SUKCES! Bo niejednokrotnie aż się prosiło ;)

No i BEZ koronawirusa. Chyba, że nie wiemy, bo był skąpoobjawowy. Coś nas tam troszkę toczyło ale nienachalnie więc pewności 100 procentowej nie ma.

Był to rok, który dał w cztery litery okrutnie ale dał też bezcenny dar- CZAS. 

Czas z rodziną, czas strachu, czas niepewności, czas pustki i wypełnienia. Czas, który widziany jest dopiero z perspektywy (czasu;)). Dziwny czas. Bezcenny czas. 

Czy twórczy? To już zależy od każdego osobiście. Dla mnie tak. I tego WAM życzę. CZASU. Wykorzystajcie go mądrze.

Do następnego! (oby!)


P.S. Dla niewtajemniczonych: Kju, to odziedziczona przeze mnie działka z domem po Babci. Nie mieszkam tam więc jest to głównie zachwaszczona działka i zaniedbany dom. Do czasu. Tak- tego czasu- bo właśnie zaczęłam ten stan rzeczy zmieniać... Kiedyś będzie tam Kew Gardens ;) teraz jest tam po prostu Kju.

niedziela, 6 grudnia 2020

Buciki i kciuki dla Skrzypcia

 

Pojawiło się zamówienie, a właściwie jeśli o mnie chodzi- pojawiło się WYZWANIE.

Nie lubię dziergać na zamówienie. Mam takie poczucie, że wszystko co wydziergam nie jest wystarczająco ładne/estetyczne/zgodne z oczekiwaniami. A przecież biorę za to pieniądze.


A tak się akurat składa, że zamówienia pojawiają się na rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam.


Zawsze byłam bardziej szydełkowa niż drutowa. A na drutach jeśli już to prawe-lewe (jak się okazało odwrócone)

I teraz tak muszę lawirować, tak kombinować, żeby moja wirtuozeria prawolewa odwrócona sprawiała wrażenie, że ja na co dzień tylko ażur ;) jak najbardziej po bożemu ;) 


Wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Jak w życiu. 

Dlaczego się zgadzam na dzierganie czegoś czego wcześniej nie robiłam? Zabijcie mnie nie wiem. Takie kamikadze mi się włącza ;) Głupota ludzka nie zna granic ni kordonów ;) Na całe szczęście mamy youtube! https://www.youtube.com/watch?v=6plVfUO4438  z pomocą przyszedł Wełniany Grajdołek. Dziękuję!

A może lubię uczyć się nowych rzeczy, a bez bata nad głową mi się nie chce? Bo leniwa baba jestem okrutnie!

A tak naprawdę to nie wiem czemu ale dzierganie mi ostatnimi czasy najnormalniej w  świecie nie idzie. Gdyby nie zamówienia chyba nie dziergałabym wcale. Od czytania odrzuciło mnie też. Od pracy też. Od życia jeszcze nie ale... jak tak dalej pójdzie i się nie spoziomuję...

Bo dookoła jest jak jest, a dodatkowo Skrzypcio toczy właśnie poważną walkę... Jest po dwóch operacjach, na antybiotyku, na uspokajaczach, w kołnierzu... Taki bidulek koci. Chodzi za mną jak pies, śpimy razem. On wie, że walka poważna, a wojna idzie o wysoką stawkę i że ten człowiek, który go codziennie zanosi do weta jest tak naprawdę po jego stronie. Dziś na przykład nie zmrużyłam oka, bo wieczorem wydrapał sobie szew i miał otwartą ranę. Szalał, podawałam uspokajacze, po których wymiotował... usnął dopiero o 6.00 rano, a godzinę później obudził się mój syn... Tak że ten...tak wygląda życie teraz.

 

 Trzymajcie za niego kciuki!

