Przez większość swojego dorosłego życia chomikuję różne rzeczy.
Przydasie.
Nazbierałam tego straszliwe ilości w nadziei, że może "kiedyś"...
"Kiedyś" napawało nadzieją, że może będzie na to czas... albo potrzeba chwili bo pojawi się odpowiedni pretekst...
Ale też owe "kiedyś" napawało przerażeniem, bo jasny gwint trzeba będzie kiedyś usiąść i się za to wziąć :) a przecież tyyyle tego!
No i "kiedyś" nadeszło, a konkretnie cały hurt "kiedysiów". Tabun, można rzec całkiem serio i uczciwie.
W czym zaś dzieło, że nie siadałam tylko odwlekałam? Otóż wielką ową tajemnicą jest moja maszyna do szycia. A właściwie jej dyspozycyjność... a tak całkiem serio to jej brak.
Moja maszyna szyje tak: poszewka na jasiek uszyta- naprawa- parę ścierek przeszytych- naprawa- jasiek następny- naprawa- garsonka- naprawa- spódnica- naprawa.... No i na parę lat maszyna wylądowała w pawlaczu. Serce do szycia straciłam ponad 20 lat temu ale nie straciłam serca do chomikowania materiałów...
No i pojawił się konflikt interesów...
Już nie pamiętałam na jakim etapie maszyna stanęła, czy szycia czy też naprawy, niemniej miałam przygotowanych 6 fajnych kawałków materiałów do uszycia trzech kompletów pościeli do łóżeczka dziecięcego. Wymyśliłam sobie bowiem pościele dwustronne. Po pierwsze dlatego, że tak jest ciekawiej a po drugie, kawałki materiałów zbyt bogate w gabaryty nie były...
No i USIADŁAM.... Przycięłam, zaszpilkowałam, wyciągnęłam maszynę i... ZACZĘŁAM SZYĆ....
Poszło!
No jak świetnie się szyło! Masełko! Miodzio! Cud, miód i orzeszki!
Myślę sobie, Susan ale ty głupia jesteś! Kobito, takie cudo w pawlaczu posiadasz a tak się wzbraniasz jakby to stado dzikich niebezpiecznych zwierząt było a nie zwykła maszyna do szycia...
Hola! Hola! Postanowiła maszyna pokazać mi gdzie raki zimują! Już kończąc ten komplet pościeli coś zaczęła pokasływać i lekko kulkować...
Prosiłam, błagałam... daj skończyć chociaż to jedno!!!
Pozwoliła...
Ale przy następnej powiedziała głośno: CHWATIT'!!! Już sobie poszyłaś teraz czekam na SPA! I strzeliła focha...
O nie ze mną te numery! Postanowiłam pokazać jej gdzie zimują raki w naszym Pippidu! Niestety wymiękłam... w trosce o wrażliwe uszy sąsiadów... przez ilość rzucanego przeze mnie mięsa i innych wyrobów garmażeryjnych to ONA okazała się mieć ostatnie słowo...
Na następne dwa komplety zatem trzeba będzie nieco poczekać...
I żeby nie było! Moja maszyna to nie jakieś byle co... To "porządna" maszyna marki Singer z lat '80. Ponoć lepszych ze świecą szukać...
.... chyba poszukam...
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
poniedziałek, 25 stycznia 2016
czwartek, 7 stycznia 2016
Jutowy dywanik- mam i ja :)
Kiedy go zobaczyłam... już wiedziałam! Wiedziałam, że "kiedyś" powstanie. Sznurek jutowy miałam od dawna kupiony, a że teraz jestem na etapie pozbywania się zapasów... cóż.
Przepis na dzierganie takich dywaników znalazłam w necie a konkretnie tutaj
Teraz już wiem, że na 94 cm dywaniku potrzebuję 12 motków sznurka. Następnym razem trzeba będzie zamówić w necie jakieś minimum 30 od razu wtedy będzie szansa na nieco większa średnicę. W sklepach rzadko kiedy bywa więcej niż 7 motków od ręki (przynajmniej u nas).
