niedziela, 25 sierpnia 2019

40 lat ma sie raz ;)

Albo i kilka razy, jeśli się jest kobietą ;) Jak mawiała nieodżałowana Maria Czubaszek "Kobieta powinna raz postanowić ile ma lat i się tego trzymać" ;)
A co jak się jest mężczyzną? Ooooo.... no to ho ho! A nawet ho, ho, hooo! Imprezuje się tydzień, a następnych można nie dożyć? (TFU!x3!!!)

No i goście mają wybór. Albo spełnić zachcianki, albo wyśmiać zainteresowania delikwenta ;) Albo i to i to, z czystej sympatii i przyjaźni. Bo przyjaźń to święta rzecz!

No to się pojawiło zamówienie na piwne skarpetki. Pierwowzór został przysłany messengerem i nieco mnie zmroził. JA NIGDY NIE ROBIŁAM SKARPETEK!
Próbowałam wydębić na koleżankach dziergających takoweż, ale nic a nic nie dały się namówić ;)
"Przecież dziergasz, co to dla ciebie?" Tia...
Czas uciekał. Deadline coraz bliżej, a ja w lesie, ba! W Puszczy 'Białowieszczańskiej' prawie! ;) ;) ;)
TYLE RAZY SOBIE OBIECYWAŁAM!!! Dzierganie na zamówienia to nie twoja, Susan, bajka! Ty się nie zgadzaj babo! Głupia babo!!!

Człowiek postawiony pod ścianą z odbezpieczonym pistoletem przyjaźni może wiele...

WYDUSIŁAM je z siebie...

Pierwowzór:


 Wypociny:



 Udręka: (uchwyty)


Ściągacz robiony dookoła sie skręca. Na gładkim wzorze tego tak nie widać.
No to, że inne wyszły widać gołym okiem... Niemniej podobały się zamawiającemu, a przynajmniej tak twierdził ;)
Dziś już imprezowicze wracają po tygodniowej uczcie ;)
Daj Boże szczęśliwie...

P.S. Korzystałam z filmiku instruktażowego Intensywnie Kreatywnej na youtube. Taka genialna, żeby sama z siebie to ja nie jestem ;)

środa, 21 sierpnia 2019

Walentynki w sierpniu? Why not?... ;)

Oj kuleje mi ten blog w tym roku okrutnie! Dziergaczo dzieje się całkiem nawet, choć głównie sekretne projekty, których pokazywać nie nada..
Dziś poszedł ostatni i w sobotę będzie doręczony, zatem od soboty mogę publikować :)

Pomysł na serduszka narodził się tuż przed Walentynkami, ale realizacja, jak to u mnie, musiała nabrać mocy prawnej. Materiały zakupiłam od razu, ale...
Kolejny raz zepsuł mi się komputer (tak- ten wypasiony w kosmos...). Padł system. Zafundowałam mu wycieczkę do Poznania, gdzie panowie postawili system od nowa dosłownie 2 dni przed upływem gwarancji... No i jak wrócił okazało się, że muszę wszystko poinstalować od nowa... Ponieważ odbywa się to już pierdylionowy raz to straciłam do niego serce... Uwierzycie, że otworzyłam go tylko raz, żeby sprawdzić czy działa. Jak go szczęśliwie zamknęłam w maju tak leży. No nie mam serca.
Teraz korzystam sporadycznie z komputera Osobistego. No ale jednak to nie mój.. nie mam swojego ulubionego programu do obróbki zdjęć i nie mam swoich ukochanych zdjęć. Poszły w kosmos.
Siedzę za to w komórce na fb i insta.
Źle. I źle mi z tym.
No ale do brzegu. Powstały już dawno ale dopiero tutaj teraz i saute:





Teraz leżą sobie na tacy, a w okolicy świąt podepnę im uchwyty i wylądują na choince.

Ściskam Was mocno!

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Sal z Flamingiem

Nie miała baba kłopotu...
Zapisałam się i nie spostrzegłam, że czas płynie.
Mam jednak mocne postanowienia.
Różne i dużo ich.
Dziergajmy!
Zapisy już dawno przepadły ale były tu

niedziela, 5 maja 2019

Przez różową szybkę...

