środa, 29 grudnia 2010

Cudo z second handu i nowi mieszkańcy

Kochani, nie zrozumcie mnie źle: To nie nurzyca, ani grzybki ;) ;) ;) Podobnież takich własnie nowych mieszkańców można sobie przyniesć z SH ;) ;) ;) Nie sprawdziłam, choć wielokrotnie korzystam.

Od jakiego czasu mój blog z "dziergaczo-kociego" zrobil się "niewiadomojako-narzekający". Zatem aby przywrocić go na właciwe tory pokazuję co obiecałam"
Oto przed Wami cudo z second handu, rzecz, którą docenią Ci, co w temacie ;)



Torba jaka jest każdy widzi. DMC mowi wiecej....

....Ale ZAWARTOSĆ torby...



Nie pozostaje obojętna dla nikogo! Nawet Kotki zainteresowały się cudami nad cuda!

Ponad 100 igieł różnej wielkosći i grubosci! Kanwy! Gotowe hafty! WZORY!!! Orginalne wzory DMC i z CrossStichera!!! W tym Anioł Bozego Narodzenia!

I to wszystko za jedyne 17 zlociszy...

Bajka!

Taki oto Mikołaj do mnie przyszedł początkiem grudnia!

A 11 listopada przybyli do nas: Król Życia Mruczek (biały) i jego Mroczne Alterego Pechowiec Skrzypek. Bracia.
Mruczek z życia czerpie pełnymi garsciami. Skrzypek, nie umie miauczeć (skrzypi jak juz musi), jest po ostrym zapaleniu jelit i poznał ciemną stronę nocy. Jak już wyzrowiał, postanowił czerpać z życia tak jak Mruczek w związku z tym nie ma już prawe żadnych wąsów bo sobie wszystkie połamał... Niezle z niego ziółko ;)

I może tyle na ten temat, bo ostatnio cokolwiek powiem, zostaje jak wiecie użyte przeciwko mnie...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Weźmi czarno kure czyli tfu, tfu, na psa urok!

Przedostatni mój post kończył się słowami: "Zgłaszam VETO!"

"Mówisz-masz"- powiedział Pan Bóg, a Diabeł za jego plecami zasmiał się złosliwie...
Post pisalam z niedzieli na poniedziałek, a w poniedziałek rano o godzinie 7.10 rymsnęłam jak długa na chodniku. Można powiedzieć, że łapałam zająca, ale tak naprawdę to chciałam złapać zielone swiatło... Padłam jak długa twarzą w bloto posniegowe, ktore degustowalam niechcący. Pozbierałam się szybko, stwierdziłam: Zyję, jest dobrze. Wróciłam do domu, przebralam się i następnym pociągiem udałam sie do pracy mojej kochanej jedyne 80 km ode mnie. Do tej pory szło nieźle. Ale... hmmm.. co ten pociąg tak trzęsie, kolano boli, spodnie robia sie ciasniejsze, trace figure czy jak? Ręka zdrętwiała, kruca, nie jest dobrze. Dotelepalam sie jakos do pracy, w koncu przytrafiło sie to w drodze do, zatem zgłosić trza, protokół, dwoch swiadków i takie tam. A! I podbić książeczkę. OK Mogę zacząc peregrynować odwrotnie. Postanowiłam isc do SOR w moim miescie wiedząc ile trwa oczekiwanie mogłabym później kloszardować na dworcu do rana. Pomyslalam sobie: "Moze Panbucek zastosował swoją pokrętna logikę i chcial mi dać parę dni oddechu".

Może i chciał, ale nie znał chyba polskich realiow...

