wtorek, 19 kwietnia 2016

Frywolitkowa wiosna

Zawzięłam się! Jak to? JA nie dam rady??? A właśnie że dam!


Żółtych było siedem, ale dwie poszły do ludzi zanim zostały zdjęte :) Powtarzałam do uśmiechniętej a to dlatego, żeby sobie raz na zawsze utrwalić co robimy w łuczkach i jak łączymy pikotki. Jak się dobrze opanuje podstawy to potem już idzie.
Tymczasowo zawisły na wierzbie ;)




Są grube a to dlatego, że są 'materiałem szkoleniowym'. Na cieńszej nitce źle się uczy. Jak już opanowałam technikę to nadeszła mnie taka refleksja... i dlaczego wcześniej robiłam z tego taki problem? Przecież to takie proste jest...

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Życie zaczyna się...

po czterdziestce ;) czyli Mama Last Minute ;)

Kochani! Przepraszam, że nie mówiłam Wam wcześniej ale bałam się zapeszyć. Mam bogate doświadczenia w zapeszaniu i ciążach różnego rodzaju zakończonych niepowodzeniem. Istniało realne zagrożenie, że i ta taka będzie... Los jednak dał nam szansę! Od 30 marca jesteśmy już we trójkę :)


Sama operacja dla mnie osobiście była bardzo niebezpieczna. Po ostatniej odleciałam na cztery godziny w zaświaty. Teraz obawiano się, że odlecę już na zawsze. Jak się okazało lekarze dawali mi w wersji optymistycznej 50% a w pesymistycznej 5% szans na przeżycie... Los, czy też sam Bóg widział to inaczej... zaufał mi i dał szansę na macierzyństwo...
Przez miesiąc walczyłam o szpital, który byłby w stanie sprostać tej trudnej operacji. Ja (mały żuczek) contra NFZ... epopeja... ale wygrana! W sumie spędziłam 4 tygodnie w szpitalu ( z małymi przerwami i w różnych szpitalach). I tak, praktycznie rzutem na taśmę, zostałam Mamą... Szczęśliwą Mamą... a nawet chyba Najszczęśliwszą Mamą na Świecie!

Kochane Kobiety! Nigdy nie traćcie nadziei na cud! Ja i mój Syn jesteśmy żywym dowodem, że cuda się zdarzają!... (nawet po czterdziestce...)

Troszkę dziergałam, żeby zająć umysł i nie myśleć tak zupełnie memento mori zgłębiłam technikę frywolitki igłowej. Już umiem! Zrobiłam żółte kwiatki i jedną białą śnieżynkę. Niebawem zamieszczę.
Postaram się bywać na blogu o ile czas pozwoli. Zamierzam też nieco dziergać... a co z tego wyjdzie zobaczymy :)

Pozdroowka i dziękuję za wsparcie!

niedziela, 13 marca 2016

Chodniczki łazienkowe

Kochani! Bardzo Wam dziękuję za wielkie wsparcie jakie mi okazaliście pod ostatnim postem... Jestem autentycznie wzruszona i ... co tu kryć, szczęśliwa... O moich szpitalnych perypetiach mogłabym napisać już jeśli nie książkę to potężny artykuł... Byłam 3 dni. Operacja ze wskazań medycznych (bardzo złe wyniki krwi) została odwołana ze względu na złe wyniki krwi... Dużo by gadać. W każdym razie szpital i operacja jeszcze przede mną. Będzie chyba w przyszłym tygodniu. Miała być w innym szpitalu, będzie w jeszcze innym. NFZ to wymysł szatana ;)

Do rzeczy jednak.

Po przyjściu do domu potrzebowałam czegoś co zajmie mi ręce abym mogła spokojnie przemyśleć swoje położenie. Padło na coś co przed szpitalem przygotowane było do wyrzucenia do śmieci, czyli własnoręcznie (i dość nieudolnie) zrobione przeze mnie zpagetti. Pocięte dość nierówno, przez co raz grubsze raz chudsze, nici z bawełnianych kompletów pościeli.