W świetle dziennym ta różnica odcieni jest prawie niezauważalna, ale zdjęcia z lampą bywają bezlitosne ;)
A może gdzieś tam w internecie sprzedawany jest taki sznurek na bale? Hm... Na wszelki wypadek nie sprawdzam- juta wciąga a ja się zapasów muszę pozbywać a nie nabywać...;)
Może "kiedyś"...
Nie jest zbyt wielki, jego średnica to zaledwie 94 cm. Miał być większy, ale brakło mi sznurka. Wykupiłam cały zapas ze sklepu ale okazało się, że ten nowy ma inny odcień. Ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że sznurki z następnego sklepu będą miały jeszcze inny odcień dałam sobie spokój. Zresztą dywanik jest mi potrzebny do pokoju, który ma 2x2 m, wiec gabaryty są niemal idealne ;)
Teraz już wiem, że na 94 cm dywaniku potrzebuję 12 motków sznurka. Następnym razem trzeba będzie zamówić w necie jakieś minimum 30 od razu wtedy będzie szansa na nieco większa średnicę. W sklepach rzadko kiedy bywa więcej niż 7 motków od ręki (przynajmniej u nas).
W świetle dziennym ta różnica odcieni jest prawie niezauważalna, ale zdjęcia z lampą bywają bezlitosne ;)
A może gdzieś tam w internecie sprzedawany jest taki sznurek na bale? Hm... Na wszelki wypadek nie sprawdzam- juta wciąga a ja się zapasów muszę pozbywać a nie nabywać...;)
Może "kiedyś"...
piątek, 1 stycznia 2016
Podsumowanie 2015 roku
Zrobiłam z czystej ciekawości i okazało się, że był to chyba najbardziej obfitujący rok w różnego rodzaju dzierganki w historii tego bloga ;)
No to jadziem panie kochanku ;)
Szydełko
Zdominowało rok
Wciągnęły mnie pledy. Skończyłam mutanta z 2013 a może nawet 2012 roku ;) oraz dwa pledy do dziecięcych łóżeczek.
A poza tym część haftów doczekała się ramek
Zgłębiłam nowe techniki. Było ich więcej niż dwie ale tylko o tych pisałam na blogu.
No i pozostały jeszcze rozgrzebane prace. Też jest ich więcej ale skupię się tylko na tych, o których tutaj pisałam:
Obecnie morduję dywan...
No to jadziem panie kochanku ;)
Szydełko
Zdominowało rok
Hafty
Nie da się ukryć, że choć jest ich niewiele to jednak okazałe ;) Ukończyłam HAEDa i UFOKowy SAL Kawowy.
Zgłębiłam nowe techniki. Było ich więcej niż dwie ale tylko o tych pisałam na blogu.
No i pozostały jeszcze rozgrzebane prace. Też jest ich więcej ale skupię się tylko na tych, o których tutaj pisałam:
Obecnie morduję dywan...
Kochani!
Życzę wszystkim aby w tym nowym roku nigdy nie brakło Wam czasu na hobby!
Etykiety:
Podsumowanie roku
niedziela, 27 grudnia 2015
Kolejny pledzik :)
Dla jeszcze nienarodzonego w kolorach ogólnych z tendencją do męskich ;) Z zamienników pledu pastelowego. Nie nadawały się do pastelowego ponieważ były ciemniejsze.
No to voila!
W ulubione zygzaki. Rozmiar 87x108 cm.
Wykończony różnymi kolorami
No to voila!
W ulubione zygzaki. Rozmiar 87x108 cm.
Wykończony różnymi kolorami
A na koniec dziergana choinka. Szydełkowe w niej jest prawie wszystko. Cała moja :)
Dziś lakonicznie bo późno i mało casu, mało casu!
Niby człowiek na wolnym a z niczym zdążyć nie mogę!
O tempora! o mores!
P.S. Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia!