A tak jeszcze wracając do zamówień. Można się dziwić, że przyjmuję zamówienia na coś, na czym się nie znam- i to jest zrozumiałe. Natomiast motywacja ludzi zamawiających jest interesująca: bo dziergasz. W tym momencie to jest powód. Nikt nie wnika, czy na szydełku, czy na drutach, czy na czółenku, czy haftujesz, czy robisz kartki. Dziergasz. Robótkujesz. Zajmujesz się rękodziełem. I jeszcze, oczywiście, tanio ma być...

A tak jeszcze btw dziergania na drutach oczkami odwróconymi. Otóż są dwie szkoły. Klasyczna, można nawet powiedzieć konserwatywna dzierga nabierając prawe oczka tak od dołu (i one wyglądają jak odwrócone w moim mniemaniu) analogicznie dziergają lewe- od góry. Ja się nauczyłam inaczej i należę do awangardy ;) ;) ;) I! I jest ktoś kto dzierga tak samo jak ja, a jest osobą podziwianą i szanowaną, mianowicie Adrianna Biedrzyńska! Obserwuję ją na Instagramie i na FB, ostatnio pokazywała jak dziergać czapkę (ona dzierga prześliczne czapki!) I właśnie ona robi odwrócone ;) ale idzie w zaparte, że to prawe-lewe. 

Więc ja tez tak będę twierdzić! HOWGH!

Zdrówka Kochani!

poniedziałek, 28 września 2020

Nowy DOM(ek)

 

W naszym mieszkaniu rewolucja.

W Chacie w Kju rewolucja.

Jednym słowem Chaos. Na początku zwykł bywać ale potem ponoć zapanuje ład i wieczna szczęśliwość ;)

Oprócz totalnej demolki i generalnej zmiany dekoracji, która jest spełnieniem MOICH marzeń, zdarza mi się również spełniać marzenie INNYCH ;)

Na przykład marzenia o DOMU.

"Mamusiu, zbudujesz mi DOM" "Zbuduję Synku, najpiękniejszy na jaki mnie stać" ...

Prezentowane niżej zdjęcie jest placem budowy, bo dekoracje są w trakcie. Możliwe, że pojawią się dopiero w przyszłym roku, bo muszę się teraz skupić na tzw "prawdziwym życiu".


 


Jest mały ale matka do środka wejdzie i się nawet bez problemu wyprostuje ;) Ojciec w 90%. Ale wszak nie dla nas to cudo, a dla naszego Skarba. A Skarb zachwycony!

"Mamusiu, a ten DOM jest całkowicie MÓJ?"

"Tak Kochanie"

"I mogę tu zapraszać PRZYJACIÓŁ?"

"Tak Słonko"

I Przyjaciele na plac budowy przybyli :)

W związku z wizytą demolka jakby większa ;)

Jest dobrze.


środa, 16 września 2020

Zmiany.

Podobno największe rewolucje zaczynają się od pierwszej decyzji, potem już jakoś leci.

Dorosłam do zmian.

Dojrzewam do rewolucji.

Moje dotychczasowe życie to pasmo jakichś tam sukcesów zakończonych najczęściej spektakularnym upadkiem. Dla jednych kobieta sukcesu, dla innych przykład jak się nie powinno. Z jednej strony przykład kobiety spełnionej,  z drugiej..."kobieto, a cóżeś ty najlepszego zrobiła". Zawieszona pomiędzy "pomagaj, bo tak trzeba", a zwykłym "znowu cie wy...li".

Problem leży zazwyczaj w tym, którzy ludzie stoją po której stronie. Jeżeli bliscy wspierają, a wrogowie krytykują- jesteś w raju. Nie zawsze tak jest. Można nawet powiedzieć, że zwykle jest inaczej.

Brak akceptacji można w bardzo łatwy sposób przykryć nowym zakupem. Ot, chandra, mała melancholia idziesz do sklepu, ciuch, pierdółka i humor lepszy. Jedna rzecz jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Druga, piąta, dziesiąta, pięćsetna...gdzieś mija się magiczną granicę dobrego smaku.