Lata świetlne temu zaczęłam robić z nich dywan na szydełku, jednak doszłam do wniosku, że nie podoba mi się. 




Trzymałam jakiś czas w nadziei, ze może coś drgnie, ale w obliczu ostatnich porządków w przydasiach wylądowały w pudle "do wyrzucenia". W tzw międzyczasie wylądowałam w szpitalu i pudło jakimś cudem nie zostało wywalone. Po powrocie okazało się, że nasz dotychczasowy dywanik łazienkowy w praniu zafarbował i nie nadaje się do niczego. Niewiele myśląc wyciągnęłam z pudła owo "dzieuo", sprułam i zrobiłam tymczasowe coś, co posłuży nam do mojego powrotu do pełnej mobilności. Póki co nie opuszczam domu i leżę w łóżku.
Krzywe (bo nierówno pocięte) ale nawet dość wygodne. Jeden do łazienki, drugi do toalety. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Myśli uspokojone i wniosek wyciągnięty: następnym razem Susan kup zpagetti a nie kombinuj bo nie umiesz ;)


Ten nasz aparat nadaje się już na złom. Za nic w świecie nie pozwala na wyłączenie lampy, czasem jak strzela focha to nawet zdjęcia nie zrobi. Nowy już zamówiony, czekamy na przesyłkę.
Chodniczki, choć wyglądają jak wyglądają, w pełni zaspokajają moje potrzeby, które w tym akurat względzie nie były jakoś specjalnie wysokie ;)
Jutro wizyta u lekarza i ustalenie terminu operacji... a tu dziergać nie ma co :). Tzn są UFOki hafciarskie ale jakoś do haftu mnie nie ciągnie...

wtorek, 23 lutego 2016

I to by było na tyle...

Kolejna pościel do dziecięcego łóżeczka, tym razem ostatnia. Są trzy- wystarczy. Następne będą rosły razem z dzieckiem i kolejnymi "dorosłymi" kołdrami- za lat kilka.


Tym razem lajtowa na sam początek radosnego dzieciństwa :)


Bardzo przepraszam, że pokazuję je takie niemiłosiernie wymiętolone ale są ku temu co najmniej dwa powody. A nawet trzy...
Po pierwsze, są wykonane z materiałów, które w szafie przeleżały lat kilka, nie będę ich zatem prasować, żeby nie utrwalić np. zażółceń.
Po drugie, pościel dla maluszków musi być prana w specjalnych płynach/proszkach i czekam na chwilę aż wykonam je wszystkie i hurtem wypiorę.
Po trzecie... jutro, a najdalej pojutrze, ( w każdym razie "na dniach") muszę się udać do szpitalnego SPA, z którego: a) wrócę po 3 dniach, b) wrócę po trzech lub czterech tygodniach, c) nie wrócę... Bardzo jednak chciałam się Wam nimi pochwalić i stąd to wymiętolenie. Przepraszam.


Szpitalne SPA ma swoje ograniczenia i np nie pozwala zabierać maszyn do szycia na swoje oddziały ;) Za nic szacunku do ludzkich zainteresowań! (foch!). Można jednak dziergać obrazki haftem wszelakim, co niniejszym uczynię. Zabiorę dwa UFOki ;)

Kochani! Będzie co ma być... Zobaczymy. Gdyby coś poszło nie tak to jakaś dobra dusza znająca mnie w tzw "realu" coś Wam pewnie napisze w komentarzu. Ale to najwcześniej za miesiąc. Trzymajcie kciuki... bardzo ich potrzebuję.
Jako osoba średniowieczna nie mam internetu w komórce, ani tabletu ani żadnej rzeczy, która cywilizowana jest w stopniu multimedialnym. Posiadam fajny telefon z klapką ;) Zatem pewnie odezwę się dopiero po (szczęśliwym?) powrocie.

czwartek, 18 lutego 2016

Motyle w brzuchu ;)

Niniejszym oświadczam, że jestem zauroczona!
Maszyną ofkors ;)
Właściwie to gdybym się miała do czegoś przyczepić to... bardziej podobają mi się dwukolorowe ale w tym sklepie były same białe ;) . A druga rzecz - brakuje słupka do przytrzymywania nici. Jest opisany w instrukcji, że ma być a nie ma. Ale za to jest szczoteczka, która ma adekwatną dziurkę i robi robotę - jednak ewidentnie to nie to. Jestem zaskoczona wielością ściegów, ich pięknem oraz możliwościami wykorzystania. Z drugiej jednak strony pokrętło zmiany ściegów ( a szczególnie S2) ciężko chodzi. Może z czasem mu przejdzie bo zamierzam często korzystać.

