A to dlatego, że to bardzo brudna praca i doszłam do wniosku, że za jednym sprzątaniem ogarnę. Ot taka uroda, że sprzątać nie lubi :)
O czywiście nie uprawiałam samowolki! Kontrola jakości ponad wszystko. Jeszcze tylko akceptacja Kociego Sanepidu i voila!
Uwolniłam 2 kolejne sztuki materiału za rownie zawrotną sumę. Niestety w dwóch różnych odcieniach pomarańczu. Planuję z nich chodniczki lazienkowe, więc strachu nie ma, że braknie.
No i najważniejsze! Wczoraj zaczęłam robić biały dywan. No nie dla mięczaków taka robota! Ręce bolą! Nic to. Najważniejsze żeby zacząć. Jak się będę o niego potykać to istnieje szansa, że kiedyś go skończę ;)
A Wrocławianki nie zaglądają... szkoda...
Bożenko wielki cmok dla Ciebie!
A takie cudo zakwitło mi na balkonie!
Zakochałam się w tym roku w pelargoniach angielskich! Mam 3 rodzaje, ale w przyszłym roku dokupię więcej.
Etykiety
...
(2)
Asia
(3)
Balkon
(1)
Bibeloty
(59)
Candy
(13)
Cekiny
(7)
Chleb
(2)
Chusty
(7)
Decoupage
(2)
Druty
(18)
Dywany
(5)
Filcowanki
(3)
French Filigree HAED
(13)
Gryzelda
(5)
Grzela
(1)
Hafty
(82)
Ikony
(1)
Inspiracje
(5)
Jesienny SAL
(6)
Kju
(15)
Konkursy
(3)
Koronka klockowa
(10)
Koronka teneryfowa
(2)
Książki
(1)
Kwiaty
(5)
Mićki-Kićki
(20)
Ogrody
(9)
Oracle HAED
(6)
Ozdoby choinkowe
(16)
Pergamin
(1)
Pisz Pan Frywolitki
(6)
Pledy
(3)
Podróże
(33)
Podsumowanie roku
(6)
Powertex
(1)
Pół serio-pół żartem
(34)
Prochu nie wymyslam
(15)
Prochu nie wymyślam
(23)
Prywatnie
(35)
Quilling
(1)
Rozrywka
(11)
RR
(10)
SAL
(3)
SAL kawowy
(12)
SAL rozeta
(1)
SAL Wielkanocny
(7)
Sal z Flamingiem
(1)
Skończone
(48)
Smaczki
(12)
Sutasz
(1)
Szycie
(4)
Szydełko
(65)
Świątecznie
(6)
Świąteczny SAL
(8)
Takie tam
(48)
Technika balszaja
(10)
Transfer
(1)
UFOK-owy rok 2
(5)
UFOK-owy rok 3
(1)
Uwolnij tkaniny
(10)
Vinci
(1)
Wiklina
(2)
Work in nieustający progress ;)
(14)
Work in progress ;)
(13)
WOŚP
(1)
Wymianki
(1)
Wyróżnienia
(8)
YouTube
(3)
Zabawki
(1)
Zaginiony w akcji
(6)
sobota, 13 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
Praca, która rzuca na kolana ;)
Niestety w sensie dosłownym.
Niesiona na fali uwalniania tkanin z szafy postanowiłam wreszcie zrobić własne zpagetti z dawno kupionych dwóch kompletów bawełnianej pościeli. Wydałam na nie kiedyś zawrotna sumę 4 złotych (2x2 zł) zauroczona tym co można z niej zrobić.
Wczoraj przystąpiłam do dzieła:
Prace odbywały się w obecności Komisji Kontroli Jakości:
(Mruczuś ma tymczasowy opatrunek, gdyż znowu wydrapał sobie ranę...lepszy, ładniejszy jest w trakcie tworzenia. Stwierdziłam, że brzydki opatrunek nie może go eliminować od prac w Komisji Jakości, czyż nie?)
W efekcie wspólnych wysiłków powstał imponujący urobek:
Mój kręgosłup nadaje sie do wymiany lub wyrzucenia ;) Kolana takoż.
Pracę kwalifikuję do akcji "Uwolnij tkaniny z twojej szafy". Zostały zwolnione dwa komplety pościeli bawełnianej marki Marks and Spencer. Szafa jest mi wdzięczna, a ja jestem o krok (milowy! ;)) od spełnienia marzeń o szydełkowym dywanie!