Ta narodowa kwarantanna to nie był do końca taki głupi pomysł i nie chodzi mi o wirusa, czy jest czy go nie ma. Historia to oceni. NAM został podarowany czas, żeby się zatrzymać i przyjrzeć się swojemu życiu nieco z boku, choć ze środka. Z epicentrum centrum. Ze środka strachu swojego serca. Skatalogować obawy. Zweryfikować marzenia. Chłodno ocenić fakty.

Daj Boże (dla wierzących) jeśli konstatacja wyszła in plus. NIEDEJBUK (dla pesymistów) jeśli inaczej.

Z obserwacji wynikło mi, że ludzie po kwarantannie zaczęli się zachowywać bardziej radykalnie. Nie chodzi o poglądy (choć w tym też). Nagle wszyscy zapragnęli wyjechać nad polskie morze! Potem w góry! Stwierdzając, że wszędzie jest ścisk, rzucili wszystko by pojechać w Bieszczady!W efekcie wszędzie dzikie tłumy.

Wiem jakie były motywacje takiego stanu rzeczy. Ludzie pochłonięci przez kierat dom-praca-dom, nagle stwierdzili, że kurcze! Przez tyle lat tylko się dorabialiśmy i dorabialiśmy, powiększając majątek, a kiedyśmy ostatnio gdzieś pojechali? W podstawówce! A może na studiach? A tu sześćdziesiątka na karku. Zanim umrę chciałbym/chciałabym jeszcze...

Jedni jak tylko pozwoliły władze państwowe pobiegli złożyć papiery rozwodowe. Inni, dawno samotni, zapragnęli zmienić ten smutny stan rzeczy. Nie nam oceniać- nie my ich życiem żyjemy.

Ja nie należałam do ww grup. Jako karna osoba najpierw grzecznie spędzałam czas w domu, nie wychodząc bez potrzeby. Potem wyjść musiałam. Potem przyszły wakacje i sama nie wiedziałam co z tym fantem zrobić. Jak to w takich sytuacjach bywa gros tytanicznej pracy odwaliła psychika. Blokowana za dnia wystrzeliła gejzerem w nocy. W snach...

Sny doprowadzą mnie kiedyś do rewolucji. Póki co pora skupić się na zmianach. 

Obrosłam rzeczami. Wiem czym to było podyktowane, podświadomość mi podpowiedziała. Jak zwykle miała rację więc bez dyskusji wzięłam się za wyrzucanie, darowanie, dzielenie się. Trzecia bogata zbiórka wielkich gabarytów przed nami. Kosze PCK, czy innych firm, w które nie wnikam, połykają zawartość szaf na wypadek, że może kiedyś schudnę. Sprzęty kuchenne schodzą na pniu. Dziś np pozbyłam się odkurzacza ;) Kiedyś ekspresu do kawy. Radio poszło w prezencie dla starszej cioci. Z ręczników ucieszyło się schronisko dla bezdomnych zwierząt. Książki ubogacają biblioteki i półki bookcrossingu.

Kiedyś, parę lat temu kupiłam sobie książkę "Magia sprzątania" Marie Kondo. O raaaany! To było odkrycie i mega power! Ale nie było czasu. Potem była kwarantanna, był czas ale był strach. A potem przyszła radykalizacja. Kurczę! Przez tyle lat dawałam sobie różne rzeczy wmawiać wierząc jak bardzo wielkim prochem marnym jestem. Zapychałam podświadomość radością z rzeczy materialnych aż w końcu zauważyłam, że one mnie duszą. Pora otworzyć okno i wpuścić świeże powietrze. 

Zapragnęłam minimalizmu.

Kapsułkowej szafy. Dobrej kawy. Remontu.

Nieco mnie pochłonęło to fakt. I jeszcze mi trochę zejdzie choć jestem prawie na finiszu.

Wyrzucam, daruję, dzielę się.

I remontuję Chatę w Kju.



Pierwszych rzeczy pozbywać się było trudno. Teraz z każdą następną czuję radość w sercu. Marie miała rację. Anna Mularczyk-Meyer też. Namiętnie słucham Jej vlogów

Tylko nic nie dziergam...

Dajcie mi trochę czasu...