No i powstała kolejna pościel, tym razem nie dwustronna, bo okazało się, że materiału (na centymetry) jednak starczy na całą. Dla małego dziecka połączenie z czernią było takie sobie. Połączenie zaś z bielą - tandetne. Najlepszy byłby negatyw wzoru ale tego akurat nie miałam.



Cóż... obawiam się, że na czas jakiś na blogu hafciarskim zagoszczą uszytki :) Serce nie sługa! Przepraszam! ;)

Yes! Yes! Yes!

Mam i ja!



Osobisty walczył jak lew, czasem jak tygrys ;) , wykazywał się sprytem jak puma ;) i zdobył dla swej bogdanki obiekt jej westchnień! ;)
Osobisty - jesteś the best!


(Z drugiej strony prawda była taka, że w tym akurat sklepie ponoć nikt na maszyny się szczególnie nie rzucał - chociaż ludzi było sporo).
W każdym razie jakkolwiek było to szczęśliwa jestem, że pojechał z samego rana a nie dopiero po pracy, bo mogłoby być różnie, a ja z nerwów zniosłabym pewnie kilka jaj...
No i teraz mogę uczciwie powiedzieć, że jako niedzielny krawiec (szumnie powiedziane) mam nowe hobby! Teraz idę rozkminiać instrukcję, która jest genialna! Ma rozrysowaną każdą czynność i łopatologicznie wytłumaczone co i jak. Akurat na mój poziom umysłowy jeśli chodzi o tę technikę ;)
Owszem był czas w moim życiu kiedy szyłam ambitne rzeczy, ale było to w czasach licealnych czyli... jakieś 25 lat temu. Tych rzeczy było raptem może ze 3 (spódnica, sukienka i garsonka) a potem maszyna zaczęła świrować i szycie mnie przestało cieszyć. Jeśli działa to na podobnej zasadzie co jazda samochodem... hmm...
Tak całkiem szczerze to mam obawy, że przy moich wysokich oczekiwaniach ideał może sięgnąć bruku... Na cale szczęście jest 3 letnia gwarancja :)
Zatem idę zgłębiać temat...

piątek, 12 lutego 2016

Otulacze

Za zimą nie tęsknię jakoś specjalnie, ale...



Może przydadzą się na Wielkanoc ;) 


Obydwa bardzo ciepłe lepsze będą na trzaskające mrozy...  Najważniejsza rzecz na świecie - kolejne 8  motków zużytych! Efekt spirali osiągnięty przypadkiem. Jako laik nie wiedziałam, że na drutach dzierga się na okrągło spiralnie ;) Cóż. Mnie się podoba. Ten niebieskawy górę dzierganą ma normalnie i potem zszyłam, a dół już na okrągło i dlatego spirala. Ja na drutach dalej tylko prawe-lewe...
A na koniec koci yin yang ;) Gdybym nie zachowywała się jak słoń w składzie porcelany i nie obudziła Mruczka, byłby idealny!


I na koniec informacja dla tych, którzy nie czytali komentarzy pod postem poniżej. Jeśli ktoś również zapragnął maszyny do szycia z Lidla to jest od 18 lutego. Przy czym kwestia "od" 18 jest bardzo humorystyczna. Podobnież trza być z rańca i jest to kwestia 15 minut do max godziny. Nie wiem czy warto, ale spróbuję :) ( z mojego Pippidu tudzież okolic - nie zachęcam ;) pewniejsze dla mnie ;) ) I podrożała, psia krew! Ostatnio była za 333 a teraz 379!