Na koniec pokażę Wam perełkę jaką znalazłam w ciucholandzie i oczywiście nie mogłam jej tam zostawić ;) No nie mogłam i już!
Co znaczy mniej więcej "Jeżeli mężczyźni są z Marsa to dlaczego nie mogli zostać na swojej własnej planecie?" ;) ;) ;)
Na ostateczny koniec mam do Was prośbę. Otóż na początku sierpnia wybieramy sie z Osobistym do Wrocławia na 3-4 dni. Chcemy zwiedzic to magiczne miasto. Kiedyś w zamierzchłej podstawówce tam byłam, potem kilkakrornie przejeżdzałam, ale świadomym życiu nie byłam. Nie interesują nas muzea, ani Panorama Racławicka bo tam dawno temu byliśmy. Chcielibyśmy zobaczyć parki we Wrocławiu i okolicach, oraz inne magiczne miejsca, które warto zobaczyć. Chcielibyśmy też zawitać do knajp, w ktorych nie wypada nie być, zjeśc potrawy, których nie wypada nie zjeść zobaczyć zabytki, których nie wypada nie zobaczyć. Na to wszystko mamy max 4 dni. Szukam sobie, patrzę ale tego jest cała masa. Nie wiem co wybrać. Wiem, że na Was można zawsze liczyć i pomożecie w tej całej masie wrocławskich atrakcji wyłuskać te najfajniejsze. Będę naprawdę bardzo zobowiązana!
Niesiona na fali uwalniania tkanin z szafy postanowiłam wreszcie zrobić własne zpagetti z dawno kupionych dwóch kompletów bawełnianej pościeli. Wydałam na nie kiedyś zawrotna sumę 4 złotych (2x2 zł) zauroczona tym co można z niej zrobić.
Wczoraj przystąpiłam do dzieła:
Prace odbywały się w obecności Komisji Kontroli Jakości:
(Mruczuś ma tymczasowy opatrunek, gdyż znowu wydrapał sobie ranę...lepszy, ładniejszy jest w trakcie tworzenia. Stwierdziłam, że brzydki opatrunek nie może go eliminować od prac w Komisji Jakości, czyż nie?)
W efekcie wspólnych wysiłków powstał imponujący urobek:
Mój kręgosłup nadaje sie do wymiany lub wyrzucenia ;) Kolana takoż.
Pracę kwalifikuję do akcji "Uwolnij tkaniny z twojej szafy". Zostały zwolnione dwa komplety pościeli bawełnianej marki Marks and Spencer. Szafa jest mi wdzięczna, a ja jestem o krok (milowy! ;)) od spełnienia marzeń o szydełkowym dywanie!
Na koniec pokażę Wam perełkę jaką znalazłam w ciucholandzie i oczywiście nie mogłam jej tam zostawić ;) No nie mogłam i już!
Co znaczy mniej więcej "Jeżeli mężczyźni są z Marsa to dlaczego nie mogli zostać na swojej własnej planecie?" ;) ;) ;)
Na ostateczny koniec mam do Was prośbę. Otóż na początku sierpnia wybieramy sie z Osobistym do Wrocławia na 3-4 dni. Chcemy zwiedzic to magiczne miasto. Kiedyś w zamierzchłej podstawówce tam byłam, potem kilkakrornie przejeżdzałam, ale świadomym życiu nie byłam. Nie interesują nas muzea, ani Panorama Racławicka bo tam dawno temu byliśmy. Chcielibyśmy zobaczyć parki we Wrocławiu i okolicach, oraz inne magiczne miejsca, które warto zobaczyć. Chcielibyśmy też zawitać do knajp, w ktorych nie wypada nie być, zjeśc potrawy, których nie wypada nie zjeść zobaczyć zabytki, których nie wypada nie zobaczyć. Na to wszystko mamy max 4 dni. Szukam sobie, patrzę ale tego jest cała masa. Nie wiem co wybrać. Wiem, że na Was można zawsze liczyć i pomożecie w tej całej masie wrocławskich atrakcji wyłuskać te najfajniejsze. Będę naprawdę bardzo zobowiązana!
Etykiety:
Mićki-Kićki,
Podróże,
Uwolnij tkaniny
czwartek, 11 lipca 2013
Wreszcie uwolniłam tkaniny!