Tak się stało, że kwiecień chciałabym wymazać z pamięci. Nie to, że się coś strasznego porobiło. Wszyscy zdrowi (dzięki Bogu!). Nastąpiła kumulacja złej energii. Wydarzenia ostatnich lat nawarstwiały się zagrzebywane przeze mnie pieczołowicie pod dywan. Udeptywałam, udeptywałam aż jednym końcem wyszło. Dywanu nie stało.

Do tego strajk. Niech go drzwi, bo wszystko przez niego. Poziom spolaryzowania społeczeństwa też spod dywanu wylazł. Tam też dywanu nie stało. Dla jednych święci misyjni, dla innych darmozjady skończone. I w tym człowiek. Balansujący pomiędzy świętym darmozjadem co mu się w dupie  poprzewracało chcący zjeść choć okruszek z drzewa słońca. To teraz ma. Sam sobie winien.

Nie bronię. Ale tez nie staram się oskarżać. Ot stało się to co stać się musiało. Dywan krótki. Miał swój początek i koniec. I koniec.

W takich chwilach zazwyczaj oddalam się w rewir emigracji wewnętrznej. W małych miastach jest to trudne. Rola darmozjada prosta nie jest. Darmozjad nie chce być darmozjadem. Długo się uczył, żeby nie być. A jest. Taki paradoks.

I żeby była jasność. Nie bronię nauczycieli, choć jestem jednym z nich. Wiem, że gdzie indziej też nie miody. Zostałam redaktorką. Rok intensywnie ciężkiej pracy na 2 etaty. Kosztem dziecka. Kosztem zdrowia. Kosztem własnym (finansowym). Książki wychodzą jedna po drugiej. Cieszę się. Jest wielka satysfakcja. I tylko ona musi zostać bo pieniędzy nie będzie. Taki trick. Taki żart? Takie życie...

Może kiedyś. Może nigdy. W weekend majowy miało być morze. Nasze polskie. Ojczyste. Czas w końcu taki patriotyczny... Okazało się, że satysfakcja i radość z dobrze zrobionej pracy to nie jest waluta, którą można zapłacić za bilet. Szkoda. Maj trzeba przeżyć. Morze będzie może później. Może nigdy. Życie jest takie krótkie i takie nieprzewidywalne...

Cóż, trzeba usiąść i podziergać. Dorobić dywanu. To zawsze pomaga. Boże, gdyby nie hobby to chyba bym oszalała. A tak popatrzyłam na świat przez różową szybkę...



Takie nie-kto-wi-co. 75 cm średnicy. Z kordonka z odzysku. Docelowo będzie w Kju na małym okrągłym stoliku.

Kiedyś.

P.S. Skojarzenie z tytułem baśni Ewy Szelburg-Zarębiny w pełni zamierzone.
Dziś w tonacji moll, za co przepraszam. Ale tak się czuję.

piątek, 26 kwietnia 2019

Co dzis na obiad?

To pytanie spędza(ło) mi sen z powiek. Już nie spędza. Teraz już zawsze będzie co jeść, a i talerze się zbytnio nie zbrudzą ;)


45 pierogów. Różnych. Z serem, ruskich, z mięsem, z kapustą i grzybami. Poje sobie chłop po orce, jak i baba po żniwach, a i dziecku starczy ;) 
A że dietetyka ważna to popcha sałatką. Bogate źródło witamin (nie od dziś wiadomo).


Jeszcze mało? To dopcha kanapeczką. Z dodatków oprócz tego co było oraz sałaty, przybyła szynka wieprzowa i kiełbasa krakowska.


 Co zostanie można poprosić na wynos. Pakujemy w eleganckie kosze. Można poświęcić (się) ;)


Gość w dom- Bóg w dom. Nikt głodny nie wyjdzie ;)
Polska gościnność to dla nas rzecz święta.

Najlepszości, Kochani, i żeby nikt nigdy głodny nie był. Tego Wam życzę z całego serca...

poniedziałek, 25 lutego 2019

O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocy?