Dworzec.
Pierwszy dzień nowego rozkładu pociągów.
I schody.
Do przejscia podziemnego. I na peron.
Szlag! Nie jest to proste ze spuchniętym jak bania i bolącym jak jasny gwint kolanem.
Zlazłam.
Następnie wylazłam.
Co słyszę? "pociąg Regio z... do... wjedzie wyjątkowo na peron 2. Za zmianę peronu przepraszamy."
SZLAG!
Zlazłam. Wylazłam. Przyjechał. WLAZŁAM DO.
Stoimy.
Informacja przez radiolę "pociąg regio z... do... z powodu awarii w dniu dzisiejszym nie odjedzie. Na peron 1 zostanie podstawiony skład zastępczy. Podróżnych uprasza sie o opuszczenie skladu i zmianę peronu. Za utrudnienia przepraszamy"
SZLAG!!!
WYLAZŁAM Z. ZLAZŁAM DO PRZEJCIA. WYLAZŁAM NA PERON 1.
Podstawili zastępszy. Wlazłam do. Nabity na maxa. Stoję.
Jedziemy.
Dwie stacje przed moim miastem ZEPSUŁ SIĘ!!!
JASNY SZLAG!!!
O godzinie 18.30 bylam juz na miejscu. Odebrana przez Osobistego, zostałam zawieziona na SOR. O 1 w nocy byłam juz w domu.
Bez L4.
SOR jak sie później okazalo nie wydaje ale... jak Pan doktor slusznie stwierdził : "No to pani już wie, że osteoporozy to Pani raczej nie ma bo przy takim rymsnięciu to złamianie byloby z przemieszczeniem, a tak to stłuczenie tylko. Na L4 to prosze nie liczyć, bo, DROGA PANI, GDYBYSMY W TYM KRAJU DAWALI ZWOLNIENIA WSZYSTKIM CO SIE WYWROCILI TO NASZ KRAJ POGRĄZYŁBY SIE W KRYZYSIE"
Co racja to racja...Choć swiat juz od dwoch lat walczy to Polska jednak zieloną wyspą jest na mapie.
ALE MNIE CHOL... tego BARDZO boli...
Powiedzieć, że następnego dnia zerwalam sie rączo do pracy byłoby sporym nadużyciem... Czulam sie jakby mnie kto, nie przymierzając, bejsbolem przejechał...
"W życiu trza twardym byc nie miętkim" i żadna Pani Susan Ojczyzny w kryzysie nie pogrąży! Jakims tam pociagiem dotelepalam sie do pracy, posiedzialam, wrocilam. Nie dam sie zabić za stwierdzenie, że Polska moją pracą tego dnia aż tak bardzo się wbogaciła...
Następnego dnia Uczynni Gimnazjalisci wrzucili mi petarde pod nogi, która to petarda oczywicie wybuchła, robiąc w zimowym puchowym mym płaszczu 4 wielkie dziury!!!
JASNY (piii) (piii) (piii) SZLAG!
Zanim sie spostrzegłam uczynnie uciekli...
Nie powiem gdzie ja wtedy miałam Ojczyznę i Drogich Rodaków...
To był parszywy tydzień, do samego końca. I następny też nie lepszy
Ostatniego tygodnia czekałam jak kania dżdżu, bo od czwartku już było wolne! Jak na skrzydlach lecialam w srode po pracy do domu! Ale... co mnie tak glowa dziwnie ćmi? Po przyjciu do domu już wiedziałam...

MIGRENA!

Sprobujcie robić zakupy swiateczne z ogromnym bólem i swiatłowstrętem ze wszystkich sił starając się, za przeproszeniem, nie obheftać współklientów.
Wrażenia BEZCENNE, Za wszystkie inne wszak można zapłacić...

Jasny szlag! Niech ten rok sie już skończy!!!

P.S. A następnym razem to juz strach będzie zgłosić veto...

(SOR- Szpitalny Oddział Ratunkowy)

niedziela, 5 grudnia 2010

Candy adresik i małe usprawiedliwienie...