Z tym szyciem i ze mna to wcale nie jest tak jak myślicie. To trudna miłość ;)
Kiedyś jak mój mąż nie był jeszcze moim mężem, zdarzyło się nam świętować Walentynki (ja!!!). Dobra raz nam się zdarzyło, ale wywarło wpływ na całe moje życie ;) Mianowicie mój ówczesny chłopak zabrał mnie do kina na film "Wzgórze nadziei" z Nicole Kidman i Renee Zelweger. Nicole tam grała zmanierowaną dziedziczkę, a Renee jej służącą (genialnie- dostała za nia Oscara zupełnie zasłużenie). No i ta Nicole starała sie tej biednej Renee wytłumaczyć różnice między nią a klasa niższą na zasadzie porownań, my robimy coś tam a wy coś tam gorszego. Już nie pamietam wszystkiego, ale zostało mi w pamieci jedno porównanie: "Haftuję- nie ceruję"
No i od tego czasu mam nowe motto ż/sz/yciowe ;) Powtarzam to ilekroć ktokolwiek przynosi mi oderwany guzik, firanki do przeszycia czy inne cholerstwo wymagające interwencji maszyny do szycia.
Kiedyś i owszem zdarzyło mi sie uszyc parę rzeczy. Nawet zamierzałam się udac do szkoły krawieckiej, pan Bóg jednak czujny był i nie pozwolił ;) Chwała mu za to!
W tym tez czasie zostałam szczęśliwą (?) posiadaczką maszyny do szycia marki Singer, która częściej się psuje niż działa. Taki felerny egzemplarz, choć wydaje mi się, że traktowanie jej przez użytkownika, czyli mła też ma niebagatelny wpływ.
Do rzeczy.
W czasach kiedy nie mieliśmy wiele, a szarpnęliśmy sie na kupno mieszkania różni ludzie w dobrej wierze dawali nam różne rzeczy. A to ręczniki, a to obrusy, a to firanki. Chwała im za to.
Czas mijał, my się toszkę odbijaliśmy od dna finansowego, kredyt się spłacał, a gust wyrabiał- także i ten wnętrzarski.
No i bywało, że rzeczy zalegały szafy w nadziei, że może kiedyś.
Nadeszły wakacje i stanęłam przed faktem, że na grzbiet ubrać mam mało co, a szafa pęka od może kiedyś.
Nic na siłę.
Jak wiecie jestem właścicielką Kju. Kju jest boskie! Boskość Kju potęguje Chata w Kju, w której zamierzam spędzić emeryturę (o ile uda mi sie do niej dożyć;))
Chata jest wiekowa, drewniana i wymaga remontu kapitalnego: wymiany cześci okien, izolacji fundamentów, przebudowy kuchni i... wielu innych równie upiornych rzeczy.
Chata ma tez wbrew pozorom zalety: okna (niechby i stare) w ilości dzikiej!
I tym sposobem przeszliśmy sobie gladko do meritum. Otóż zagospodarowałam 8 (słownie: OSIEM) metrów firanki z żelaznych zapasów na może kiedyś!
Czy Wy sobie wyobrażacie jaka to ulga dla szafy???
Proszę nie zwracać uwagi na wystrój. To pomieszczenie będzie kiedys podzielone na dwa. Póki co wygląda jak wygląda i posiada trzy wielkie okna po trzy kwatery każde.
Tak sie rozochociłam, że z rozpędu machnęłam dwie moskitiery. Proszę nie zwracać uwagi na piękno, bo próżno go szukać. Ot takie listewki w domu były to z takich wymachałam TYMCZASOWE moskitiery do starych okien na poddaszu.
Ciul, o pardon! TIUL! pochodzi z sukienki sylwestrowej. Sukienka sama w sobie jest spoko i ponadczasowa pod warunkiem usuniecia z niej c...tiulu ;)
No patrz pan! Vintage jak nic!
Firankę zgłaszam do akcji:
do której się zapisałam chyba z rok temu, a dopiero teraz nabrałam mocy prawnej ;)
Jestem w ciągu- uprzedzam- mogę uszyć cos jeszcze ;)
Kiedyś jak mój mąż nie był jeszcze moim mężem, zdarzyło się nam świętować Walentynki (ja!!!). Dobra raz nam się zdarzyło, ale wywarło wpływ na całe moje życie ;) Mianowicie mój ówczesny chłopak zabrał mnie do kina na film "Wzgórze nadziei" z Nicole Kidman i Renee Zelweger. Nicole tam grała zmanierowaną dziedziczkę, a Renee jej służącą (genialnie- dostała za nia Oscara zupełnie zasłużenie). No i ta Nicole starała sie tej biednej Renee wytłumaczyć różnice między nią a klasa niższą na zasadzie porownań, my robimy coś tam a wy coś tam gorszego. Już nie pamietam wszystkiego, ale zostało mi w pamieci jedno porównanie: "Haftuję- nie ceruję"
No i od tego czasu mam nowe motto ż/sz/yciowe ;) Powtarzam to ilekroć ktokolwiek przynosi mi oderwany guzik, firanki do przeszycia czy inne cholerstwo wymagające interwencji maszyny do szycia.