Ta mała zmiana czyni wielką różnicę ;) Wiadomo przecież, że w sensie religijnym to Wielkanoc jest ważniejsza. No właśnie ale rękodzielnicy i handlowcy oszaleli i nade wszystko stroją Boże Narodzenie. Bo wdzięczniejsze, bo po ciemku, bo tak ;)
Wielkanoc to wiosna i powodów do radości zbyt wiele, żeby jeszcze dziergać, choć oczywiście się dzierga ale mniej i jakoś tak z jajem ;)

U nas zimą same imieniny i urodziny. Na prezenty można zbankrutować, zatem tradycyjnie u mnie część dzierganych.
Dla bratowej męża, wielbicielki fioletowej choinki, powstały dzwonki z bawełny:


 Potem kwiatki:


 Ogólnie prezent trafiony :)


Ale ponieważ mnie też się bardzo spodobały zrobiłam sobie czerwone. Przydały się szybko, bo Synek złapał za światełka i pobiegł. Choinka pobiegła za nim, ale że słabo biega to się zasapała i rozczłonkowała na milion kawałeczków... Szybciutko musiały powstać nowe ozdoby.





Nie powiem żebym się jakoś specjalnie zmartwiła ;) Lubię dziergać ozdoby więc dla mnie to przyjemność, a te które przepadły nieco się już opatrzyły. Teoretycznie dziergałam sobie powoli bo chciałam ubrać na czerwono za rok... Cóż, cieszyliśmy się czerwienią wcześniej ;)

No i ciasteczka orkiszowe, nasze nowe uzależnienie ;) Pychotka!


niedziela, 24 lutego 2019

Jedna jaskółka wiosny nie czyni...

Oj, zarosły ścieżki...
Nawet nie ma jak się wytłumaczyć...
Życie pędzi jak szalone.
W tym czasie zredagowałam trzy książki, trochę podziergałam. Haft zarzuciłam totalnie. Nie mam warunków. Dziergam teraz kolosa, nad którym trzeba się skupić. Organizm ludzki musi spać przynajmniej 4 godziny. Nie ma siły. Musi. Szydełko jest fajne bo nawet w dojazdach można małe  co nieco.

Na szczęście zostały raz w miesiącu zajęcia z koronki klockowej. Przynajmniej raz w miesiącu mam możliwość spokojnie podziergać nieprzerwanie przez 4 godziny :) O ile Syn nie choruje... a choruje często.

Redagowanie książek podoba mi się coraz bardziej.  Po wrzuceniu na głęboką wodę na pierwszy rzut oka myślałam, że utonę. Matko! Jakie to wszystko było trudne! Tekst trudny, z licznymi powtórzeniami i zdaniami na całą stronę! Bawiłam się z nim 4 miesiące, zgłębiając temat w każdej wolnej chwili. A było ich niewiele... Praca na etat, dojazdy po 80 km w jedną stronę i dwa dziecięce szpitale... operacja... Myślałam, że polegnę i każdy byłby zrozumiał... Ze struchlałym sercem wysyłałam tekst... Czy się spodoba? Czy mam szansę?
Został zaakceptowany ale okazało się, że... sponsor się wycofał. Tekst nadal czeka na publikację.

Drugi- w całości mój - czeka na poprawki współautorki.

Trzeci -  zupełnie niespodziewany... taki z cicha pękł... ukaże się w marcu :) Może zła passa się skończy? Oby.

Jeszcze na tym nie zarabiam  ale zaczynam poważnie brać pod uwagę ten sposób zarobkowania. Zbieram portfolio. Praca w szkole, choć piękna i wzniosła, staje się coraz trudniejsza i skomplikowana. Ludzie ludziom zgotowali ten los... Coraz więcej koleżanek i kolegów odchodzi z pracy. Ludzie z sercem do dzieci odchodzą bo... no właśnie... bo jeść trzeba, a kredyty we frankach najczęściej. Nie mam kredytów na szczęście i póki co nie zamierzam zmieniać pracy ale... jakieś tyły w razie "W" trzeba mieć. Chyba nie chciałabym być teraz dzieckiem. Nikt nie ma dla nich teraz czasu. Rodzice coraz dłużej w pracy, w szkole ważniejsze od uczniów są papiery. Papier wszystko przyjmie... Smutne czasy.

Niewiele dziergałam - głównie ozdoby bożonarodzeniowe. Spodziewajcie się ich w okolicach Wielkanocy ;)  W końcu rzeczywistość kreujemy my, a nie jakiś głupi kalendarz ;)
Tak, znam bajkę o łodzi ;)

Na dzisiejszych warsztatach powstały ptaszki. Oby zwiastowały rychłą wiosnę i mój powrót do blogowania :)


Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że czekaliście cierpliwie :)