środa, 23 grudnia 2015
Ostatnie śnieżynki
Te zostały podrobione ze starych serwetek po przodkach, które już nie nadawały się do niczego
Te zostały zrobione z wzorów dostępnych w internecie
To jest szmateksowa zdobycz
I reszta z internetu
I póki co chwatit' bo nie ma ich gdzie wieszać ;)
Kochani!
Przed nami kolejne święta... Życzę Wam zdrowia i spełnienia marzeń,
oddechu od rzeczywistości
i szczęścia odnalezionego w sobie :)
Etykiety:
Szydełko
środa, 16 grudnia 2015
Pled i pledzik
Grudzień miesiącem walki z UFOkami ;)
Pastelowy pled zaczęty wieki temu musiał odleżeć swoje w "składziku". "Składzik" to taki malutki pokoik, na który do niedawna nie mieliśmy pomysłu. Zatem, jak łatwo się domyślić, służył za skład rzeczy różnych kwadratowych i podłużnych ;) Czego tam nie było! Oj niejedna ballada dziadowska mogłaby powstać ;)
Od niedawna jednakowoż plan na pokoik już jest i powstał problem GDZIE upchnąć radośnie zbierane do tej pory dobra... Część wywieziono do Chaty w Kju gdyż z myślą o niej były chomikowane. Część poupychałam w szafach w innych pokojach.
Zostały przydasie...
Rany boskie!!! Ile je tego nachomikowałam to się w głowie nie mieści!!! Cztery wielkie pudła włóczek. Jedno pudło kordonków. Dwa pudła różnych różności z pozostałych technik...
Co stanowi siedem pudeł...
Do tego UFOki.
Cóż... Trza utylizować ;)
Pastelowy pled był dziergany z myślą o Chacie w Kju (ufff!)
A biały? Biały się jakoś odnajdzie z właścicielem ;)
Nie mam aż tyle wolnej powierzchni w domu. Rozmiar pastelowego to 160x200 cm., wykonany jest na szydełku wzorem zygzakowym. Biały jest dostosowany do dziecięcego łóżeczka, czyli 100x130 cm., wykonany jest na drutach oczkami prawymi (dokładnie tyle umiem na drutach ;) )
Pogoda ogólnie nie nadaje się do fotografowania. Obawiam się jednak, że jak wywiozę i powysyłam to już będzie "po ptokach". Zatem jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ;)
Niestety tak jak podejrzewałam zostało mi włóczki zamienników na drugi taki zygzakowy...
W kolejce czeka szydełkowy dywan...
Pastelowy pled zaczęty wieki temu musiał odleżeć swoje w "składziku". "Składzik" to taki malutki pokoik, na który do niedawna nie mieliśmy pomysłu. Zatem, jak łatwo się domyślić, służył za skład rzeczy różnych kwadratowych i podłużnych ;) Czego tam nie było! Oj niejedna ballada dziadowska mogłaby powstać ;)
Od niedawna jednakowoż plan na pokoik już jest i powstał problem GDZIE upchnąć radośnie zbierane do tej pory dobra... Część wywieziono do Chaty w Kju gdyż z myślą o niej były chomikowane. Część poupychałam w szafach w innych pokojach.
Zostały przydasie...
Rany boskie!!! Ile je tego nachomikowałam to się w głowie nie mieści!!! Cztery wielkie pudła włóczek. Jedno pudło kordonków. Dwa pudła różnych różności z pozostałych technik...
Co stanowi siedem pudeł...
Do tego UFOki.
Cóż... Trza utylizować ;)
Pastelowy pled był dziergany z myślą o Chacie w Kju (ufff!)
Nie mam aż tyle wolnej powierzchni w domu. Rozmiar pastelowego to 160x200 cm., wykonany jest na szydełku wzorem zygzakowym. Biały jest dostosowany do dziecięcego łóżeczka, czyli 100x130 cm., wykonany jest na drutach oczkami prawymi (dokładnie tyle umiem na drutach ;) )
Pogoda ogólnie nie nadaje się do fotografowania. Obawiam się jednak, że jak wywiozę i powysyłam to już będzie "po ptokach". Zatem jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ;)
Niestety tak jak podejrzewałam zostało mi włóczki zamienników na drugi taki zygzakowy...