Kiedyś i owszem zdarzyło mi sie uszyc parę rzeczy. Nawet zamierzałam się udac do szkoły krawieckiej, pan Bóg jednak czujny był i nie pozwolił ;) Chwała mu za to!
W tym tez czasie zostałam szczęśliwą (?) posiadaczką maszyny do szycia marki Singer, która częściej się psuje niż działa. Taki felerny egzemplarz, choć wydaje mi się, że traktowanie jej przez użytkownika, czyli mła też ma niebagatelny wpływ.
Do rzeczy.
W czasach kiedy nie mieliśmy wiele, a szarpnęliśmy sie na kupno mieszkania różni ludzie w dobrej wierze dawali nam różne rzeczy. A to ręczniki, a to obrusy, a to firanki. Chwała im za to.
Czas mijał, my się toszkę odbijaliśmy od dna finansowego, kredyt się spłacał, a gust wyrabiał- także i ten wnętrzarski.
No i bywało, że rzeczy zalegały szafy w nadziei, że może kiedyś.
Nadeszły wakacje i stanęłam przed faktem, że na grzbiet ubrać mam mało co, a szafa pęka od może kiedyś.
Nic na siłę.
Jak wiecie jestem właścicielką Kju. Kju jest boskie! Boskość Kju potęguje Chata w Kju, w której zamierzam spędzić emeryturę (o ile uda mi sie do niej dożyć;))
Chata jest wiekowa, drewniana i wymaga remontu kapitalnego: wymiany cześci okien, izolacji fundamentów, przebudowy kuchni i... wielu innych równie upiornych rzeczy.
Chata ma tez wbrew pozorom zalety: okna (niechby i stare) w ilości dzikiej!
I tym sposobem przeszliśmy sobie gladko do meritum. Otóż zagospodarowałam 8 (słownie: OSIEM) metrów firanki z żelaznych zapasów na może kiedyś!
Czy Wy sobie wyobrażacie jaka to ulga dla szafy???
Proszę nie zwracać uwagi na wystrój. To pomieszczenie będzie kiedys podzielone na dwa. Póki co wygląda jak wygląda i posiada trzy wielkie okna po trzy kwatery każde.
Tak sie rozochociłam, że z rozpędu machnęłam dwie moskitiery. Proszę nie zwracać uwagi na piękno, bo próżno go szukać. Ot takie listewki w domu były to z takich wymachałam TYMCZASOWE moskitiery do starych okien na poddaszu.
Ciul, o pardon! TIUL! pochodzi z sukienki sylwestrowej. Sukienka sama w sobie jest spoko i ponadczasowa pod warunkiem usuniecia z niej c...tiulu ;)
No patrz pan! Vintage jak nic!
Firankę zgłaszam do akcji:
do której się zapisałam chyba z rok temu, a dopiero teraz nabrałam mocy prawnej ;)
Jestem w ciągu- uprzedzam- mogę uszyć cos jeszcze ;)
Etykiety:
Kju,
Uwolnij tkaniny
wtorek, 9 lipca 2013
Panta rhei..
To nie był łatwy rok dla mnie. Jedno trzęsienie ziemi goniło drugie. Wbrew pozorom ten rok zaczął sie niespodziewanie końcem czerwca ubiegłego roku...
Dlaczego piszę "był" i "zaczął"? Ponieważ daty się zbiegły, nieszczęść przelała się ducka.
Koniec.
Uznałam, że chwatit'. Cos pękło, coś sie skończyło. Odchorowałam i koniec.
Teraz do przodu. Mentalnie nie przyjmę już więcej i mam nadzieję, że Ci na Górze to zrozumieją i odpuszczą.
Całkiem niespodziewanie dla siebie wczoraj zauważyłam, że wokół rzeczy się dzieją. Kwiaty kwitną, pszczoły bzyczą, komary gryzą.
