Kochani! Bardzo Wam dziękuję za wielkie wsparcie jakie mi okazaliście pod ostatnim postem... Jestem autentycznie wzruszona i ... co tu kryć, szczęśliwa... O moich szpitalnych perypetiach mogłabym napisać już jeśli nie książkę to potężny artykuł... Byłam 3 dni. Operacja ze wskazań medycznych (bardzo złe wyniki krwi) została odwołana ze względu na złe wyniki krwi... Dużo by gadać. W każdym razie szpital i operacja jeszcze przede mną. Będzie chyba w przyszłym tygodniu. Miała być w innym szpitalu, będzie w jeszcze innym. NFZ to wymysł szatana ;)
Do rzeczy jednak.
Po przyjściu do domu potrzebowałam czegoś co zajmie mi ręce abym mogła spokojnie przemyśleć swoje położenie. Padło na coś co przed szpitalem przygotowane było do wyrzucenia do śmieci, czyli własnoręcznie (i dość nieudolnie) zrobione przeze mnie zpagetti. Pocięte dość nierówno, przez co raz grubsze raz chudsze, nici z bawełnianych kompletów pościeli.
Lata świetlne temu zaczęłam robić z nich dywan na szydełku, jednak doszłam do wniosku, że nie podoba mi się.
Trzymałam jakiś czas w nadziei, ze może coś drgnie, ale w obliczu ostatnich porządków w przydasiach wylądowały w pudle "do wyrzucenia". W tzw międzyczasie wylądowałam w szpitalu i pudło jakimś cudem nie zostało wywalone. Po powrocie okazało się, że nasz dotychczasowy dywanik łazienkowy w praniu zafarbował i nie nadaje się do niczego. Niewiele myśląc wyciągnęłam z pudła owo "dzieuo", sprułam i zrobiłam tymczasowe coś, co posłuży nam do mojego powrotu do pełnej mobilności. Póki co nie opuszczam domu i leżę w łóżku.
Krzywe (bo nierówno pocięte) ale nawet dość wygodne. Jeden do łazienki, drugi do toalety. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Myśli uspokojone i wniosek wyciągnięty: następnym razem Susan kup zpagetti a nie kombinuj bo nie umiesz ;)
Ten nasz aparat nadaje się już na złom. Za nic w świecie nie pozwala na wyłączenie lampy, czasem jak strzela focha to nawet zdjęcia nie zrobi. Nowy już zamówiony, czekamy na przesyłkę.
Chodniczki, choć wyglądają jak wyglądają, w pełni zaspokajają moje potrzeby, które w tym akurat względzie nie były jakoś specjalnie wysokie ;)
Jutro wizyta u lekarza i ustalenie terminu operacji... a tu dziergać nie ma co :). Tzn są UFOki hafciarskie ale jakoś do haftu mnie nie ciągnie...