Ostatnio tak dużo sie dzieje, że nie mam kiedy napisać porządnego posta! Nazbierało sie juz pewnie na jakies trzy...
Po pierwsze już wiem, a przynajmniej na to wygląda, że pewnie nie zdążę z SAL-owym obrazkiem... Wieki już nie dziergałam! I niestety w najbliższych dniach się nie zanosi. Zaczął się gorący czas na studiach, kolokwia, kolokwia, kolokwia... te zaliczone i te nie ;)
W pracy młyn, a do tego pociągi+ snieg+ mróz+160 km do pokonania codziennie= DRAMAT!!! Codziennie jestem tak co najmniej godzinkę w plecy, w zeszły poniedziałek trzy... Przychodzę późno, chce mi się spać a tu obiad, małe sprzątanko (aby Polska nie zginęła) i... nauka...
Po drugie od 11 listopada mieszkają z nami 2 nowi współlokatorzy. Tak, Kochani, mamy 2 nowe kotki, które przyniosły do naszego domu, oprócz oczywiscie przewspanialej radosci, mnóstwo kocich choróbsk. Zwłaszcza jeden, który choruje na ostre zapalenie jelit. Już myslałam, że będzie po kociku... Ma antybiotyk i co się z tym wiąże, biegam z nim na zastrzyki. Doba stanowczo jest za któtka!
Po trzecie po pewnej wizycie w second handzie wzbogaciłam sie o taką perełkę dziergaczą, że normalnie jestem przeszczęliwa ! Problem z tym jest niestety taki, że to cudo czeka gdzies w lazience na pranie i obfotografowanie a ja się nie mam tym kiedy cieszyć!!!
Muszę powiedzieć, że już dawno takiego zawirowania w życiu nie miałam! To jest cos koszmarnego tak ciągle nie mieć czasu!!!
Zgłaszam VETO!

Z tego wszystkiego już jakis czas temu zapisałam sie na candy u Lacrimy. Chętnie zapisałabym się na jeszcze kilka ale nie mam czasu.
Nauka decupage jest moim marzeniem. I frywolitki, ale to kiedys. Decupage zdecydowanie na mojej licie jest wyżej.




Chwalić Pana Boga, że w mojej pracy mam prawo do wakacji...

niedziela, 21 listopada 2010

[*]



Parę lat temu odeszła Ona... On nigdy się z tym nie pogodził... Kochali sie tak bardzo, że po Jej odejsciu Jego życie straciło blask... Dzis sa już razem...
Zabrali ze sobą potężny kawał mojego dzieciństwa...

Wujku pozdrów ode mnie Ciocię...


* zdjęcie znalezione w sieci

czwartek, 4 listopada 2010

Aktualności

1). Pewna Pani pisze wielce intrygującą pracę magisterską. Wypelnilam zatem ankietę, czego i Wam, drodzy Współdziergacze, życzę ;o)



2). Postępy w dzierganiu wianka można zobaczyć TU

poniedziałek, 1 listopada 2010

Świąteczny SAL 2010

No tak.
Wiedziałam, że tak będzie.
Że nie wytrzymam i się zapiszę.
Nie miała baba kłopotu ;o).
Ale jak się na Boga nie zapisać, jak tam takie cuda powstają?

Do dzieła zatem.
Będę wyszywać wianek.
Proszę sie nie pomylić. To nie wianek, który MIAŁAM kiedys ;o), ani nie: KIEDYS będę wyszywać wianek, tylko TERAZ będę wyszywać WIANEK SWIĄTECZNY. ;o)
Bo tu, ze strony moich rodzinnych przesmiewców różne warianty już mi sugerowano ;o)



Wianek, jak wygląda, każdy widzi. Postępy swoje prezentujemy TU . Ja tutaj, na moim blogu nie będę nimi Państawa zanudzać. Uraczę Was efektem końcowym ( o ile takowy nastąpi ofkors!- jak nie nastąpi, to w odpowiednim czasie ukaże się z etykietą :Work in progess" na swiete nigdy) ;o) Może jednak nie będzie tak źle...