Kju stało jak stoi tyle, że niemiłosiernie zachwaszczone.
Czas kupić nowy aparat bo ten jest do duszy. Jaśminu nie widać a piękny był. Jest wysoki prawie jak chata w Kju. Ja (o wzroście nikczemnym 160 cm.) wchodzę pod niego na stojąco.Ten berberys (którego ledwo widać) ma 120 cm. wysokości.
Firletki są piękne!
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za pamięć.
Wracam.
Dlaczego piszę "był" i "zaczął"? Ponieważ daty się zbiegły, nieszczęść przelała się ducka.
Koniec.
Uznałam, że chwatit'. Cos pękło, coś sie skończyło. Odchorowałam i koniec.
Teraz do przodu. Mentalnie nie przyjmę już więcej i mam nadzieję, że Ci na Górze to zrozumieją i odpuszczą.
Całkiem niespodziewanie dla siebie wczoraj zauważyłam, że wokół rzeczy się dzieją. Kwiaty kwitną, pszczoły bzyczą, komary gryzą.
Kju stało jak stoi tyle, że niemiłosiernie zachwaszczone.
Czas kupić nowy aparat bo ten jest do duszy. Jaśminu nie widać a piękny był. Jest wysoki prawie jak chata w Kju. Ja (o wzroście nikczemnym 160 cm.) wchodzę pod niego na stojąco.Ten berberys (którego ledwo widać) ma 120 cm. wysokości.
Firletki są piękne!
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za pamięć.
Wracam.
Etykiety:
Kju
niedziela, 7 lipca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Ślubnie
Ach, co to był za ślub! W fantastycznym miejscu , niesamowitych ludzi. Impreza udowodniła kolejny raz prawdę oczywistą, że młodym można być w każdym wieku, a najlepiej być totalnie rockendrollową babcią!
Oj, działo się! Międzynarodowe towarzystwo potwierdziło, że w pewnym momencie imprezy różnice językowe zanikają ;) Nastąpiła także bitwa (!) na przyśpiewki ludowe ;) My kontra bardzo szeroko rozumiane Imperium Brytyjskie ;)
Wniosek: angielski nowozelandzki wcale nie jest podobny ;)
Oj, ale odpoczęłam! Tego mi było trzeba!
No dobra, ale do rzeczy. Chciałam wydziergać konkretny obrazek i wiedziałam, ze mam wzór...
Przekopałam swoje zasoby i stwierdziłam, że amba wzór zjadła.
No ale od czego blogowi przyjaciele! Dzięki uprzejmości Madzi z Nitek Ariadny powstał prezent ;)
Madziu wielkie dzięki!
A oto i on we własnej postaci:


Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba. Nie wiem jak zainteresowanym, gdyż pewnie jeszcze go nie odpakowali ;)
A z drugiej beczki.
Jak wiecie ogarnął mnie nowy fiś, fijoł, świr, czy jak to tam kto woli. Nałogowo skupuję hipeastra i amarylisy. Marzy mi się biały, ale niestety nigdzie go jeszcze nie spotkałam. Najbliżej białego byłam niedawno:

Problem w tym, że wyrósł całkiem do mamuni na obrazku niepodobny :(

Nie dość, że nie jest biały, to jeszcze nie jest pełny! No jak dzień od nocy!
Udowodnił, że są jeszcze na ziemi rzeczy, które mogą mnie zdziwić ;)
Pozdrawiam serdecznie!
P.S. Pewnie znowu mnie nie będzie dłuższą chwilę... Życie mnie zżera. Ale dzierga się. Niech no tylko przyjdą wakacje...
Oj, działo się! Międzynarodowe towarzystwo potwierdziło, że w pewnym momencie imprezy różnice językowe zanikają ;) Nastąpiła także bitwa (!) na przyśpiewki ludowe ;) My kontra bardzo szeroko rozumiane Imperium Brytyjskie ;)
Wniosek: angielski nowozelandzki wcale nie jest podobny ;)
Oj, ale odpoczęłam! Tego mi było trzeba!
No dobra, ale do rzeczy. Chciałam wydziergać konkretny obrazek i wiedziałam, ze mam wzór...
Przekopałam swoje zasoby i stwierdziłam, że amba wzór zjadła.
No ale od czego blogowi przyjaciele! Dzięki uprzejmości Madzi z Nitek Ariadny powstał prezent ;)
Madziu wielkie dzięki!
