środa, 6 lipca 2011

Toruńskie krze...

Środek czerwca spędzałam w Toruniu. Całe 4 dni!
Nie mogło zabraknąć wizyty w Ogrodzie Zoobotanicznym! Lubię ogrody botaniczne, ale nie lubię ogrodów zoologicznych, zatem z mieszanymi uczuciami wchodziłam do środka. Wydawać by sie mogło, że choć powierzchnia jest niewielka jedno drugiemu tu nie przeszkadza.







Najbardziej podobały mi sie zagrody żólwi i surykatek. Musze powiedzieć, ze do surykatek zawsze miałam słabość ;)

Toruń jest bardzo ładnym miastem. Byłam tam już drugi raz i mam nadzieję jeszcze tam wrócić.
(uwaga, będzie nieumiarkowanie w zdjęciach i ujęciach ;) )










Prosto z Torunia udaliśmy się do Warszawy, tym razem bez zdjęć, lwia część czasu spedzając w kolejkach po bilety na... o mój bobku... rozgrzebanym na maxa dworcu centralnym!!!
Z Warszawy przyjechaliśmy do domu, przepakowalismy walizki i... nocą wyjechalismy do Budapesztu!

Rabczańskie krze...

Czerwiec to dla mnie czas wielkiego pośpiechu, mija najszybciej ze wszystkich miesięcy roku. Nie powstają wtedy żadne dziergacze dzieła ;) za to wzbogaca się moja baza zwiedzonych nowych ogrodów. Tak, czerwiec to u mnie czas różnorakich delegacji i wyjazdów, szeroko rozumianych jako integracyjne... Cokolwiek to znaczy ;) ;) ;)

Początek czerwca - Rabka, a w niej extrrremalna rozrywka!!!
O mój Boże... czego tam nie było! Gorąco polecam! Acz zdrowie trza mieć, żeby tam jechać ;)
Z takich rozrywek bardziej grzecznych, dla ludzi o słabszych nerwach, wyprawa na Luboń Wielki:







I przepiękne górskie świątki:



Pięknie było!

niedziela, 5 czerwca 2011

A Dictionary of Homes (3)

Wreszcie i nareszcie... Miesiąc poślizgu na kanwie Anetkam0.
Poleciało do KasiS


piątek, 27 maja 2011

Maj miesiącem projektów okolicznościowych ;)

Komunie święte znaczy. W tym roku aż dwie.

Przed oprawą:


Po oprawie:


A'la ułańska fantazja ;)


I drugi:


Był jeszcze jeden projekt, kwietniowy, on jeszcze musi pozostać tajny. Bardzo specjalny, dla bardzo specjalnej osoby. Dzięki niemu 13 maja 2011 roku spelniło się jedno z wiekszych moich marzeń z gatunku totalnie nierealnych...Osoba ta jest dla mnie autorytetem i miała wielki wpływ na moje poczucie humoru. Do tej pory to ja podziwiałam Jej twórczość. Teraz Ona ma w swoim domu kawalek mojej...
Nie obiecuję, ze kiedyś napiszę na ten temat coś wiecej...
Nie mogę.
Zbyt osobiste.


Na koniec żebyście nie myśleli, ze wciskam Wam kota w worku macie ode mnie promocję ;) "Buy one get one free" ;) ;) ;)

Przekochane, przeurocze i jedyne w swoim rodzaju DWA koty w worku ;)


P.S. Pamietajcie, aby nigdy nie wątpić w swoje najdziksze nawet marzenia... Życie jest tak bardzo przewrotne, że spełnia czasem tylko takie, a te prawdopodobne ma gdzieś...

Pozdrawiam!

czwartek, 26 maja 2011

Bloggera fiksacji część dalsza...

No bo dlaczego nie mogę dodawać komentarzy na swojej osobistej stronie pod swoimi osobistymi postami, ja sie pytam??? Hę???

Pojawia sie człowiek po takim, kruca, przydługim czasie a tu zonk...

(dobra veta nie zgłaszam jakby co...boję się ;0 ;) ;)

P.S. No tak, udaje sie dodac komentarz ale jako Anonimowy, a usunąć ani zmodyfikować go nie mogę bo to... nie mój blog???
Wolne żarty!

środa, 25 maja 2011

Roztoczańskie krze...

Rownież przed świętami (o ludzie!!!) wizytowałam Roztoczański Park Narodowy oraz bardzo szeroko rozumiane okolice ;)



Widac przede mną juz nasi musieli tu być ;) Haft krzyżykowy na basenie w Horyńcu Zdroju ;)


Zwierzyniec

Niestety nieczynny... ;(

No dobra wizytówkowe miejsca tez zwiedzałam ;)

Tam jest kościół i w Boże Ciało odbywa się procesja na łodziach dookoła jeziora! Nieźli są...

W tym roku w moim prywatnym Kew Gardens pojawi się altana. To wyjaśnia, dlaczego wszędzie gdzie mogę szukam inspiracji i natchnienia ;)


Następnie był Zamość:


Łańcut



I Sandomierz. Niestety zdjęcie mam tylko jedno i w dodatku ocenzurowane ;)

Pięknie było!!! Pierwszy raz tam byłam i juz wiem, ze w kilka miejsc powrócę... Taki Sandomierz na ten przykład! Coś pieknego! Kto jeszcze nie był niech natychmiast wsiada w samochód i jedzie ;) Polecam bo warto!

Wiklinowe wprawki...

Uff... wieki mnie tu nie było! Życie mnie trochę przygniotło, potem rozpieściło, jak to w zyciu ;)
Już jestem.
I zaczynam zaległości...

Przed świętami wielkanocnymi (ktoś w ogole pamieta kiedy były???) byłam na 2-dniowym kursie wikliniarskim! Wiklinowałam wyklinając w nieboglosy! Łamiąc już i tak marne paznokcie, wybijając sobie oczy (i sąsiadom przy okazji, na co sąsiedzi nie pozostawali obojętni i oddawali jak mogli ;) ) I tak ogólnie wzajemnie się katując ;) zglębialiśmy "technikę nasermatyzmu" jak to ją nazwał pan, ktory prowadził kurs

BYLO BOSKO!!!

Technikę nasermatyzmu uznaję za zgłebioną


Umówmy się, cudów nie narobiłam, ale jak już mówiłam, nie o to mi idzie w tych kursach. Wiedza operacyjna sie liczy i materiały pomocnicze ;)
Takie jak to np:


Polecam!