W kolejce czeka szydełkowy dywan...
czwartek, 10 grudnia 2015
Świątecznie, wiosennie, wiklinowo.
Ponieważ ostatnio jestem uwięziona w niemocy twórczej postanowiłam COŚ z tym zrobić. Pomogło jak zwykle centrum artystyczne w naszym miasteczku :) Z radością odkryłam nowe (trzecie) takie miejsce u nas! Hurra!
Pierwsze odkryte przeze mnie najwcześniej to PracOFFnia, drugie: Centrum Artystyczno-Hobbystyczne Arabeska, a trzecie to Pracownia Ludownia.
No i właśnie w tej ostatniej ogłoszono kurs wikliniarski. Powstać miał jeden wiklinowy anioł na pnącza. Ponieważ byłyśmy pojętnymi uczennicami w przewidzianym czasie każda z nas uplotła po dwa wiklinowe anioły, jeden rattanowy malutki i jeszcze coś co w duszy grało z pozostałej wikliny :) Lubię!
Umówmy się- moje anioły dalekie są od ideału ale najpiękniej będą się prezentowały na wiosnę obsadzone odpowiednim kwieciem. Ponieważ jednak na wiosnę mogę być zajęta innymi ważnymi sprawami, to w trosce aby anioły nie umknęły historii (jak papierowa wiklina, którą pojęłam w styczniu 2015 i do tej pory nie opublikowałam, oraz transfer na różnych materiałach z marca) postanowiłam wam pokazać teraz.
Saute. Bez makijażu ;)
Pierwsze odkryte przeze mnie najwcześniej to PracOFFnia, drugie: Centrum Artystyczno-Hobbystyczne Arabeska, a trzecie to Pracownia Ludownia.
No i właśnie w tej ostatniej ogłoszono kurs wikliniarski. Powstać miał jeden wiklinowy anioł na pnącza. Ponieważ byłyśmy pojętnymi uczennicami w przewidzianym czasie każda z nas uplotła po dwa wiklinowe anioły, jeden rattanowy malutki i jeszcze coś co w duszy grało z pozostałej wikliny :) Lubię!
Umówmy się- moje anioły dalekie są od ideału ale najpiękniej będą się prezentowały na wiosnę obsadzone odpowiednim kwieciem. Ponieważ jednak na wiosnę mogę być zajęta innymi ważnymi sprawami, to w trosce aby anioły nie umknęły historii (jak papierowa wiklina, którą pojęłam w styczniu 2015 i do tej pory nie opublikowałam, oraz transfer na różnych materiałach z marca) postanowiłam wam pokazać teraz.
Saute. Bez makijażu ;)
Powyższe zdjęcia ze strony Pracownia Ludownia
Bardzo się cieszę, że powstały dwa, bo w Chacie w Kju są dwa wejścia. Obu będą strzegły anioły. Ich niewątpliwa uroda porośnięta plączystą brodą będzie odstraszała potencjalnych złodziei oraz mężczyzn pod wpływem napojów wyskokowych ;) Niczym Halloweenowa dynia złe duchy ;)
Poniższe wytwory nie są skończone ale... cóż... Aniołek powinien mieć jednak przyklejone włosy a nie przyszczypane gumką recepturką, a wianek kiedyś będzie biały. Kiedyś...
Czy coś drgnęło w kwestii dziergania? Hmm... Nawet jeśli nie to postaram się zamieścić zaległe dziergane UFOki.
Jakaś totalna masakra z tą weną. Prokrastynacja pełną gębą :)
Na koniec koty w wersji coraz bliżej święta ;) Obaj wpatrzeni w miejsce gdzie wkrótce zagości choinka - już obmyślają na niej swoje kocie harce...
Kochani! Liczba obserwatorów przekroczyła 100!!! Dziękuję!!! I witam Wszystkich bardzo serdecznie!
Etykiety:
Wiklina
Subskrybuj:
Posty (Atom)