A oto i on we własnej postaci:


Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba. Nie wiem jak zainteresowanym, gdyż pewnie jeszcze go nie odpakowali ;)
A z drugiej beczki.
Jak wiecie ogarnął mnie nowy fiś, fijoł, świr, czy jak to tam kto woli. Nałogowo skupuję hipeastra i amarylisy. Marzy mi się biały, ale niestety nigdzie go jeszcze nie spotkałam. Najbliżej białego byłam niedawno:

Problem w tym, że wyrósł całkiem do mamuni na obrazku niepodobny :(

Nie dość, że nie jest biały, to jeszcze nie jest pełny! No jak dzień od nocy!
Udowodnił, że są jeszcze na ziemi rzeczy, które mogą mnie zdziwić ;)
Pozdrawiam serdecznie!
P.S. Pewnie znowu mnie nie będzie dłuższą chwilę... Życie mnie zżera. Ale dzierga się. Niech no tylko przyjdą wakacje...
sobota, 11 maja 2013
Maj miesiącem projektów okolicznościowych :) Zaginiony i cudownie odnaleziony jeno później!
To jakaś nowa, świecka(?) tradycja, że zawsze w maju komuś dziergnę.
W tym roku znów dziergałam za Wielką Wodę, dla Kogoś BARDZO Specjalnego :)
Post był przygotowany do publikacji jakiś czas temu tylko czekał na dostarczenie przesyłki, zatem niezbędna jest edycja (buuu!): Miało być specjalnie a wyszło jak w życiu(buuuuu!). Bo obrazek na Komunię nie dotarł! (buuuu!) Mam nadzieję, że jednak się odnajdzie i oczekujący dostanie swój prezent... Ostatnio był widziany na stronie poczty amerykańskiej (oni wszystko maja najlepsze więc wiary nie tracę...) (buuuuu!)
A oto poszukiwany:

To naprawdę bardzo wielkie wydarzenie, bo do sakramentu dziś przystępował mój... najmłodszy kuzyn, a tak się składa, że ja jestem jego najstarszą kuzynką.
Dzieli nas 30 lat. Ot taki chichot losu ;) Zatem to taki prezent z gatunku Najstarsza-Najmłodszemu :)
TRZYMAJCIE KCIUKI!
Edycja druga: JEST!!! JEST!!! DOTARŁ!!! HURRRAAA!!!! Poturbowany, z rozbitą szybą, ale dotarł do Najmłodszego! (swoją drogą brutalna ta poczta hamerykańska. Nic świętości dla rękodzieła! FOCH!) ;)
Z zaległych spraw czas pokazać dwa następne hipko/amarylisy:


Dawno przekwitły, ale nie chciałam, żeby zginęły w mrokach historii ;)
W tym roku znów dziergałam za Wielką Wodę, dla Kogoś BARDZO Specjalnego :)
Post był przygotowany do publikacji jakiś czas temu tylko czekał na dostarczenie przesyłki, zatem niezbędna jest edycja (buuu!): Miało być specjalnie a wyszło jak w życiu(buuuuu!). Bo obrazek na Komunię nie dotarł! (buuuu!) Mam nadzieję, że jednak się odnajdzie i oczekujący dostanie swój prezent... Ostatnio był widziany na stronie poczty amerykańskiej (oni wszystko maja najlepsze więc wiary nie tracę...) (buuuuu!)
A oto poszukiwany:

To naprawdę bardzo wielkie wydarzenie, bo do sakramentu dziś przystępował mój... najmłodszy kuzyn, a tak się składa, że ja jestem jego najstarszą kuzynką.
Dzieli nas 30 lat. Ot taki chichot losu ;) Zatem to taki prezent z gatunku Najstarsza-Najmłodszemu :)
TRZYMAJCIE KCIUKI!
Edycja druga: JEST!!! JEST!!! DOTARŁ!!! HURRRAAA!!!! Poturbowany, z rozbitą szybą, ale dotarł do Najmłodszego! (swoją drogą brutalna ta poczta hamerykańska. Nic świętości dla rękodzieła! FOCH!) ;)
Z zaległych spraw czas pokazać dwa następne hipko/amarylisy:


Dawno przekwitły, ale nie chciałam, żeby zginęły w mrokach historii ;)
Etykiety:
Hafty,
Kwiaty,
Smaczki,
Zaginiony w akcji
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















